Badowski Krzysztof
Ur. 26.02.1962 r., zodiakalna ryba. Hobby to sport, turystyka, muzyka i taniec sportowy.
Biega od 4 lat, ukończył 13 maratonów i 4-krotnie 100 km bieg w Zamościu.
Najlepszy czas - maraton: 3:04:25.
W 2008r. zajął 3 miejsce Mistrzostwach Polski w maratonie w Pucku, 3 miejsce Mistrzostwach Polski w półmaratonie w Ostrołęce, 2 miejsce Mistrzostwach Polski na 10 km w Klimontowie.
Uczestniczył w maratonie w Krakowie, Wiedniu i Berlinie.
Wziął udział w 4-etapowym biegu Pokoju Pamięci Dzieci Zamojszczyzny - 100 km w Zamościu w tym 90 km przebiegł z kontuzją nogi, ale nie dał za wygraną i nie zszedł z trasy.
W maju 2009r. Krzysiek zajął 3 miejsce w Mistrzostwach Polski w półmaratonie w Ostrołęce.
Gołąbek Mariusz
Ur. 20.06.1962 r., zodiakalny bliźniak. Hobby to sport, turystyka i muzyka.
Mój pierwszy oficjalny bieg na dystansie 7 km. rozpoczął moją przygodę biegową. Po kilku startach połknąłem bakcyla biegowego i jestem uzależniony.
Pierwszy maraton pokonałem w Warszawie w 1998 r. Miał być tylko jeden w życiu niestety nazbierało się ich już ponad 30.
W 2008r. zdobyłem tytuł Mistrza Polski w półmaratonie w Ostrołęce.
Sześciokrotnie pokonałem niełatwa trasę IV etapowego biegu w Zamościu na 100 km.
Wielokrotnie pokonywałem też dystanse w innych biegach w Polsce i za granicą. Trudno wybrać i ocenić te najbardziej zapamiętane. Każdy bieg to osobna historia i odczucia zarówno w trakcie jak i poza rywalizacją. Niezapomniane starty to Praga, Berlin, Warszawa, Nowy Jork mój pierwszy tam start wokół Prospekt Parku cały maraton przebiegłem wtedy z workiem na śmieci w reku z wrażenia zapomniałem go wyrzucić i tak towarzyszył mi przez 42,2 km. jednak największym przeżyciem było pokonanie listopadowego maratonu nowojorskiego i poznanie tej atmosfery na trasie. Pewnie że jest to moje subiektywne odczucie.
Poznałem też wielu wspaniałych ludzi zarówno biegaczy jak i wolontariuszy i organizatorów. To Ci niestrudzeni ludzie są solą biegania i nadają tym startom i rywalizacji sens, oraz punkt odniesienia do życia.
Chciałbym aby ta przygoda biegowa jeszcze trwała
Dla Wszystkich SPORTOWE POZDROWIENIA !!! GO ACHILLES !!!
W maju 2009r. zdobył tytuł Vice Mistrza Polski w półmaratonie w Ostrołęce i na 5 km. w Łapach.
Jankowski Piotr
Ur. 29.06.1949 r., zodiakalny rak. Jak przystało na raki płci męskiej wesoły, ale czasem uszczypliwy. Swoją przygodę z bieganiem zaczął w 1982 r. Do biegania namówił go Wiesiek Miech. Pierwsze dystanse jakie Piotr pokonywał to 1,5 km. Tak mu się spodobało bieganie, że w swojej karierze przebiegł ok. 90 maratonów. Najlepszy czas uzyskał w 1984 r. podczas Maratonu Warszawskiego – 3.42.10.
W 1989 r. pierwszy raz poleciał za ocean na maraton w Nowym Yorku. Urzekła go Ameryka, bo wracał tam jeszcze 4-krotnie. Piotr jest jednak Europejczykiem, bo tu ma więcej przemierzonych maratonów (krajowe i zagraniczne to Berlin Praga, Koszyce, Luksemburg, Rzym i inne).
Półmaraton Piotr pokonał w 1.29.09. Piotr wziął udział w dwóch „setkach” Kaliskich.
Czteroetapowy Bieg Pamięci Dzieci Zamojszczyzny - Piotr wziął udział w 10 takich biegach. Jego najlepszy czas w jakim pokonał 100 km to 9godz. 51 min 57 sekund.
W 2008r. zajął 1 miejsce Mistrzostwach Polski na 10 km w Klimontowie, uczestnik Mistrzostw Polski w maratonie w Pucku, półmaratonie w Ostrołęce , na 15 km w Ciechanowie. W biegu 100 km w Zamościu wraz z drużyną CROSS III zdobył II miejsce. Uczestniczył w maratonie w Rzymie i Berlinie.
Jeżowski Sławomir
Ur. 10.04.1961 r. Jak to bywa z barankami jest pozytywnie zakręcony, uparty ale i konsekwentny. I to jest właśnie jego siłą. Wiara w ludzi, w siebie i dążenie do celu to jego dewiza życiowa.
Od 1991 roku „bawi się” w uprawianie sportu. Zaczynał od krótkich dystansów na 100, 200 i 400 metrów. Na pierwsze Mistrzostwa Polski pojechał do Kielc. Tam się przekonał, że bez pracy nie ma kołaczy i tak gimnastyka, siłownia sauna i basem oraz trening i trening do znudzenia. Efekty były już w następnym roku 1991.
Na 200 metrów brązowy medal, na 400 - już srebro! Te dystanse były już dla Sławka za krótkie.
Zaczął biegać 800m, 1500m, 5 i 10 kilometrów. Na 1500 był dwa razy Mistrzem Polski ! Najlepszy wynik na 5 km to 16 min.42 sekundy. Ogólnie Sławek zdobył 20 medali różnego koloru na Mistrzostwach Polski na krótkich i średnich dystansach.
Biegi 100-kilometrowe
W pierwszym biegu Sławek osiągnął czas 10 godzin. Kryzys dopada go najczęściej na 70 kilometrze. Jego zaletą jest to, że skoro zdecydował się na start na takim dystansie to musi go ukończyć, choćby siłą woli.
Tak się mobilizuje, że najlepszy wynik jaki tam osiągnął to 8godzin 55minut.
Bieg 24 – godzinny
Bieg ten odbywa się zawsze w roku olimpijskim. W 2002 r. Sławek wystartował tam po raz pierwszy. Chciał zrobić aż 160 km Przebiegł on 134 km.
W 2008r. pobił swój rekord życiowy w biegu 24 godzinnym. W Krakowie przebiegł 161,302 km i znalazł się w pierwszej 10 amatorów w Polsce.
Maratony Polskie i zagraniczne
W 1994 r. Sławek wystartował po raz pierwszy w maratonie. Najlepszy czas w maratonie polskim to 2 godz. 51 min.47 sekund.
Od 1999r. - 9 krotny Mistrz Polski w kategorii B-2.
Ogółem przebiegł 33 maratony w tym ok. 12 zagranicznych (Londyn, Praga, Frankfurt nad Menem, Walencja, Luksemburg , Berlin i Paryż). Podczas 30 maratonu w Berlinie uzyskał rewelacyjny czas 2.55.18 zajmując 792 miejsce na 40 tyś. startujących.
Czteroetapowy Bieg Pamięci Dzieci Zamojszczyzny – Sławek wziął udział w 10 takich biegach. Jego najlepszy czas w jakim pokonał 100 km to 7 godz. 5 min. 14 sekund. Do dnia dzisiejszego jest to rekord trasy w naszej kategorii.
Pozostałe dystanse, które Sławek biega to 5, 10, 15 i 21,1 km. Zdobywa tytuły Mistrza Polski również i na tych dystansach. Jego najlepszy czas w półmaratonie to 1.17.07.
Taniec sportowy
Od 2003r. zaczął trenować taniec sportowy. Zdobył wraz ze swoją partnerką Anią Baranowską 9 tytułów Mistrza Polski w tańcu sportowym w kat. Senior zaawansowany w stylu standard i latin oraz tytuł Mistrza Polski w kat. Open w stylu standard
Obecnie sprawuje zaszczytną funkcję Prezesa Warszawskiego Klubu Kultury Fizycznej Sportu i Turystyki Niewidomych w Słabowidzących „CROSS”.
W grudniu 2008r podczas VII Mistrzostw Polski w tańcu sportowym Sławek ze swoją partnerką Anią Baranowską wytańczyli 4 tytuły Mistrza Polski w kategorii Senior zaawansowany i Open w stylu standard i latin. Jest to jedyna para w Polsce, która zdobyła podczas jednych mistrzostw wszystkie 4 tytuły. Gratulujemy.
W kwietniu 2009r. zdobył 3 miejsce w Mistrzostwach Polski na 5
km. w Łapach.
Od 2009 roku Sławek połknął nowego bakcyla czyli zainteresował się kolarstwem. Po 2 miesiącach treningu w swoich pierwszych zawodach w randze Mistrzostw Polski na dystansie 27 km zajął 10 miejsce na 16 tandemów a po pokonaniu 102 km uplasował się na 15 miejscu na 19 załóg.
Miech Wiesław
Ur. 29.11.1954 r., zodiakalny Strzelec. Wiesiek jest prekursorem startów w biegach masowych osób z dysfunkcją wzroku. Jako pierwszy w Polsce rozpoczął czynne bieganie na długich dystansach. Jest jedynym w Polsce zawodnikiem słabowidzącym, który wziął udział i ukończył kilka triatlonów.
Na olimpiadzie w Seulu zajął 3 miejsce w maratonie uzyskując świetny czas 2 godz. 42 min. W Mistrzostwach Europy w Moskwie 1987 r. zdobył srebro, a w Mistrzostwach Europy w Zurychu zajął 4 miejsce.
Spodobały mu się maratony, więc poleciał biegać za wielką wodę do Stanów Zjednoczonych. W maratonie nowojorskim startował 8 razy.
W Bostonie w 1991 r. wygrał maraton w kategorii niewidomych i słabowidzących uzyskując czas 2 godz. 48 min. Jego rekord został pobity przez zawodnika z Japonii dopiero w 2005r.
Startował też w Chicago i Los Angeles. Ogółem przebiegł ponad 100 maratonów – najlepszy czas to 2.38.06, 8 „setek kaliskich” gdzie uzyskał łączny czas 8.02 oraz dwanaście setek zamojskich.
Najlepszy jego czas w półmaratonie to 1.09.56.
Dwukrotnie odznaczony srebrnym i brązowym medalem za osiągnięcia w sporcie. Medale wręczał ówczesny minister sportu Aleksander Kwaśniewski. Otrzymał też brązowy krzyż zasługi za wybitne osiągnięcia sportowe.
W 2008r. zajął 3 miejsce w Mistrzostwach Polski na 10 km w Klimontowie, brał udział w Mistrzostwach Polski w maratonie w Pucku, w półmaratonie
w Ostrołęce i na 15 km w Ciechanowie. Startował po raz 10 w
biegu 100 km w Zamościu zajmował 3 miejsce na 1 i 3 etapie. W
tym roku uczestniczył w maratonie w Rzymie i Wiedniu i Berlinie
i Nowym Jorku. Startował w biegu 24 godzinnym w Krakowie,
Picheta Teresa
Współpracuje z zawodnikami niewidomymi i słabowidzącymi od 7 lat. Zajmuje się fotoreportażami, pisze artykuły na stronę Achillesa, Warszawskiego Klubu Kultury Fizycznej Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących oraz do gazety „Razem z tobą” i miesięcznika CROSS.
Powałka Grzegorz
Ur. 12.03.1962 r., zodiakalna Ryba. Jest zawodnikiem niewidomym z Warszawy. Jego przygoda z bieganiem rozpoczęła się w roku 1980. Do 1985 r. biegał na krótkich dystansach. Setkę zaliczał w 13 sekund, 400 m przebiegał w 59 s., a na 800 metrów starczało mu 2,20 min. Potem Grzesiu zrobił sobie długą, bo aż 15 letnią przerwę w bieganiu. Pochłonęły go inne zainteresowania.
W 2000 roku stwierdził, że względy zdrowotne są najważniejsze i postanowił założyć adidasy powrócić na trasy, ale już długich dystansów.
Grzesiek przebiegł 4 zamojskie 100 km, 7 maratonów – najlepszy jego czas 4,17,00 w Szczytnie, ok. 40 półmaratonów – najlepszy czas 1.53.57.
Biega też na krótszych dystansach.W 2010r. podczas biegu w Swilnie na 10 km Grzesiu zrobił życiówkę uzuskując czas 49.32. Przewodnikiem Grzesia jest wspaniała Danusia Kossoń.
Zajmował zaszczytne 3 miejsca w Mistrzostwach Polski w półmaratonie w Ostrołęce i na 15 km w Ciechanowie. Startował w maratonie w Rzymie, w Echternach.
Sawa Ryszard
Maraton po Teleranku
Ale o czym pan chce pisać? To chyba normalne: mam dwie nogi, więc biegam – żartuje Ryszard Sawa, który w dziewiątym roku życia stracił wzrok i prawą dłoń. 62-letni mężczyzna ukończył już kilkadziesiąt maratonów, a w jednym z nich osiągnął czas trzy godziny i jedenaście minut.
Kiedyś, w Warszawie, zostawił za sobą dwa tysiące zdrowych biegaczy.
– To rozwiązało parę spraw, bo skoro ja jestem niepełnosprawny, to jak tamtych nazwać ? – mówi z typowym dla siebie, zgryźliwym humorem.
– Wielu ludzi zrozumiało, że niewidomy to nie ten, co pod kościołem siedzi. Wprawdzie mam doktorat, ale w Polsce nie liczy się wykształcenie, tylko to, co w nogach albo rękach.
- Miałem też satysfakcję, gdy w stolicy wystartowali Paweł Januszewski i Sebastian Chmara. Januszewski ponoć strasznie się "wypindrzył", a przybiegł pół godziny za mną. Chmara próbował się szarpać, ale też mu dołożyłem.
Bez spaceru
Twardy i zadziorny jest nie tylko na trasie maratonu. Nie bawi się w dyplomację, nigdy nie użalał się nad sobą. Jego życie zmieniło się, gdy wybuchł znaleziony niewypał.
– Załamanie? Mały byłem, co mnie to obchodziło – ucina. – Szok przeżyłem raczej dlatego, że z zapadłej wsi na zamojszczyźnie musiałem przenieść się do Krakowa, do szkoły dla niewidomych. Ale też myślę sobie, że dzięki wypadkowi się stamtąd wyrwałem. Moja siostra do dzisiaj jest rolnikiem, wzięła w dzierżawę 1 000 hektarów. Czuje pan, co to jest? Ledwo spłaci jeden kredyt, już musi zaciągać następny.
Jego bieganie jest metaforą życia normalnie widzących. Prawie każdy z nas czasami brnie do przodu na oślep, a osiągnięcie celu zależy od samozaparcia i siły woli. I większość potrzebuje pomocnej ręki innego człowieka. W maratonie kimś takim jest przewodnik – związany z niewidomym króciutkim sznurkiem, potrafiący dostosować do niego rytm i długość swoich kroków, trącający łokciem przy zmianach kierunku, ostrzegający przed dziurami i nierównościami w jezdni.
– Przewodnik powinien być o 20-30 procent lepszy od podopiecznego – tłumaczy Stanisław Spólnik, który z Ryszardem Sawą biegał już blisko trzydzieści razy.
– Rok temu, na Cracovia Maraton, było jednak odwrotnie. Podszedłem do biegu za spokojnie, nie przygotowywałem się za mocno i po trzydziestym kilometrze miałem dosyć. "Przejdźmy do marszu" – zaproponowałem. A Rysiek ciągnie mnie za rękę, protestując: "Nie będziemy spacerować !" Zresztą siedem lat temu w Nowym Yorku wykończył czterech przewodników, nie wytrzymali jego tempa.
- Eee tam, bo ten Maraton Nowojorski, to "popelina", ludzie biorą w nim udział dla szpanu – macha ręką pan Ryszard. \
– Jest pięć razy więcej chętnych niż miejsc, więc zgłaszają się na przewodników, żeby się tylko załapać. A potem okazuje się, że taki facet jest przygotowany na cztery i pół godziny, nie ma siły biegać. No, cholery można dostać ! A poza tym ścisk straszny, zwłaszcza na tym drugim, wąskim moście, głowę chcą człowiekowi ukręcić. Raz miałem fajną babkę, dobrze przygotowaną, to rozerwali nas niedługo po starcie i o mało się nie zgubiłem.
Ryszard Sawa z przewodnikiem Stanisławem Spólnikiem. Witam pana dyrektora
W lekkoatletyce zakochał się, gdy Bohdan Tomaszewski opiewał w radio zwycięstwa Makomaskiego, Chromika, Krzyszkowiaka.
– To było lepsze niż telewizja, wszystko pamiętam do dzisiaj – uśmiecha się.
– Uczyłem się wtedy w szkole w Laskach, biegałem wieczorami. Niestety, dyrektor był chory na serce i mnie tępił, nawet zamykał w separatce, bo uważał, że sport szkodzi zdrowiu. Kiedy biegnę czasami obok cmentarza w Laskach, to zawsze mówię: "Witam, pana dyrektora! Widzi pan, biegam do dzisiaj i żyję, a pan nie chciał, to teraz musi pan w grobie leżeć".
- Sam mogę jeszcze startować dzięki profesorowi Zygmuntowi Dobrowolskiemu, szefowi kliniki urologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. W ubiegłym roku przyjął mnie poza kolejnością i tak fachowo zoperował mi prostatę, że po miesiącu mogłem przebiec półmaraton w Radzyminie.
Do maratonu trafił dopiero w wieku 38 lat. Był pionierem. – Tomasz Hopfer mnie przekonał, gdy co niedzielę "nawijał" o tym po Teleranku – śmieje się. – Nie wziął mnie jednak pod uwagę, bo przez parę lat nie chcieli mnie dopuścić. Sędziowie histeryzowali, że ślepy się zabije. Wreszcie się udało, kiedy podpisałem oświadczenie, że biegnę na własną odpowiedzialność. Wziąłem dwóch starszych synów na rowerach, trzymałem się siodełek i poszło. Kręcili potem nade mną głowami, że dotarłem do mety. Nie wiem, co ich tak dziwiło, przecież biega się na nogach !
- Inwalidzi uprawiający sport są bardziej pewni siebie przy codziennych czynnościach – dowodzi Stanisław Spólnik. – Inaczej poruszają się po ulicy: jakieś uderzenie, czy wywrócenie się nie jest dla nich tragedią.
Ryszard Sawa mieszka w Pruszkowie. Był okres, że trenował sam, późnym wieczorem: biegał po sto metrów w jedną i drugą stronę. – Teraz zrobili mi pod domem drogę wylotową i jest ogromny ruch. A znowu na innej pobliskiej ulicy jest aż czterech "leżących policjantów". Z przewodnikami do treningów w ogóle jest największy problem. Jest taki fajny chłopak, koszykarz, który czasami ze mną biega. Nie ma jednak za dużo czasu, bo kończy teatrologię i pracuje jako kelner po dwanaście godzin. I nazywają to pół etatu !
Trening przy kaloryferze
Kilka lat temu kupił ruchomą bieżnię. – Okazało się, że to lipa, żadnych korzyści – macha ręką. – Sam wpadłem na lepszy i to darmowy wynalazek: przypinam się starą, dziurawą dętką do kaloryfera i tak biegnę w miejscu. Włączę radio, albo książkę z kasety, biodra pracują i tylko patrzę, czy kaloryfer nie odpada. Nie najlepsze doświadczenia ma także z psami. – Dobermany są leniwe: przebiegnie pięćset metrów i chciałby odpoczywać – twierdzi. – Z kolei owczarki mało wytrzymują: robiłem z jednym po piętnaście rund, to potem nie miał siły wejść na pierwsze piętro: kładł się pod progiem i udawał, że zdycha. Prawie go zakatowałem treningiem, ale trzeba mu oddać, że dzięki temu przebiegłem w Kaliszu sto kilometrów. Tylko kulałem później przez półtora roku.
Stanisław Spólnik opowiada, że podczas biegu usta mu się nie zamykają: – Czuję się jak przy kawiarnianym stoliku: cały czas lecą historyjki, anegdoty. - Bez tego "klepania" można by się zanudzić przez tyle godzin – odparowuje Ryszard Sawa. – A tak przynajmniej czas szybciej zleci do mety. - Tylko, że potem brakuje nam tchu – docina przyjaciel. – Ale niech usłyszy, że przed nami biegnie jakaś dziewczyna, od razu zrywa się, żeby ją wyprzedzić. - Bardziej chodzi mi o tych, co się przechwalają, że mi dołożyli – precyzuje Sawa. – A z pewną kobietą śmieszne doświadczenie miałem kiedyś na półmaratonie. Podeszła do nas i pyta, czy może nam towarzyszyć. Zgodziłem się, ale jeden kolega się uparł: "Nie ! Będzie nas spowalniać, a liczy się każda sekunda". Parę miesięcy później, podczas Maratonu Warszawskiego, ta sama pani przykleiła się do nas, a po dwudziestu kilometrach krzyknęła: "Żegnam was" i wyrwała do przodu. Tamtemu potem bardzo głupio było. Podobnie chyba czuli się nasi czołowi maratończycy w Poznaniu. Usłyszałem jak przed startem dzielili nagrody pieniężne, a załatwiło ich dwóch Murzynów.
W 2008r. zajął 2 miejsce w Mistrzostwach Polski w półmaratonie w Ostrołęce, na 15 km w Ciechanowie, na 10 km w Klimontowie a Mistrzostwach Polski w maratonie zajął 3 miejsce. Brał udział w biegu 100 w Zamościu. Startował w maratonie w Rzymie i Krakowie.
Świerczyński Zbigniew
Ur. 07.09.1950 r., zodiakalna Panna. Zbyszek jest osobą niewidomą. Mieszka w Czersku. Bieganiem interesuje się już od młodych lat. Najpierw w szkole średniej, później studia. Następnie był nauczycielem wychowania fizycznego, a w momencie, kiedy uznał, że wzrok nie pozwala mi kontynuować tej pasji przekwalifikował się na pedagoga szkolnego. Obecnie będąc na emeryturze pragnie się całkowicie poświęcić swojej pasji.
Na poważnie biega od jesieni 2003. Do stowarzyszenia „Cross” wstąpił w 2004 roku. Ma za sobą 18 maratonów. Najlepszy wynik uzyskał w Berlinie w 2005 roku - 3:41:52. Przebiegł 8 półmaratonów, najlepszy wynik wybiegał sobie w Toruniu w 2006r - 1:37:58
Od 2006r zdobywa wszystkie tytuły Mistrza Polski w maratonie, półmaratonie, i na 15 km.
Do ciekawszych biegów zalicza Rzym, Berlin, Helsinki i Warszawę, Wiedeń, Kraków, Wrocław. Startował kilkakrotnie w biegu 100 km w Zamościu.
Obecnie ma na koncie ponad 60 biegów od 5km do maratonu.
W 2009r. zdobył tytuł Mistrza Polski na 5 km w Łapach, w półmaratonie w Ostrołęce.
Wałęga Edmund
Ur. 1.11.1943 r. Pierwsze sukcesy sportowe osiągał w pływaniu.
W latach 1972-1973 wziął udział w 2 maratonach pływackich (9 km). Biega od 1980 r., czyli 27 lat.
Swoje bieganie zaczynał od biegów przełajowych na 10 km. Ogółem przebiegł około 100 maratonów Polsce i zagranicą. W pierwszym maratonie wystartował w 1981 r. w Warszawie.
Najlepszy czas uzyskał podczas maratonu warszawskiego w 1986 r. – 3.08.10, zajmując 284 miejsce.
Czteroetapowy Bieg Pamięci Dzieci Zamojszczyzny – Edmund wziął udział w 12 takich biegach. Jego najlepszy czas to 7 godz. 21 min. 54 sekund osiągnięty w 2000 r. W tym roku zajął 3 miejsce w klasyfikacji generalnej w naszej kategorii.
Edmund uczestniczy również w narciarskich Biegach Piastów.
W 2008 r. uczestniczył w Mistrzostwach Polski w maratonie w Pucku zajmując 3 miejsce w kategorii wiekowej, w półmaratonie, biegu na 15 km i na 10 km.
Dąbrowski Maciej
Urodził się 12 września 1983 r. w Płocku. 26 maja 1998 r. jadąc na rowerze został potrącony przez samochód w wyniku czego doznał rozległego urazu głowy. Przez 3 miesiące był w śpiączce. Lekarze nie dawali nadzieii najpierw na przeżycie, potem na normalne funkcjonowanie i poruszanie się na własnych nogach. Dzięki intensywnej rehabilitacji i zaangażowaniu całej rodziny Maciej w ciągu 2 lat od nowa nauczył się mówić, chodzić, opanował na nowo program szkoły podstawowej i w 2000 r. zdał egzamin do liceum ekonomicznego w Płocku. W tym czasie rehabilitacją ruchową Maćka zajął się Wiesław Miech, niewidomy maratończyk, który zaraził go bakcylem biegania.
Maciej ma orzeczenie o niepełnosprawności w stopniu znacznym (niepełnosprawność ruchowa, epilepsja).
Pierwszy bieg Macieja to MINIMARATON SOCZEWKA - PŁOCK 08 X 2005 r. (2,5 km w czasie 120 min.)
27 V 2006 r. VI BIEG ULICZNY NSZZ "Solidarność" im. Krzysztofa Zywera w Płocku (5 km w czasie 150 min.)
03 VI 2006 r. II OGÓLNOPOLSKI BIEG CHEMIKÓW (10 km w czasie około 180 min.)
26 V 2007 r. VII BIEG ULICZNY NSZZ "Solidarność" w Płocku (5 km w czasie około 90 min.)
02 VI 2007 r.III OGÓLNOPOLSKI BIEG CHEMIKÓW w Płocku (10 km w czasie około 140 min.)
14 VII 2007 r. II INTEGRACYJNY BIEG KLIMONTOWSKI (7,5 km w czasie około 100 min.)
22 IX 2007 r. X SIERPECKI MINIMARATON (10 548 m w czasie około 135 min.)
13 X 2007 r. XXVII MINIMARATON SOCZEWKI z BOP w Płocku (7,5 km w czasie około 95 min.)
02 III 2008 r. XXVIII PÓŁMARATON WIĄZOWSKI Wiązowna (15 km w czasie 116 min.)
24 V 2008 r. VIII BIEG ULICZNY NSZZ "Solidarność" w Płocku (5 km w czasie 67 min)
01 VI 2008 r. IV OGÓLNOPOLSKI BIEG CHEMIKÓW w Płocku (10 km w czasie 80 min)
12 VII 2008 r. III INTEGRACYJNY BIEG KLIMONTOWSKI Klimontów (15 km w czasie 110 min.)
XXVIII CIECHANOWSKA PIĘTNASTKA Opinogóra - Ciechanów
Kąkol Franciszek
Urodzony 22.09.1955r. – zodiakalna panna
Jest przewodnikiem niewidomego zawodnika Zbyszka Świerczyńskiego, ale również
lubi biegać solo.
Swoją przygodę z bieganiem rozpoczął 30 lat temu.
Ukończył 45 maratonów w tym wszystkie warszawskie, Dwukrotnie brał udział w
4 etapowym 100 km biegu w Zamościu.
100 km w Kaliszu przebiegł z wynikiem 10,56 godz.
W 1997r. brał udział w sztafecie biegowej z Chojnic do Watykanu na spotkanie
z Ojcem Świętym – 1600 km.
Przebiegł wszystkie 24 biegi strażaka w Chojnicach, wszystkie 15 biegów Tura w Człuchowie.
Na swoim koncie na 15 biegów zagranicznych ( Litwa, Francja, Portugalia, Holandia,
Finlandia, Słowacja i Austria)
Wraz ze Zbyszkiem Świerczyńskim zdobywał tytuły Mistrza Polski w maratonie,
pólmaratonie, na 15 km.
Ogółem brał udział w 266 imprezach biegowych.
Razem ze Zbyszkiem Świerczyńskim wybiegał tytuły Mistrza Polski na 5 km. w Łapach i w półmaratonie w Ostrołęce
Spólnik Stanisław
Przygodę z biegami długimi rozpoczął 25 lat temu. Miał 33 lata. 5-ty warszawski maraton pokoju zapamięta szczególnie. I to nie dlatego ze pogoda była paskudna, lał deszcz, wiał silny wiatr, ciężkie od samego startu buty, kałuże wody których nie sposób ominąć, ale dlatego ze byl to pierwszy, a uzyskany czas 3godz17min zachęcił do rozpoczęcia systematycznych treningów biegowych. Po 25 latach ma prawo i nawet obowiązek zrobienia rachunku sumienia i podsumowań. Próbuje sobie uzmysłowić i policzyć kilometry, które zaliczył podczas treningów i zawodów. Zastanawia się jak organizm mógł sobie poradzić z 80kg wagi, żeby 3-krotnie okrążyć kulę ziemską i zastanawia się czy to już nie dosyć biegania. Przekroczył bowiem dość magiczną liczbę 100 pełnych maratonów w tym 30-ści poza granicami kraju/ między innymi: w Nowym Jorku, Bostonie, Toronto, Vancuver, Londynie, Paryżu, Berlinie, Rzymie, Pradze, Wiedniu Kopenchadze a nawet na pokładzie jachtu Zawisza Czarny-podczas rejsu. Pokonał też 15 razy dystans 100km /m in.B iel w Szwajcari w 2008r/. Niezapomni dystansu 91km w Afryce RPA z metą w Durbanie w 40sto stopniowym upale i 30stu tysiącach biegnących. Uczestniczył również w wielu półmaratonach i biegach krótszych, ale liczenie ich sprawia trochę trudności więc liczba ta jest bardzo niejasna. Jasnym natomiast jest, że kiedy stanąłem na starcie- musiałem bieg ukończyć. Ale bieg jest jak życie, im bliżej mety tym trudniej. Jest od pewnego czasu bardziej działaczem niż zawodnikiem. Już nie biega dla wyniku. Z jego też inicjatywy powstał klub Cross Lajkonik w Krakowie gdzie kilka lat pełnił funkcje wiceprezesa.
Szymczak Piotr
„Od grubasa do długasa.”
Urodziłem się 04.04.1979r w Łęczycy. Mieszkam w Łodzi, jestem wychowawcą w internacie mieszczącym się przy Ośrodku dla Dzieci Słabowidzących w tym mieście. Od roku mam kochającą Żonę. Oprócz biegania interesuje mnie wszystko, co związane z Japonią, zwłaszcza sztuka wojenna Samurajów. Moją pasją jest również kawa, przygotowanie, wąchanie naparu, no i oczywiście picie.;)
Jest czerwiec 2006 roku, sześć miesięcy temu rzuciłem palenie, a waga łazienkowa pokazuje 105kg. Postanawiam coś z tym zrobić, więc siadam przy komputerze i wertuję zasoby sieci. W pewnym momencie tych poszukiwań pojawia się słowo „bieganie”. Nieee, bieganie? Przecież to najgłupszy sport pod słońcem! Tak wtedy o tym myślałem. Jednak zapewnienia użytkowników for internetowych, że schudli wiele kilogramów biegając, przemawiają do wyobraźni, i postanawiam spróbować. Na pierwszy ogień poszedł znaleziony w Internecie cykl 10cio tygodniowy dla początkujących, w którym bieg przeplatał się z marszem. Truchtać wychodziłem późnym wieczorem, albo w nocy, bo to przecież obciach, gdy taka beka toczy się po asfalcie… Pierwszym moim celem było pokonanie 30 minut biegiem. Udało się! W sierpniu zaliczam ten cel. Wtedy jeszcze nie spodziewałem się, że bieganie stanie się to tak ważną częścią mojego życia.
Pierwszy start w zawodach to październikowy Run Warsaw, już wtedy wskazania wagi łazienkowej dodawały mi sił. Udało się schudnąć prawie 15kg. Poznaję ludzi biegających w Łodzi i okolicach, zapraszają mnie na bieg organizowany w łódzkim Arturówku, który może się poszczycić mianem największego w Europie miejskiego kompleksu leśnego. Wtedy pokonuję po raz pierwszy na zawodach trasę ~10km. Pogoda była paskudna, momentami brnąłem po kostki w błocie, lał deszcz, przybiegłem przedostatni, ale już wtedy wiedziałem, że chcę więcej! Na bieżąco czytałem strony internetowe poświęcone bieganiu, odkrywając kolejne ciekawe tajniki tego sportu. Wtedy to zakiełkowała w głowie myśl: A może by tak przebiec Maraton? Przyszła zima, na szczęście była łagodna, więc regularnie biegałem powoli zwiększając kilometraż.
W maju 2007 roku przebiegłem swój pierwszy maraton – uzyskałem czas 4:33:38, ale satysfakcja była ogromna, bo podczas całego biegu nie przeszedłem ani razu do marszu.
W październiku startuję w 8 Poznań Maraton, gdzie udało mi się nabiegać 4:00:18. Duża poprawa, co mnie bardzo ucieszyło i zmotywowało do dalszej pracy.
Wraz z grupką przyjaciół zapisuję się na Maraton w Sztokholmie. Dzień w którym odbywał się maraton okazał się nadspodziewanie ciepły jak na Szwecję, i w dniu rozgrywania biegu (start, godz. 15) termometry wskazywały grubo ponad 20st.C. Wszystko to spowodowało, że ten bieg potraktowałem turystycznie.
We wrześniu przebiegam kolejny maraton, tym razem jest to XXX Maraton Warszawski, niestety zbyt duża ambicja i zdecydowanie za mocne tempo na pierwszych 30km powodują, że pierwszy raz mam spotkanie z osławioną wśród maratończyków „ścianą”. Niby udaje się nabiegać życiówkę (3:59:08), ale niedosyt pozostaje.
W kwietniu 2009 dzięki uprzejmości Stowarzyszenia „CROSS” jadę na mój drugi zagraniczny maraton. Tym razem jest to Wiedeń. Po raz kolejny nieroztropnie zachowuję się na pierwszej połowie dystansu, biegnąc zdecydowanie ponad to, na co mnie stać. Efekt jest łatwy do przewidzenia, drugą połowę biegu pokonuję znacznie wolniej, męcząc się w promieniach mocno operującego słońca. Czas, jaki uzyskuję: 4:13.07, też jest daleki od tego czego się spodziewałem. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Te biegi pokazały mi, gdzie się znajduję, co trzeba poprawić i nad czym pracować. Dodatkowo moja wiedeńska przygoda umożliwiła mi poznanie grupki miłych ludzi, mających tą samą pasję. I właśnie to jest dla mnie solą biegania.
Moje wyniki:
Maraton – 3.59.08
Półmaraton – 1.49.50
15km – 1.25.32
10km – 0.50.11
Danuta Kossoń
Danuta Kosoń przewodnik Grzegorza Powałki
Ur. 18.01.1950r.
Jestem na wcześniejszej emeryturze. Od dawna moją pasją jest pomaganie innym. Kiedyś marzyła mi się praca wolontariusza w niebieskiej linii ale życie pisze nam inne scenariusze. Spotkałam koleżankę, która zaproponowała mi, żebym była przewodnikiem niewidomej biegającej osoby. Z początku bałam się tego wyzwania i miałam obawy czy podołam tak ważnemu zadaniu. Najtrudniejszy był pierwszy wyjazd w 2008r. na bieg 15 km do Ciechanowa. Nie znałam Grzegorza i rozmawiałam z nim tylko raz i nie wiedziałam jakie będzie miał oczekiwania. A tu od razu zawody o randze Mistrzostw Polski. Ale udało się i od tej pory razem trenujemy 2 – 3 razy w tygodniu. Zajęcie to daje mi wiele satysfakcji i mam świadomość, że robię coś pożytecznego. Z Grzegorzem byłam na biegu 100 km w Zamościu, na maratonie w Poznaniu i biegach na krótszych dystansach.
Majchrzak Michał
Ur. 31.07.1984, Bochnia,
Kluby: CROSS Lajkonik Kraków, Klub Biegacza LOK Bochnia.
Zainteresowania: sport, wyprawy górskie i rowerowe, problematyka niepełnosprawnych.
Biegam od 2006r. W Crossie jestem od grudnia 2008. Wcześniej uprawiałem piłkę nożną, karate i judo. Jednak to bieganie stało się moja prawdziwą pasją. Dzięki niemu poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi, przeżyłem wiele wyjątkowych chwil. Daje mi ono siłę do zmagania się z przeciwnościami losu, z własną niepełnosprawnością, pomaga stawać się lepszym człowiekiem. Pozwala również wyciszyć się, przemyśleć pewne sprawy,
Bieganie wciągnęło mnie na studiach. Pewnego dnia pomyślałem sobie, że czas skończyć użalać się nad sobą i wziąć się za życie, że pora znaleźć sobie jakieś pożyteczne zajęcie, jakąś pasję, wytyczyć sobie jakiś cel w życiu – wybór padł właśnie na bieganie. Po kilku tygodniach biegania tak mi się to spodobało że postanowiłem sobie kolejny cel – zostać maratończykiem! Przebiec te legendarne 42km i 195m. Po kilku miesiącach treningu coś, co jeszcze kilka lat temu wydawało się dla mnie czystą abstrakcją, stało się faktem. Marzenie, choć okupione bólem i wyrzeczeniami, spełniło się. Moment w którym mija się metę jest zawsze ekscytujący jak i atmosfera panująca na starcie. Tego się nie da opisać, to trzeba samemu przeżyć. A ja już wtedy na mecie pierwszego maratonu wiedziałem że to jest właśnie to, co chcę robić w życiu. Mogę powiedzieć, że jestem z siebie naprawdę dumny. Że mimo swojej choroby daje sobie jakoś radę, że potrafię dokonać czegoś co dla większości zdrowych ludzi wydaje się nieosiągalne. Uświadomił em sobie również, że jeśli posiada się silną wolę, dużą wytrwałość i marzenia to wszystko można w życiu osiągnąć.
Do tej pory ukończyłem już 7 maratonów, 13 półmaratonów i kilkadziesiąt innych biegów. Aktualnie mój najlepszy wynik z maratonu to 3godz i 53min z Gdańskiego Maratonu Solidarności. Na podium stałem raz – na 3. miejscu w kategorii niepełnosprawnych w Bukownie w biegu na 10km. Jednak tak naprawdę jestem dopiero na początku mojej biegowej przygody i mam zamiar stale poprawiać swoje wyniki. Startuję w zawodach w całej Polsce jak również zagranicą: byłem na najstarszym europejskim maratonie w Koszycach a także na Supermaratonie Wiedeń – Bratysława – Budapeszt. W przyszłości chciałbym przebiec maratony na wszystkich kontynentach. Mam nadzieję, że moja przygoda z bieganiem będzie trwać całe życie a liczba moich biegowych przyjaciół będzie się stale powiększać.
Małowiecki Grzegorz
Ur. 25.04.1972r.,
Kluby: CROSS Szczecin
Moja przygoda z bieganiem rozpoczęła się w 2005 r. Początki nie były łatwe. Z trudem byłem w stanie przebiec kilka kilometrów. Jednak nie poddawałem się. Z tygodnia na tydzień rosła liczba przebieganych kilometrów. Podbudowany szybko rosnącą formą postanowiłem jesienią tego samego roku zmierzyć się z legendarnym dystansem maratońskim. Niestety nieprzyzwyczajone do tak dużego wysiłku stawy powiedziały "stop". Zamiast przebiec maraton, kilka tygodni spędziłem na zabiegach. Na parę miesięcy zaprzestałem treningów. Po długiej przerwie w 2007 roku postanowiłem ponownie biegać. Tym razem podszedłem do sprawy rozważniej. W sierpniu 2008 roku zdecydowałem się wystartować w Szczecińskim Półmaratonie Gryfa. Udało się! Wiosną 2009 powtórka tego dystansu w Berlinie. I zaczęło się, na dobre połknąłem bakcyla biegania. Przeglądając strony internetowe dla biegaczy trafiłem na stronę Stowarzyszenia Cross i Achillesa. W październiku 2009 wziąłem udział w organizowanych przez stowarzyszenie Mistrzostwach Polski w Maratonie w Poznaniu. Zaliczyłem swój pierwszy maraton. W 2010 roku uczestniczyłem w mistrzostwach Polski na różnych dystansach. Najlepsze wyniki to III miejsce w biegu na 10 km w Klimontowie i III miejsce w Maratonie w Poznaniu. Wziąłem także udział w w organizowanych przez Stowarzyszenie Cross wyjazdach na maraton do Rzymu i do Berlina. W Berlinie udało mi się osiągnąć swój dotychczas najlepszy wynik w maratonie (3:44:46). Moim marzeniem jest przebiegnięcie maratonu poniżej trzech godzin.
Ziółkowski Jacek
Ur. 07.11.1966r., Skorpion
Klub: SYRENKA WARSZAWA
Karierę sportową zacząłem w Polonii - Warszawa w wieku 17 lat,bez większych osiągnięć. W 1988 1-wszy MARATON WARSZAWSKI z czasem 3 godz.44min.40sek. Wszystkich maratonów ukończyłem 19.Ostatnie to 3 podrząd, które ukończyłem poniżej 3 godz. POZNAŃ MARATON 2010r.z czasem 2 godz.59 min.29 sek. i zdobycie MISTRZOSTWA POLSKI;życiówka z RZYMU 2011 z czasem 2 godz.58 min.34 sek. MARATON CRACOWIA 2 godz.59 min. 03 sek. Życiówka z półmaratonu to 1 godz. 24 min.20sek. w 2010 r. w Korycinie. Wicemistrzostwo Polski w 2011 r. w Ostrołęce z czasem 1 godz.25 min. 20 sek. Trzecie miejsce w Mistrzostwach Polski na 5 km w Łapach z życiówką 17 min 21 sek. Na 10 km moja życiówka z Raszyna w 2011 r. to 36 min.44sek.I najlepszy czas na 15 km w Parczewie to 57 min 50 sek. Udało mi się zaliczyć pierwszy raz czteroetapowy Bieg Pokoju w Zamościu na 100 km w 2010 z czasem 7 godz. 17 min. i 36 sek. Od 15 lat należę do Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków. Swoją wiedzą i doświadczeniem dzielę się z innymi diabetykami, zainteresowanymi podobnie jak ja podnoszeniem swojej formy psychofizycznej. Zachęcam młodzież i nie tylko do uprawiania czynnego sportu a przede wszystkim do biegania. Efektem naszej współpracy i wspólnych treningów był udział w imprezie Jurka Owsiaka oraz bieg “Policz się z cukrzycą”. Hobby to sport, turystyka i muzyka.