Achilles Track Club Polska

Achilles Track Club Polska

Nie ma przeszkód nie do pokonania

Powiększ+ / Pomniejsz-

Aktualności

                                                                      2011 rok

BIEG NIEPODLEGŁOŚCI”

11 Listopada 2011r.  Warszawa i Gdynia

              W zawodach tych pobiegli: Jacek Ziółkowski, Sławek Jeżowski, Piotr Jankowski, Grzegorz Powałka, Ryszarda Sawa, Wiesława Miech ,Michał Majchrzak, Szymczak Piotr, Grzegorz Powałka, Maciej Dąbrowski i jego przewodnik Ola Karaś.

        „Korespondencyjnie” w Gdyni biegali: Krzysztof Badowski i Mariusz Gołąbek.  

            Tego dnia, w wielu miastach w Polsce aktywnie obchodzono święto niepodległości. W tym dniu, nie ważny był wynik uzyskany w biegu, lecz udział w tych zawodach. Wielobarwny tłum zawodników w Warszawie, ubrany w białe i czerwone koszulki /otrzymane w ramach wpisowego/. O godz. 11.11 wyruszył na trasę 10 kilometrowego biegu. Dla zawodników ze stowarzyszenia, był to jeden z ostatnich biegów w tym sezonie startowym. Ponad 7 tys. chętnych, zawodowców, amatorów oraz tak zwanych „niedzielnych biegaczy”  pokonało ten dystans. Warto dodać, że organizatorzy na tyle wyznaczyli limit zawodników. Chętnych, zapewne byłoby znacznie więcej. Może, doczekamy się takiej imprezy biegowej w Polsce, bez limitu startujących.

             W Gdyni o 15.15 Ponad 2 tys. chętnych ruszyło na trasę dziesięciu kilometrów. Część zawodników słabiej przygotowanych, kończyła bieg, już po zmroku. Jednak piękne odcinki: ul. Świętojańska i nadmorski bulwar, rekompensowały tę niedogodność.

              Nasi zawodnicy dobiegli do mety w znakomitych nastrojach,  po trudach kończącego się sezonu. 

             Gratulacje dla zawodników   „ACHILLES INTERNATIONAL” POLSKA       za kolejny sezon biegowy

Zapraszam do galerii zdjęć i wyników mario.                                                                                        

                        „BIEG  SOCZEWKA”  22 Października 2011r. 

                     W zawodach wystartowali; Grzegorz Powałka, Maciej Dąbrowski i jego przewodnik Ola Karaś.

 W ramach rozbiegania po maratonie pobiegł w tym biegu Grzesiek. Razem z nim wystartowała Ola z Maciejem. Maciej to nieustępliwy gość. Po kilku latach rehabilitacji, walczy na biegowych trasach, na miarę swoich możliwości. Dzielnie pomaga mu na trasie Ola. Przy sprzyjającej pogodzie, na starcie stanęło 156 zawodników. To kolejny lokalny bieg, w którym nasi zawodnicy wzięli udział.

                  Gratulacje dla Oli i Macieja, za kolejny bieg!!!     mario

 

 Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Maratonie  Poznań 16 Października 2011r.

                                  Wystartowali w tych zawodach: Jacek Ziółkowski, Sławek Jeżowski, Krzysztof Badowski, Mariusz Gołąbek, Grzegorz Małowiecki, Piotr Jankowski, Grzegorz Powałka.

  Zabrakło na starcie: Ryszarda Sawy, Stanisława Spólnik i Wiesława Miecha

                     Maraton w Poznaniu, organizowany jest od 2000 roku. Już od pierwszej edycji można było zakładać, że na stałe wpisze się, w terminarz biegów maratońskich rozgrywanych w Polsce. Jego atutami są: dogodna lokalizacja,(dojazd), sprzyjający termin, przychylność władz miasta i sponsorów. Organizatorzy każdego roku starali się poprawiać jego jakość, przez dbałość o detale zarówno dla zawodników, kibiców oraz przekaz medialny. Co roku rośnie liczba startujących w tym biegu. W 2000 roku wystartowało 761 osób, w roku 2010 już 3 873 osoby. W dniu zamknięcia zgłoszeń elektronicznych, do tegorocznego maratonu było zgłoszonych ponad 5900 osób!

                  Wśród nich nie zabraknie i tym razem zawodników ze Stowarzyszenia „CROSS”. Po raz trzeci w Poznaniu, będziemy rywalizować, o tytuły Mistrzów Polski, podzieleni na dwie grupy B1 – niewidomi i B2 – niedowidzący.

                   W grupie niewidomych drugie miejsce „wybiegał” Grzegorz Powałka. Wśród niedowidzących drugi był;  Jacek Ziółkowski, trzeci Mariusz Gołąbek. Za nim przybiegł Krzysztof Badowski, Sławek Jeżowski i Piotr Jankowski.

   Rezultaty w Wynikach  mario                                            

„Kociewskie Bieganie” Starogard Gd. 01 Października 2011r.

Startował: Mariusz Gołąbek                                

Po krótkim pobycie nad Bałtykiem, postanowiłem wystartować w tych zawodach. Mimo kłopotów z kontuzją, było to ostatnie „przetarcie” przed maratonem w Poznaniu. Pogoda idealna w dniu zawodów. Frekwencja wysoka ,jak na tak lokalny bieg. Ponad 400 biegaczy na starcie, na mecie sklasyfikowano 386. Organizacja zawodów dobra. Trasa szybka, z kilkoma niewielkimi podbiegami. Uzyskany czas, nie satysfakcjonuje. Jednak tylko na tyle byłem tego dnia w stanie pobiec. mario

Maraton  im. Piotra Nurowskiego  Warszawa 25 Września 2011r.

                    W tym roku, tylko dwóch zawodników z naszego klubu, zdecydowało się na start w warszawskim maratonie. Niezmordowany Ryszard Sawa i Stanisław Spólnik. Mimo wieloletniego stażu, zawsze dzielnie walczą na trasie maratonu. Nie inaczej było i tym razem. Przy pięknej pogodzie, do biegania, kilku zawodników z Polski, próbowało uzyskać w tym biegu, minimum olimpijskie do Londynu. Niestety ,tym razem bez sukcesu. Pierwsze i drugie miejsce zajęli Kenijczycy, a trzecie Etiopczyk. Staszek i Rysiek w kilkutysięcznym tłumie biegaczy, pobiegli na miarę swoich aktualnych możliwości. Część klubowiczów przygotowywała się na obozie w Szklarskiej Porębie, lub indywidualnie do czekającego ich startu w Maratonie w Poznaniu. Start w Warszawie, kolidowałby im z poznańskimi zawodami. Wyniki jak zawsze w zakładce z wynikami.   mario                                                                                              

„Ćwiartka na setkę”

czyli Jubileuszowy XXV Bieg Pokoju Pamięci Dzieci Zamojszczyzny” Zamość 31.08. – 3.09. 2011r.

 Prawdziwych biegaczy można zawsze spotkać w Zamościu więc na tak znakomitej imprezie biegowej nie mogło zabraknąć naszych zawodników. Wszyscy w komplecie stawili się na starcie 4 - etapowego biegu by pokonać 100 km w hołdzie pomordowanych Dzieci Zamojszczyzny.

Po uroczystym powitaniu przez dyrektora biegu Tadeusza Lizuta i głównego sędziego Lucjana Ksykiewicza 180 zawodników (11 niewidomych i 3 przewodników) wszyscy udali się pod pomnik by uroczyście złożyć kwiaty pod pomnikiem w Zamościu. Punktualnie o godz. 14 nastąpił uroczysty start i machina biegowa ruszyła. Zawodnicy musieli  pokonać 35 km by zameldować się na mecie w Zwierzyńcu. Dzień był bardzo upalny więc mieszkańcy okolicznych miejscowości zorganizowali dla zawodników dodatkowe bufety. Była woda, owoce, cukierki oraz gąbki z wodą. Na mecie pierwsi zameldowali się wózkarze, potem pojawili się rolkarze w wśród nich Katarzyna Rogowiec - dwukrotna mistrzyni paraolimpijska  w biegach narciarskich. Na trasie I etapu czołówka naszych zawodników biegła razem i każdy oceniał swoje możliwości.

Najszybciej przybiegł Tomek Chmurzyński z Bydgoszczy , drugi był  Jacek Ziółkowski a trzeci Sławek Jeżowski obaj z naszego klubu. Czwarty był Krzysiek Badowski z Bydgoszczy. Rywalizacja między tymi czterema biegaczami dotyczyła podium. Również ciekawa rywalizacja toczyła się w środku stawki między Wieśkiem Miechem a Tomkiem Lesikiem z Chorzowa. I znów Warszawa górą. Niestety pech dopadł Krysię Oleszczuk która spadła z roweru i ostatnie metry razem z Ryśkiem Sawą pokonali na piechotę za co na mecie otrzymali ogromne brawa. W kolejności na mecie też zameldowali się Grześ Powałka z Danusią Kosoń, Piotr Jankowski i Edmund Wałega. Po powrocie do Zamościa wszyscy zasłużyli na kąpiel i gorący posiłek.

Drugiego dnia gwizdek Pana Lucjana przypomniał wszystkim, że pora wyjechać na kolejny etap. Autokarami pojechaliśmy do Zwierzyńca by złożyć kwiaty pod pomnikiem. Był 1 września więc szczególna data do chwili zadumy.

Start odbył się bez przeszkód i zawodnicy ruszyli na trasę liczącą 20 km. Na ostatnim kilometrze musieli wspiąć się na górę by z prędkością znaną tylko sobie wpaść na metę. Kolejność zawodników była taka sama więc sytuacja w klasyfikacji powoli się krystalizowała. Tym razem nasz para Rysiek i  Krystyna dotarli na metę bez większych problemów. Na mecie były oczywiście tańce bo zespół z Krasnobrodu cudownie grał. Tradycyjnie w asyście policjantów jako ostatni wpadł January Stawiarz z Poznania. Jego ostre finisze są atrakcją każdego etapu. Była dekoracja, każdy z zawodników otrzymał zasłużone upominki i pięknego słonecznika. Najstarszy zawodnik 78 letni  Janek Morawiec otrzymał ogromnego torta, którego popróbowaliśmy podczas kolacji. Do tego były również przepyszne pączki.

Trzeciego dnia trasa liczyła 30 km . W asyście orkiestry dętej zawodnicy pomaszerowali złożyć kwiaty pod kolejnym pomnikiem a następnie autokarami zostali przewiezieni na linię startu w Bondyrzu. Trasa tego odcinka została zmieniona. Przebiegała wśród lasów i było znacznie mniej górek do pokonania. Opinia zawodników o trasie była różna. Zawsze można było na górkach coś zyskać albo coś stracić nad przeciwnikiem. Również nowością był ostatni odcinek po Zamościu. Na duży rynek zawodnicy wbiegali z innej strony. Tradycyjnie wygrał Tomek Chmurzyński, drugi był Jacek Ziółkowski, Sławek Jeżowski wbiegając na metę jako trzeci bił sobie brawo i ostatnie metry pokonał w podskokach. Czwarty  Krzysiek Badowski tradycyjnie wykonał na ostatnich metrach swój lot samolotowy . Na tym etapie rywalizację o 6 miejsce przegrał Wiesiek Miech ale to zmobilizowało go do walki na ostatnim etapie. Również pasjonująca walka stoczyła się między Ryśkiem a Grześkiem bo różnica wynosiła tylko 11 sekund. Piotr i Edmund też dzielnie przybiegli na metę.

Sobota była ostatnim dniem tej wspaniałej imprezy biegowej. Tu również została zmieniona trasa biegu. Biegacze mieli do pokonania 5 pętli po ulicach Zamościa. Trasa okazała się bardzo dobrze przygotowana. Nowy asfalt na ulicach pozwolił wózkarzom i rolkarzom rozwinąć spore prędkości.

Na mecie na zawodników czekał Prezydent Zamościa Pan Marcin Zamojski. Każdemu zawodnikowi przekraczającemu metę gratulował dyrektor biegu i sędzia główny. A panie wręczały zasłużone medale, tróje miały swoją wagę bo przecież każdy pokonał swe słabości i miał 100 km w nogach. Z ukończenia biegu najbardziej cieszył się swój taniec radości. Ostatni etap to tzw etap pokoju. Czołówka klasyfikacji się nie zmieniła tylko Wiesiek podjął ostrą walkę o 6 miejsce w klasyfikacji generalnej. Udało się i pokonał Tomka o całe 16 sekund. W

Nasi zawodnicy uzyskali następujące czasy:

W sobotni wieczór w sali OSiR odbyło się uroczyste zamknięcie biegu . Były podsumowania, wręczanie nagród zwycięzcom.  Zawodnicy w naszej kategorii wzrokowej wszyscy otrzymali nagrody pieniężne. Wręczyliśmy dyrektorowi i sędziemu głównemu po książce "Achillesa" To jedyny taki bieg gdzie każdy uczestnik biegu wyjeżdża do domu z nagrodą . O 20 rozpoczął się bal . Do pierwszego walca zostali zaproszeni zwycięzcy w poszczególnych kategoriach a także nasi niewidomi panowie ze swoimi uroczymi przewodniczkami. Bal był udany i kto miał siły bawił się do białego rana. Dyrektor zaprosił wszystkich uczestników do udziału w kolejnym biegu.  Wszystkim zawodnikom należą się ogromne gratulacje!!!!  Szczególne podziękowania należą się Panu Tadeuszowi Lizutowi  za nagrody dla wszystkich naszych zawodników, Panu Lucjanowi Ksykiewiczowi za wyrozumiałość, uczciwość i dobre serduszko, Panu Wojkowi Adamczykowi za wszystkie prezenty rozdane na mecie na mecie i spikerowi Panu Krzyśkowi Pszenniakowi za  poprowadzenie imprezy biegowej z dużą porcją humoru.

XX Miedzynarodowy Półmaraton Uliczny "Cud Nad Wisłą"

15 sierpnia odbył się półmaraton w którym wystartowało ponad 500 zawodników z 10 państw. Nasi zawodnicy a było ich 11 zajęli następujące miejsca w klasyfikacji generalnej:

XII Bieg Sapiechów - Kodeń 6 sierpnia

6 sierpnia w Kodeniu nad Bugiem odbył się Bieg Sapiechów podczas którego rozegrane zostały Mistrzostwa Polski w biegu na 15 km.

Ogółem wystartowało 171 zawodników.

Tym razem tytuł Mistrza i Vice Mistrza Polski trafił do Klubu Syrenka Warszawa. Postarali się o to:

XXI Bieg Powstania Warszawskiego- 30.07.2011r.

Nasi zawodnicy wystartowali w tym wieczornym biegu na dwóch dystansach.

Na 10 km

na 5km:

VI Bieg integracyjny – Klimontów 29 maja 2011r.

Bieg w Klimontowie w swoich założeniach ma popularyzację idei paraolimpijskiej, popularyzację biegów, promowanie zdrowego stylu życia

Głównym organizatorem biegu był Polski Komitet Paraolimpijski.Tak więc watro było się tam dobrze zaprezentować wszak za rok paraolimpiada w Londynie

Wszyscy zawodnicy zostali zakwaterowani w Dworku na Wichrowym Wzgórzu.

Bieg w niedzielę rozgrywał się na dystansach 10 km i półmaratonu czyli 21.097 km gdzie wystartowało 142 uczestników z całej Polski oraz Ukrainy. Rozegrano także biegi dla dzieci na dystansach od 100 do 2100 m. W biegach udział wzięli osoby pełnosprawne oraz osoby poruszające się na wózkach, o kulach jak również osoby niewidome i niedowidzące. Trasa biegła aleją kasztanową, wzdłuż kąpieliska i zalewu w Szymanowicach. Wielu uczestników podkreślało, że to jeden z nielicznych biegów rozgrywanych w Polsce gdzie niepełnosprawni startują razem z osobami w pełni sprawnymi.

Półmaraton Kurpiowski - Ostrołeka 8.05.2011r.

Tradycyjnie w maju zawodnicy zrzeszeni w Stowarzyszeniu Cross spotkali się na biegu półmaratońskim w Ostrołęce.  Zawodnicy zostali zakwaterowani w hotelu Osiru. Pogoda była fajna do biegania. Wszyscy mieli do pokonania 5 okrążeń ulicami Ostrołęki. W tym roku po raz pierwszy nie odbyły się oficjalne  Mistrzostwa Polski na tym dystansie. Mimo, to zawodnicy walczyli o nieoficjalne tytuły. Nasi zawodnicy nie zawiedli i w obu kategoriach stanęli na podium

Bieg im. Waldemara Kikolskiego - Łapy 30 kwietnia 2011r.

Udział w tym biegu to dla naszych zawodników uczczenie  pamięci wybitnego sportowca, olimpijczyka – Waldemara Kikolskiego złotego medalistę olimpiad w Barcelonie, Atlancie i Sydney. Jego niespodziewana śmierć w wypadku samochodowym 1 maja 2001r. przerwała wspaniale rozwijającą się karierę sportową. Przed rozpoczęciem zawodów honorowa sztafeta niepełnosprawnych dzieci ze „Szkoły bez Barier” i Środowiskowego Domu Pomocy Społecznej w Łapach, przewędrowała ulicami miasta na cmentarz, gdzie przy grobie śp. Waldemara Kikolskiego oddano hołd tragicznie zmarłemu patronowi imprezy. Uczestników Biegu gorąco powitał burmistrz Łap Wiktor Brzosko, życząc zwycięstwa w zdrowej, sportowej rywalizacji.  W biegu głównym do rywalizacji stanęło 200 biegaczy, czyli dwukrotnie więcej, niż w ubiegłych latach. Wśród zawodników byli biegacze z Polski ale też spora grupa zawodników z Białorusi oczywiście nie mogło zabraknąć 20 zawodników z dysfunkcją wzroku ale również można było spotkać biegacza biegnącego o kulach.

Rekordowy X Cracovia Maraton 

17.04.2011. o godz. 9.30 prezydent Krakowa Jacek Majchrowski strzałem z pistoletu dał sygnał do startu dziesiątego jubileuszowego maratonu. Dla organizatorów tegoroczna impreza była rekordowa pod każdym względem. Na starcie do biegu głównego stanęło 3.400 zawodników. Rekordowa była także liczba uczestników imprez towarzyszących - sobotniego maratonu na rolkach i mini-maratonu im. Piotra Gładkiego. Warto również podkreślić liczny udział w krakowskiej imprezie niepełnosprawnych sportowców.  W różnych kategoriach wystartowało blisko 50 zawodników. Nie mogło oczywiście zabraknąć naszej skromnej reprezentacji. W niedzielę na starcie zameldowali się: weteran krakowskiego maratonu Stanisław Spólnik, który zaliczył wszystkie organizowane do tej pory maratony, Krzysztof Badowski i Grzegorz Małowiecki. 

Ze sportowym pozdrowieniem Grzegorz Małowiecki

Krótkie rzymskie wakacje 

Już po raz kolejny Stowarzyszenie Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących CROSS zorganizowało dla naszych zawodników wylot na maraton do Rzymu.  

Piątek, 18.03 

Do Rzymu polecieliśmy z warszawskiego lotniska Okęcie. Na miejscu czekała na nas przemiła zakonnica, która zawiozła nas do miejsca naszego zakwaterowania w domu pielgrzyma prowadzonym przez polskie siostry. Po krótkim odpoczynku wyruszyliśmy do biura zawodów po odbiór numerów startowych. Była to również okazja do zrobienia ostatnich zakupów na przedmaratonskich targach. 

Sobota, 19.03.

Po porannym rozruchu i śniadaniu idziemy na spacer po wiecznym mieście. W związku z tym, że w głowach mamy jutrzejszy maraton, to zwiedzanie Rzymu ograniczamy do odwiedzenia najpopularniejszych wśród turystów miejsc, m. in. Schodów Hiszpańskich, Panteonu, Colosseum,  Fontanny di Trevi, do której obowiązkowo wrzuciliśmy monetę. 

Niedziela, 20.03.

Pobudka o 6.00, lekkie śniadanie i wyruszamy na start. Start i meta maratonu rzymskiego znajdują się przy Colosseum. Po drodze i na starcie daje się wyczuć przedstartowe podniecenie. Pogoda rewelacyjna. Temperatura rośnie w miarę upływu czasu. Trasa maratonu biegnie obok wielu znanych i ciekawych miejsc. Z naszych zawodników pierwszy na mecie melduje się szybki jak zawsze Mariusz Gołąbek, kilka minut za nim bieg kończy Krzysztof Badowski. Po nich kolejno przybiegli Grzegorz Małowiecki,  Michał Majchrzak,  Wiesław Miech.  Po biegu spotykamy się w umówionym miejscu. Podczas kolacji zmęczeni, ale szczęśliwi wymieniamy się wrażeniami z biegu.  

Poniedziałek, 21.03.

Po śniadaniu udajemy się do Watykanu. Czas na krótką modlitwę przy grobie Jana Pawła II. Przed nami wylot do Warszawy, gdzie zjawiamy się po południu.

Ze sportowym pozdrowieniem. Grzegorz Małowiecki

XXXI półmaraton - Wiązowna 27.02.2011r.

W tym roku nie odbyły się Zimowe Mistrzostwa Polski w półmaratonie ale zawodnicy Achilles Track Club stawili się punktualnie o godz. 12 na starcie w Wiązownej ,by pokonać trasę 21,1 km. Był to taki mały sprawdzian po powrocie z obozu zimowego w Muszynie. W tym roku wystarowało 1166 uczestników. Trasa posiadała atest PZLA i przebiegała wśród malowniczych lasów, pól i wiosek Gminy Wiązowna. Różnica wzniesień wynosiła 30 m. Najszybciej trasę pokonał Sławek Jeżowski, który po rocznej przerwie w bieganiu powraca do walki na trasach.

Na 5km wystartowała w biegu dodatkowym  przewodniczka Grześka - Danusia Kossoń i pokonała trasę w 31 min 42 sekundy

XVIII Bieg Chomiczówka - 16 stycznia 2011 r. - 15 km

Nasi zawodnicy po raz pierwszy w tym roku stanęli na linii startu by pokonać pierwsze 15 km na trasie biegnącej ulicami osiedla Chomiczówka na Bielanach. Pogoda była zmienna ale nasi to twardziele i wszyscy dobiegli do mety.

VI Bieg o Puchar Bielan 5 km

Dla zawodników mniej wprawionych w wyczyny biegowe odbył bieg na dystansie 5 km. Z naszego klubu wystartowali:

Ola Karaś  i niezłomny w pokonywaniu słabości  Maciek Dąbrowsk

                             2010 rok

XXII BIEG NIEPODLEGŁOŚCI 

WARSZAWA 11 Listopada 2010r. 

                                 Kolejny sezon biegania zbliża się do końca. Jak co roku, i w tym biegu wzięli udział zawodnicy z naszego klubu. Pogoda w dniu biegu znośna. Nie jest zbyt ciepło, wieje wiatr i temperatura jest dosyć niska. Wiadomo już przed startem ze prawie sześć tysięcy ludzi postanowiło zmierzyć się z dystansem dziesięciu kilometrów. Zainteresowanie bardzo duże. Są przedstawiciele radia, komentatorzy telewizyjni i wiele znanych osób wśród startujących i kibiców. Tak jak w ubiegłym roku, część zawodników ma na sobie białe a część czerwone koszulki. tworzą w ten sposób wielką flagę biało-czerwoną.  Pierwszy do mety dociera Mariusz Giżyński – zawodnik kadry narodowej w biegach długodystansowych i reprezentant wojska polskiego. Jego czas to kilka sekund poniżej trzydziestu minut! Za nim dobiegali kolejni zawodnicy biegu. Ostatecznie do mety dobiegło i zostało sklasyfikowanych 5 756 zawodników.

Nasi zawodnicy potraktowali ten bieg ulgowo. Aktywnie obchodzili narodowe święto. Przecież i tak w tym sezonie mają za sobą sporo biegów i startów w ważnych zawodach.

Niespodzianka był udział Krzysztofa Badowskiego, który wrócił z maratonu w Nowym Jorku (start maratonu 04.11.2010R.). Na trasy biegowe po dłuższej przerwie powrócił Sławomir Jeżowski.

Poza nimi pobiegli jeszcze: Piotr Szymczak, Spólnik Stanisław, Sawa Ryszard, Powałka Grzegorz, Maciej Dąbrowski, z asystentka Olą Karaś, Wiesław Miech, Jankowski Piotr, Edmund Wałęga.

Ich czasy i miejsca można znaleźć w zakładce   WYNIKI      mario                                                                                                    

Nowy Jork 4 rano.

Mój pierwszy maraton w tym mieście, pobyt bardzo intensywny. Wszystko to dzięki organizacji Achilles International, która zajęła się polskimi zawodnikami. Zapewniono nam wszystko, największe podziękowania trzeba skierować w stronę Haliny Koralewski i Krzysia Armatysa  który w Polsce dał się poznać jakoprzewodnika niewidomych biegaczy. Achilles International Polska reprezentowali :Krzysztof Badowski,Stanisław Seniuk,Arkadiusz Skrzypiński,Mariusz Dryglas,Marek Szczepański

Startowaliśmy z lotniska w Berlinie (lot bezpośredni )Przylot do Nowego jorku, , trochę odpoczynku, trening, bankiet z przedstawicielami wszystkich krajów, podczas bankietu kilka zdań z Miss New York 2010,”. Spacer po fantastycznym mieście z jeszcze bardziej fantastycznym Central Park.

A w niedzielę odbył się największy maraton świata, New York City Marathon.O 4 rano jedziemy na start (przypomina mi się film  „Nowy Jork 4 rano „ korki jak za dnia .Na starcie spotykam moich trzech przewodników  ,Emma z Kaliforni oraz dwóch chłopaków,Kevin i Mark .Zimny poranek, piękne słońce i widok na most Verrazano. Ponad 2 godziny oczekiwania ale wszystko świetnie zabezpieczone. Ruszamy, początek to prawie 2 km podbiegu pod wspomniany most. Tempo spokojne zgodne z założeniami ,przebiegamy przez najważniejsze dzielnice Nowego Jorku. Jeszcze tylko wbiegamy do Central Parku i osiągamy metę w czasie 3.35.

Dobiegła ze mną tylko Emma’ Otrzymaliśmy ciepłe koce i napoje’ Przebieramy się w historycznym miejscu przy bramie  apartamentowca „Dakota Haus „ w której zastrzelono Johna Lenona. Czekam jeszcze na Staszka i idzimy do hotelu.

Powrót do domu to wszechobecna sympatia ze strony mieszkańców Nowego Jorku, nawet kierowca żółtej taksówki gratulował udziału i nie narzekał na korki. Tak samo zachowywali ludzie pracujący na lotnisku JFK (i tak przy okazji, to w mediach głupoty ostatnio opowiadają o zwiększonych kontrolach na lotniskach. Obyło się bez serii „inteligentnych” pytań, nikt mi nie zabrał wody na bramce, gładko i bez najmniejszych kłopotów).

                                                                                                                                                                                                              Krzysiek Badowski

Maratończycy w nowojorskim konsulacie

2010-11-08
Zdjęcia: Janusz M. Szlechta
"Dziękuję wam za to, że biegliście" – powiedziała polskim sportowcom konsul generalna RP w Nowym Jorku Ewa Junczyk-Ziomecka. Około 50 biegaczy, którzy uczestniczyli w maratonie nowojorskim, pojawiło się w konsulacie w poniedziałek rano.
W tegorocznym maratonie, który odbył się w minioną niedzielę, 7 listopada, uczestniczyło 114 polskich biegaczy mieszkających nie tylko w Polsce, ale również w USA i w innych krajach. Najstarszym zawodnikiem z Polski był 80-letni Michał Stadniczuk ze wsi Mikowice w województwie opolskim. Pan Michał przyznał, że biega od 40 lat. Każdego roku przebiega 9 maratonów. W swojej karierze zdobył tytuły mistrza świata i Europy w swojej kategorii wiekowej. "Od trzech lat starałem się o udział w maratonie i nareszcie się udało" – powiedział zadowolony.
Arkadiusz Skrzypiński ze Szczecina, który był drugi z czasem 1 godzina 21 minut i 34 sekundy w kategorii generalnej na wózkach ręcznych
Atmosfera spotkania była bardzo przyjacielska, bo przecież spotkało się grono świetnych ludzi. "Bardzo się cieszę, że możemy gościć was w najpiękniejszym polskim konsulacie – powiedziała konsul Ewa Junczyk-Ziomecka. – Mam ogromny szacunek dla takich ludzi jak wy, którzy uczestniczą w tak wspaniałych wydarzeniach, jakim jest maraton nowojorski. Dziękuję wam za to, że biegliście. Gratuluję wszystkim, niezależnie od zajętego miejsca, bo najważniejsze jest to, że dobiegliście. I że jesteście dzisiaj z nami" – podkreśliła.
Był szampan na cześć sportowców. Konsulat Generalny RP ufundował też dla nich 6 pucharów w kategoriach: najlepszy biegacz i biegaczka, a także najlepszy biegacz i biegaczka niepełnosprawna — z Polski oraz spoza Polski.
Puchary wręczali konsul Ewa Junczyk-Ziomecka i prowadzący spotkanie konsul Przemysław Balcerzyk.
Najlepszy wynik osiągnął Arkadiusz Skrzypiński ze Szczecina, który był drugi z czasem 1 godzina 21 minut i 34 sekundy w kategorii generalnej na wózkach ręcznych i on też otrzymał puchar. Przegrał o ułamek sekundy z Amerykaninem. W maratonie nie było żadnej Polki startującej na wózkach.
"To był mój czwarty start w maratonie nowojorskim i najtrudniejszy. Przyjechałem tutaj wygrać. W końcu nie tak dawno, bo w sierpniu, zdobyłem w Kanadzie tytuł mistrza świata. Cztery lata temu byłem 3., rok później wygrałem, w ubiegłym roku byłem znowu 3., a w tym roku byłem drugi. Na ostatnich metrach Amerykanin ostro zaatakował – w moim przekonaniu za ostro i nieprzepisowo. Zepchnął mnie na bok i uderzyłem w metalową barierkę. Zaraz na mecie myślałem, że mam złamaną rękę, ale na szczęście to było tylko stłuczenie" – opowiadał swoje wrażenia Arek.
Konsul generalna Ewa Junczyk-Ziomecka z najstarszym maratończykiem Michałem Stadniczukiem
48-letni Krzysztof Badowski z Bydgoszczy jest biegaczem słabo widzącym. Biegł z trójką przewodników. W swojej kategorii wiekowej zajął 770. miejsce, a w klasyfikacji generalnej 3020. "Przewodnicy świetnie ze zmną współpracowali, wykonali fantastyczną pracę – powiedział pan Krzysztof. – Do mety dobiegła ze mną tylko Emma, dziewczyna z Kalifornii. Dwóch chłopaków nie wytrzymało naszego tempa. To jest mój 21. maraton. W Nowym Jorku biegłem po raz pierwszy i mogę powiedzieć, że jest to najlepiej zorganizowany maraton, jaki widziałem i w którym brałem udział. Inni mogą się uczyć od Amerykanów. Oczywiście w przyszłym roku będę chciał znowu pobiec" – dodał.
"Bardzo trudno zakwalifikować się do maratonu nowojorskiego, ale my to ułatwiamy – dodała Halina Koralewski, wolontariuszka Achilles International w Nowym Jorku, organizacji, która pomaga niepełnosprawnym sportowcom. – Dzięki naszej pomocy wystartowało w tym roku pięciu niepełnosprawnych biegaczy z Polski: dwóch słabo widzących i trzech na wózkach" – podkreśliła.
Najlepszym biegaczem z Polski był Jarosław Antosik – zajął 349. miejsce w kategorii generalnej i 69. miejsce w kategorii 35-40 lat, a najlepszym polskim biegaczem z USA był Daniel Awarski – zajął 3226 miejsce (puchar odebrała jego żona Emilia). Najlepszą biegaczką z Polski była Urszula Barbara Kroenke – przebiegła trasę maratonu w 3 godz. 54 minuty i 3 sekundy (zajęła 12 020 miejsce, a wśród kobiet 2340). Z USA najlepsza była Monika Robak – zajęła 7240 miejsce (wśród kobiet była 1412).
Za gościnę podziękowała w imieniu wszystkich sportowców Edyta Bartkowiak z Ostrowa Wielkopolskiego, która zorganizowała wyjazd i przywiozła z Polski grupę zawodników.
JANUSZ M. SZLECHTA

 

 

 11 POZNAŃ MARATON – 10 Października 2010

      Mistrzostwa Polski w Maratonie  Niewidomych i Niedowidzących 

To były już ostatnie zawody w ramach Mistrzostw Polski Niewidomych i Niedowidzących w tym roku.

Tym razem na dystansie maratońskim. Jak co roku, będziemy rywalizować w ramach Stowarzyszenia „Cross”. Do samych zawodów nie wiadomo było dokładnie, czy wszyscy zawodnicy przyjadą. Jak się później okazało, prawie wszyscy pojawili się na starcie tego maratonu.

Pogoda w dniu startu bardzo dobra. Rześki poranek, lekki wiatr i przebijające się słońce dobrze prognozowały na najbliższe godziny. Potem, jak zwykle szybko. Przebieramy się i ruszamy w okolicę startu. Od kilku lat jest to szeroka jezdnia, więc krótko po starcie można złapać swój rytm i bez problemów kontynuować bieg w swoim tempie. W tym roku start o godzinie 10:10. Zgodnie z datą, dziesiątego października. Po wystrzale startera, słyszymy jak spiker ogłasza, że wystartowało 5 111 zawodników.  

Wśród nich byli: Ryszard Sawa z asystentem Feliksem Platowskim, Grzegorz Powałka z asystentką Danutą Kosson, Wiesław Miech, Krzysztof Badowski, Stanisław Spólnik, Michał Majchrzak, Zbyszek Świerczyński i Mariusz Gołąbek. 

O kolejności zajętych miejsc będziemy wiedzieli za kilka godzin. Ostra walka i rywalizacja na trasie. W czołówce grupa Kenijczyków i jeden Polak Michał Smalec, który próbował rozkręcić bieg w tempie, ale nie miał współpracy i sam nie był w stanie prowadzić tego biegu przez cały czas. Ostatecznie dobiegł na znakomitej czwartej pozycji.

Z naszych zawodników najlepiej pobiegł K. Badowski – niedowidzący i Z. Świerczyński – niewidomy. Pozostali zawodnicy pobiegli w miarę swych możliwości i dyspozycji dnia. Biegu tego nie ukończyli W. Miech i M. Gołąbek.

Duże słowa uznania dla Grzesia Powałki i jego asystentki jadącej na rowerze. To nie lada sztuka. Pokonanie maratonu przy tak licznej obsadzie.

Mamy też nowego zawodnika. Na co dzień mieszkańca Szczecina Grzegorza Małowieckiego. Więcej o nim można przeczytać w zakładce Zawodnicy. Grzegorz, w Poznaniu wybiegał trzecie miejsce, wśród niedowidzących.      

Dla K. Badowskiego był to ostatni mocny sprawdzian przed jego startem, w listopadowym New York City Maraton, na który został zaproszony przez Achilles International w USA. To jeden z największych maratonów organizowanych na świecie. Zapewne, napisze o swoich wrażeniach, po powrocie z Nowego Jorku. Nam pozostaje, życzyć mu powodzenia na trasie i niezapomnianych wrażeń!!!

              „BIEG KOCIEWSKI”- Starogard Gdański

                  2 Października 2010 r. 

                        To niewielkie miasto, po raz dziewiętnasty gościło entuzjastów biegania. Mimo trudności, jakie co roku mają do pokonania pracownicy OSiR, udaje im się jakoś dopiąć organizację tego biegu. Pewnie jest sporo mankamentów i detali do poprawienia, ale ja z perspektywy lat poprzednich startów, zauważam też zmiany na lepsze. Po kilku latach, trasa biegu została wydłużona, do pełnych dziesięciu kilometrów (poprzednio ok. 9km. – 9,3 km.) i z atestem PZLA. Przejdźmy jednak już do samego biegu.

Na mecie, zostało sklasyfikowanych 233 zawodników. Ich poziom wytrenowania bardzo różny. Byli wśród nich typowi amatorzy, średniacy i zawodowcy. Od lat, w biegach ulicznych, jedni uzupełniają drugich. Pogoda sprzyjająca. Niewielki chłód i lekki wiatr nie przeszkadzały w biegu.

Z naszego klubu, biegli w tych zawodach:, niewidomy Zbyszek Świerczyński z asystentem Kazimierzem Miszke i Mariusz Gołąbek.                           

Warto dodać, że gościem honorowym, tegorocznego „Biegu Kociewskiego” był, pan Marcin Lewandowski. Aktualny mistrz Europy, na 800 metrów. Naszemu zawodnikowi, udało się z nim porozmawiać i zrobić wspólne, pamiątkowe zdjęcie. Mistrz Marcin, kończy aktualnie wakacje i zaczyna powoli przygotowywać się, do kolejnego sezonu startowego, na światowym poziomie.

MARATON WARSZAWSKI”

26 Września 2010r.

Ryszard Sawa wraz z asystentką  Krystyną Oleszczuk oraz Stanisław Spólnik z naszego klubu, wystartowali w tegorocznej edycji, maratonu w Warszawie.

 To ich kolejny start, na maratońskim dystansie w tym roku. Jakby mało było tym zawodnikom. Otóż Ryszard dwunastego pobiegł we Wrocławiu a Stanisław zaaplikował sobie tez dwunastego, trudny górski maraton w Krynicy Zdroju.

Po raz kolejny okazało się, że warunki tego dnia do biegu w Warszawie, były bardzo dobre. Właściwie korespondencyjnie toczący się maraton w Berlinie przebiegał w trudnych warunkach, bo przy padającym deszczu. Górą „pogodowo”, tym razem stolica Polski.

Obaj wymienieni zawodnicy dobiegli do mety, osiągając czasy na miarę swoich możliwości.

Ich czasy i miejsca można znaleźć w wynikach. Zawody te ukończyło tego dnia 3323 zawodników.

Pewnie planują już kolejne starty!!!

Gratulacje dla wyżej wymienionych zawodników.   mario                                                                                                                

                         

HASCO-LEK MARATON”

Wrocław 12 Września 2010 r. 

Organizatorzy tegorocznego maratonu wrocławskiego liczyli na rekord frekwencji. Nie pomylili się, bo do mety dobiegło 2010 zawodników. Piękna liczba idealnie zgodna z obecnym rokiem. Pamiątkowe medale nawiązywały również do 2 500-lecia od historycznego biegu z Maratonu do Aten. Na uwagę zasługuje bardzo sprawna organizacja biura maratońskiego i pomagających w tym wolontariuszy. Młodzi, otwarci i chętni do pomocy ludzie, ułatwiali odbiór numerów startowych. Nie wypadało żeby ktoś z naszego klubu nie wystartował w tym maratonie.

Zdecydowali się na to: Ryszard Sawa i jego asystent Feliks Platowski oraz Mariusz Gołąbek.

 Pogoda dniu maratonu była idealna. Lekkie zachmurzenie i poranny chłód zachęcały do biegu. Jednak po dwóch godzinach od startu było już coraz słoneczniej i cieplej. Idealne warunki dla kibiców. Szkoda, że jest ich jeszcze niewielu. Ale miejmy nadzieję ze i to się zmieni na korzyść. Po biegu, wspaniała pogoda, kufelek zimnego chmielu i muzyka, umilały czas oczekiwania na dekoracje. To jeden ze starszych maratonów organizowanych w Polsce.

Warto było go przebiec i brać pod uwagę w następnych sezonach biegowych. 

„Festiwal Biegowy”

Krynica Zdrój 11-12 Września 2010 r.

 Sportowe Wyzwanie Stanisława Spólnika

  Nie lada wyczynu, podjął się w ciągu dwóch dni, niezmordowany ultradystansowiec z Krakowa. Otóż w trakcie trwania festiwalu biegowego w sobotę 11 go września pobiegł na dystansie 10 kilometrów.

         Jakby tego było mało następnego dnia, pokonał trudny dystans maratoński z Muszyny do Krynicy. Trasa tego maratonu, to typowe górskie tereny, kręte i w większości wiodące pod górkę odcinki. Oczywiście wyniki w zakładce wyniki!

 

Ciekawe, co jeszcze ma w tegorocznych planach, albo czym zaimponuje w przyszłym roku?!

 „BIEG POKOJU PAMIĘCI DZIECI ZAMOJSZCZYZNY”

4-etapowy bieg-100 km   ZAMOŚĆ 26-29. Sierpnia 2010r.

         W tych wyjątkowych zawodach biegowych organizowanych po raz 29 wystartowało 140 zawodników i zawodniczek. Są to specyficzne zawody, ponieważ startują tu: zawodnicy na rolkach, wózkarze i biegacze. Po trudnym sprawdzianie w Radzyminie w Zamościu stawili się: Ryszard Sawa z asystentką Krystyną Oleszczuk, Grzegorz Powałka z asystentką Danką Kisson, Edmund Wałęga, Stanisław Spólnik, Krzysztof Badowski i Piotr Jankowski.

              To trudne zawody biegowe podzielone na cztery dni. Zawodnicy pokonują w każdego dnia określony dystans by w sumie przebiec 100kilometrów. I tak 35-20-30-i 15 kilometrowe kryterium po ulicach Zamościa. Trasa biegu poprowadzona poprzez malownicze tereny ziemi zamojskiej i związanej z nimi historią z okresu II wojny światowej. Okupant niemiecki wywoził dzieci w głąb Niemiec w celu ich zniemczenia, lub do obozów pracy. Po wielu z nich  ślad zaginął i nigdy się nie odnaleźli. To dla uczczenia  pamięci tych dzieci, corocznie zawodnicy poświęcają i dedykują swój trud w tych zawodach.

Na szczęście warunki pogodowe do biegania w ciągu tych kilku dni były bardzo dobre.  

Wszyscy „nasi” w komplecie ukończyli te zawody i już w większości zapowiedzieli swój udział w przyszłorocznym XXX biegu.

 

PÓŁMARATON

RADZYMIN 15.Sierpnia 2010r. 

          Ze względu na panujące od kilku dni upały,wielu zgłoszonych zawodników nie stanęło na starcie tego biegu lub nie ukończyło tych zawodów. To kolejna próba wytrzymałości w nieznośnie wysokiej gorączce. Jedna z naszego klubu na starcie stanęli:

Ryszard Sawa z asystentem Feliksem Platowskim, Wiesław Miech, Stanisław Spólnik,  Edmund Wałęga, Grzegorz Powałka z asystentką Danką Kosson, Piotr Jankowski.

Trasa tego biegu w pełnym słońcu wymagała od zawodników dużego wysiłku i determinacji by dobiec o mety. Nie pomagała w tym zbyt mała ilość punktów z wodą. Zawodnicy chwalili na mecie, indywidualną pomoc niektórych osób, które udostępniały im dodatkowo swoją wodę.

Do mety dobiegło i zostało sklasyfikowanych 426 zawodników. Wszyscy „nasi” dobiegli o mety. Dla niektórych z nich było to przetarcie przed zbliżającym się biegiem w Zamościu.

 

    20 NOCNY BIEG POWSTANIA WARSZAWSKIEGO       24 LIPCA  2010 

        Dużym wydarzeniem był dla amatorów i zawodowców z tras biegowych tegoroczny bieg. To przecież już dwudziesta jubileuszowa edycja biegu Powstania Warszawskiego w Warszawie. Jak na jubileusz i w tym biegu poprawiono rekordy frekwencji - bo w biegu na 10 km. wystartowało ponad dwa tysiące zawodników. A na dystansie o polowe krótszym (5 km.) pobiegło ponad 1200 osób!!!

Ważnym elementem tego biegu była późna pora startu, bo 20.45,. Kibice mogli wzdłuż trasy zapalić otrzymane od organizatora symboliczne świece. Każdy z biegających otrzymał od organizatora opaski biało –czerwone, które wielu zawodników  miało założone w trakcie biegu. Sporo z nich miało dodatkowe elementy naszych barw narodowych./flagi. koszulki, czapki/. Stworzono ciekawy, w odbiorze wizualnym bieg.

Warto było wystartować w tak zorganizowanym biegu, któremu nadano historyczny wymiar.

Ze sportowej strony, warto podać ze na 10 km. zwyciężył z czasem 30:55 Kamil Poczwardowski. Wśród kobiet triumfowała z czasem 36:43 Renata Kalińska.

Z naszych, w biegu tym pobiegli: Edmund Wałęga, Piotr Jankowski, Grzegorz Powałka, Stanisław Spólnik, Ryszard Sawa, Maciek Dąbrowski i Ola Karaś.

Nasi zawodnicy pobiegli w miarę swoich aktualnych możliwości. Ich czasy można odnaleźć w wynikach.

SKÓRCZ – „TRZECI TURYSTYCZNY   BIEG CZTERECH JEZIOR” – 15 kilometrów

17 LIPCA 2010r. 

       Prawie 250 zawodników stanęło do startu w 3 edycji tego biegu. Organizatorzy zaproponowali trasę bardzo ciekawą, lecz w przyszłości może dokonają na niektórych odcinkach korekty. Są niewątpliwie trudne odcinki tego biegu, które dla nas „wzrokowców” stanowiły nielada wyzwanie.. Korzenie drzew, wąskie ścieżynki w trawie w pobliżu jeziora to największy dla nas mankament w tym biegu. Nie znaczy to żebyśmy przesadnie narzekali Tak mieli wszyscy startujący zawodnicy. My na tych odcinkach, musieliśmy sporo zwolnić. Nogi bez kontuzji po tym biegu – przede wszystkim! Pogoda dopisała, bo w trakcie i po biegu nie padało. Organizacyjnie,fajna rodzinna atmosfera i życzliwość organizatorów, plus walory przyrodnicze, to duże plusy tego biegu. Chętni podczas oczekiwania na wyniki i dekoracje piekli kiełbaski przy ognisku.

Na trasie spora rywalizacja. Niewielu odpuszczało, ale i tak zawodnicy rozciągnęli się na tak sporym dystansie. Zwycięża faworyt, Bartosz Mazerski ze Sztumu.. Jego czas to 50:48 min.

Rekord frekwencji z roku poprzedniego przekroczony.

Z naszego klubu udział w tym biegu wzięli: Krzysztof Badowski, Zbyszek Świerczyński i Mariusz Gołąbek. Krzysiek nabiegał tego dnia 1:09:59, Zbyszek i Mariusz  taki sam czas biegu 1:08:35.

Zapraszam do galerii    mario                                                                                                     

„BIEG TRZECH WIEŻ NAD BORAMI” -  LUBIEWO           10 Lipiec 2010r. 

  „Achilles Polska”. Wśród wzrokowców wpisał się już na stałe. Od kilku lat nasi zawodnicy biorą udział w różnych biegach ulicznych w Polsce. Nie inaczej było tym razem. Z racji pobliskiego miejsca zamieszkania, w w/w biegu udział wziął Zbigniew Świerczyński. Od kilku lat niepodzielnie wygrywa rywalizację wśród niewidomych w naszym klubie. Tydzień temu wygrał zdecydowanie po raz kolejny bieg na 15 kilometrów  w Ciechanowie- Mistrzostwa Polski Niewidomych i Niedowidzących. Startuje też w wielu innych biegach i rywalizuje z powodzeniem. Trasa biegu trudna. Zero cienia, odcinkami trudne podbiegi i bardzo wysoka temperatura- tak najkrócej można opisać warunki tego biegu.

Zbyszek Świerczyński i jego przewodnik Kazik Miszke pobiegli tego dnia znakomicie. Ich czas to 1:07:55 na 15kilometrów.

Mimo swojej dysfunkcji wzrokowej zajmuje tego dnia 1 miejsce w kat. M-60!!! U wielu rywalizujących z nim tego dnia wywołało to wielkie uznanie i szacunek, za taki sportowy charakter.  mario                                                                                               

BIEG CHEMIKA” -  PŁOCK  4 Lipca 2010r. 

Kilku zawodników z naszego klubu „Achilles” Polska zdecydowało się na start w „Biegu Chemika”. Bieg ten odbył się zaraz następnego dnia po naszej rywalizacji w M.P. na 15km w Ciechanowie. Płock, to miejsce sportowej rywalizacji tego dnia na 10 km. 

Na starcie stanęło 133 zawodników. Wśród faworytów Arek Gardzielewski – tegoroczny vice mistrz polski na 10 000 metrów. Oraz grupa Białorusinów, którzy sporo startują w tym czasie w biegach ulicznych w naszym kraju. Trasa dosyć urozmaicona, miejscami płyty betonowe, nierówności na drodze, dwa podbiegi i ostre odcinki do zbiegnięcia, plus wysoka temperatura w trakcie rywalizacji sportowej, to pokrótce warunki, w jakich odbył się ten bieg.  

Z naszych wystartowali: Krzysztof Badowski, Wiesław Miech, Maciek Dąbrowski.

Najlepiej wypadł tego dnia Krzysztof, potem Wiesław i Maciej. 

Brawa i wyrazy uznania za pokonanie tego dystansu i sportową postawę.   mario

VI Mistrzostwa Polski Niewidomych i Niedowidzących    Ciechanów 3 Lipca 2010r. 

Dla organizatorów to już XXX edycja tego biegu. Mimo wielu kłopotów, przede wszystkim finansowych, organizatorzy zrobili wszystko, by ten jubileuszowy bieg się odbył. My „wzrokowcy”, już po raz szósty, rywalizowaliśmy w Ciechanowie na dystansie 15 kilometrów, o tytuły mistrzów polski.

Z naszego grona zawodników z różnych przyczyn zabrakło czołowych zawodników, w grupie niedowidzących. Były tego różne przyczyny. Nie znaczyło to bynajmniej ze pozostali podejdą do tych zawodów ulgowo. Nie ma takiej opcji, tu nikt nikomu nie odpuści.

W grupie niewidomych faworytem wydawał się Zbyszek Świerczyński. Ciekawe czy potwierdzi swój prymat i na tym dystansie w swojej grupie? Pewnie po pietach będzie mu deptał Jurek Płonka? Nie wiadomo, kto, w jakiej jest formie? Pozostaje jeszcze rywalizacja miedzy Ryszardem Sawą a Grzesiem powałą/ też nie wiadomo. „Stary wyga” Sawa na pewno nikomu nie odpuści. 

W B2, – czyli niedowidzących, sporo zawodników. Nie dojechał tylko Piotrek Szymczak. Podobno kolej wyprowadziła go w pole. Bywa i tak. Rozkłady jazdy zmieniają się często i można się „przejechać’ na kolei..

Trasa biegu większości z nas jest znana. Tylko niektórzy z nas biegną tutaj po raz pierwszy. Płasko prawie cały czas, druga piątka tej trasy to spora prosta odsłonięta, bez drzew i cienia. Trzecia piątka to już dobieg do miasta, na pewnym odcinku z góry, ale kilometr przed metą mamy sporo podbiegu, co przy dużym zmęczeniu tez daje się odczuć. Wielką niewiadoma jest pogoda. Ale w dniu biegu jest słonecznie, ciepło i słupek rtęci idzie w górę z godziny na godzinę. Nie będzie lekko. To już wiadomo.

Na starcie staje sto kilkanaście osób. Z małym opóźnieniem startujemy po  godzinie jedenastej.

Tak jak było do przewidzenia, trzecia piątka po ulicach Ciechanowa to już spore wyzwanie. Gorąco, nagrzany asfalt i żar lejący się z nieba wraz z podbiegiem dały się nam we znaki. Widać to było na naszych twarzach. A zaraz po minięciu mety wszyscy uzupełniali ubytek wody z organizmu. Po dłuższym odpoczynku ukojenie od ciepła przynosi tez chłodny prysznic.

Wszyscy nasi zawodnicy dobiegli do mety. Dla orientacji warto podać ze zwyciężył w generalce Paweł Szymandera z czasem 50:49.

W GRUPIE B1 z Achillesa  miejsca w MISTRZOSTWACH POLSKI zajęli:

1 Miejsce - Zbigniew Świerczyński 1:10;05

3 miejsce – Grzegorz Powałka  1:25:

4 Miejsce Ryszard Sawa   1:28:13

Po kilku latach, tym razem Powalka wyprzedził walecznego jak zawsze Sawę. Warto jeszcze zaznaczyć ze zawodnicy Achillesa z tej grupy biegli z pomocą asystentów jadących na rowerach. Ma to tez spore znaczenie w uzyskanych czasach. Grzesiowi pomagała nasza klubowa wolontariuszka Danka Kossoń. 

W GRUPIE B2 z Achillesa  miejsca w MISTRZOSTWACH POLSKI zajęli:

1 Miejsce – Mariusz Gołąbek 1:02:21

2 Miejsce -  Krzysztof Badowski 1:10;47

6 Miejsce Michał Majchrzak 1:19;43

7 Miejsce Wiesław Miech 1:19:48

10 Miejsce Stanisław Spólnik 1:25:20

11 Miejsce Edmund Wałęga 1:28;31

12 Miejsce Maciek Dąbrowski 2;12:55 

Cieszy postawa Macieja, któremu pomagała na trasie wolontariuszka Ola Karaś. To jego kolejny ukończony bieg po tak długiej rehabilitacji i osobiste zwycięstwo, bez względu na zajęte w mistrzostwach miejsce. Po kontuzji odniesionej przed biegiem w Kietrzu pobiegł Michał, jednak odczuwał niedawny uraz, co utrudniało mu rywalizacje tego dnia o lepsza lokatę w tych zawodach. Cieszy też powrót do rywalizacji, nestora wśród nas, kolegi Edmunda. To pracuś i pewnie wkrótce wróci do niedawnej formy biegowej!

Zapraszam do obejrzenia zdjęć w galerii        mario

MIĘDZYNARODOWY PÓŁMARATON  Kietrz-Rohov

             12 Czerwca 2010 

           To już kolejny, udany start zawodników z naszego klubu. Tym razem, trzeba było dotrzeć na południe Polski. Kawał drogi, ale sympatyczni organizatorzy i chęć pokonania tego dystansu, wzięły górę. Po raz kolejny, pogoda w dniu startu nie rozpieszczała zawodników. Upalny, bezwietrzny dzień (temperatura do 30 stopni ciepła). Trasa urozmaicona z kilkukilometrowym odcinkiem prowadzącym po „wertepach,” mocno dała się we znaki, tego dnia zawodnikom. Jednak, po dotarciu do mety, kąpieli, odpoczynku i dekoracji, humory dopisywały i zmęczenie szybo minęło. Na mecie sklasyfikowanych zostało 211 zawodników. Tuż przed startem biegu, miał miejsce przykry wypadek. Otóż urazu nogi doznał Michał Majchrzak i kolega klubowy Staszek Spólnik pojechał z nim na badania do szpitala w Raciborzu. Na szczęście nic groźnego się nie stało i niebawem Michał powróci na biegowe trasy.

Startujący w tych zawodach, to: Wiesław Miech, Ryszard Sawa, Grzegorz Powałka i Ola Karaś.

Zawodnicy pobiegli, na miarę swoich możliwości, tego dnia.                „Mario”

XXX PÓŁMARATON GOCHÓW

BYTÓW 06 CZERWCA 2010 

                W upalne, niedzielne przedpołudnie Mariusz Gołąbek z naszego klubu wystartował w tym jubileuszowym półmaratonie. Start i meta znajdowały się na 13 wiecznym zamku krzyżackim. Sygnałem do startu był wystrzał z armatki.

Temp. dochodziła do ponad 30 stopni. Trudna trasa i brak cienia bardzo utrudniały ten bieg. Na starcie stanęło prawie 250 zawodników. nasz zawodnik zajął 22 miejsce na 244 sklasyfikowanych. W tych warunkach pogodowych, trzeba było umiejętnie rozłożyć siły. Prawie trzy godziny czekali organizatorzy na ostatnich zawodników.

zdjęcia w galerii    „Mario”                          

MARATON METROPOLII Toruń-Bydgoszcz        06. CZERWCA 2010 

         Jedynie Krzysztof Badowski, z naszego klubu, postanowił pokonać biegowo ten maraton. Mimo trudnych warunków pogodowych, temperatura oscylowała ponad 30 stopni. Trudna pofałdowana trasa i brak cienia na większości dystansu, nie zmogły tego zawodnika. Dzielnie wałczył, podczas całego maratonu, nie zszedł z trasy i dobiegł do mety.

Wielu zawodników, tego dnia nie ukończyło biegu, ze względu na trudne warunki pogodowe a ścisła czołówka osiągnęła słabsze rezultaty. Sklasyfikowano 518 zawodników. Nasz kolega zajął  243 miejsce.

Była to prawdziwa próba charakteru – tak trudny maraton w tak trudnych warunkach pogodowych.

Brawa i uznanie dla Krzysztofa!!!           „Mario”

   Mistrzostwa Polski 10 km i Półmaraton  Klimontów 22 Maja 2010

 Z dużymi obawami pojechaliśmy na te zawody. Sytuacja w Sandomierzu spowodowana powodzią w pełni to uzasadniała. Wisła zalała prawobrzeżną część miasta. Jednak telefonicznie uzyskaliśmy informację, że zawody się odbędą. W dniu naszego przyjazdu zrobiło się słonecznie i nie padało. To był pierwszy dzień bez deszczu. Tutaj nocujemy a jutro busem do Klimontowa na zawody.

Z naszego grona, w zawodach tych wzięli udział: Ryszard Sawa, Wiesław Miech, Piotr Jankowski, Grzegorz Powałka, Edmund Wałęga, Zbigniew Świerczyński i Mariusz Gołąbek.

W dniu startu w sobotę pogoda słoneczna, duszno i miejscami wieje. Wszyscy tuż przed zawodami decydujemy ze biegniemy półmaraton. Czas na dyszkę wyłapie nam nasza kol. Ola. Nie jest nas dużo i nie powinno być z tym problemu.Zawody te są pod patronatem Polskiego komitetu Paraolimpijskiego. Jednak frekwencja mizerna w tym roku zaledwie kilkadziesiąt osób staje na kresce półmaratonu. Tylko kilku zawodników na wózkach?

Trasa biegu urozmaicona. Dwie pętle ze sporymi odcinkami w pełnym słońcu i pod wiatr, a  mdz. 7-9 Km pod górkę. Na szczęście było tu trochę cienia.

Sporo potu i sił trzeba na pokonanie tej trasy. Ale wszyscy nasi kończą te zawody na miarę swoich możliwości. Po biegu czekamy na wyniki i dekoracje w poszczególnych kategoriach. Potem powrót do Sandomierza na nocleg. Wczesnym rankiem wyjeżdżamy do domu.

Kolejny start za nami     Mario                                                      

BIEG SZPĘGAWSKI  15 MAJA 2010

Dystans 5,8  km 

 Sobotni poranek przed biegiem nie zachęcał nawet do wyjścia z domu, cóż pomyśleć dopiero o bieganiu. Deszcz padał w nocy i cały ranek, chwilami solidnie. Jednak jak to z pogodą bywa z godziny na godzinę było coraz lepiej. Co prawda chmury nadal kłębiły się po niebie, ale nie padało. Była szansa, że tak się utrzyma….

Tak też się stało. Po złożeniu kwiatów i chwili ciszy, dla zamordowanych tutaj podczas II wojny światowej, kilku tys. Polaków, można było przystąpić do rozgrzewki. Czasu było niewiele, więc nie trwała długo…

Dwaj zawodnicy z naszego klubu, stanęli tego dnia do rywalizacji w tym biegu.. Byli to Zbyszek Świerczyński i Mariusz Gołąbek. Trasa płaska, z jednym trudnym podbiegiem, ok. czwartego kilometra.. Przewodnikiem tego dnia dla Zbyszka był jego kolega  Kazik Miszke.  Wiadomo było, że obaj zawodnicy pobiegną szybko. Zbyszek po raz kolejny zakładał „życiówkę”. Po cichu, pewnie też liczył na dobre miejsce w kat M60. Solidnie przepracował zimę i był na obozie w Szklarskiej. Pogoda się utrzymała. Było rześko, tylko chwilami wiatr przeszkadzał.. Po dobiegnięciu do mety, odpoczynku i oczekiwaniu przyszedł czas na wyniki i dekoracje w poszczególnych kategoriach. Mankamentem na mecie był brak gorącej herbaty

W biegu tym wystartowało 276 osób. Przewidywania kol. Zbyszka, co do wyników w pełni się potwierdziły.

56 miejsce Zbyszka w klasyfikacji generalnej, 2 miejsce w kat M 60 i 2 w NPS

Czas 22:03 – nowy rekord Zbyszka na tym dystansie!

41 miejsce w open  zajął Mariusz z czasem 21:09

To dobry prognostyk, przed kolejnymi startami w tym sezonie.      mario

 

Ostrołęka 9 maja 2010 

Mistrzostwa Polski Niewidomych i Niedowidzących  w Półmaratonie

 W ramach XVI Międzynarodowego Półmaratonu Kurpiowskiego, biegacze ze Stowarzyszenia „Cross”, walczyli o czołowe lokaty w Mistrzostwach Polski w półmaratonie. Lokalizacja tego biegu pozwala na dotarcie większości z naszej grupy „wzrokowców”. Część przyjechała „na zmęczeniu”, zaraz po obozie biegowym w Szklarskiej Porębie. Tam, udało im się wziąć udział, w „majówce biegowej” i spotkać się z panem Julianem Gozdowskim – komandorem znanego „Biegu Piastów”. Nasza grupa zrobiła na komandorze spore wrażenie! Wróćmy jednak do biegu

Zawodnicy  wałczący w tym dniu to:

W grupie B1 niewidomi: Rysiek Sawa i Grzesiek Powalka

W grupie B2 niedowidzący: Krzysiek Badowski, Wiesław Miech, Michał Majchrzak, Piotr Szymczak, Mariusz Gołąbek i Piotr Jankowski.

Od kilku lat biega kolega Seniuk Stanisław, i kto wie czy nie przystąpi w najbliższym czasie do naszej grupy Achilles Polska. Ma on już za sobą sporo startów i cały czas ambitnie poprawia swoje wyniki na poszczególnych dystansach, mimo dysfunkcji wzroku. Jest szansa ze nasza grupa zwiększy się o nowego zawodnika1

 Tuż przed startem jest duszno i zaczęło wiać. Do pokonania mamy pięć pętli. Trasa płaska, ale niełatwa, zero cienia i spora prosta pod wiatr. Trudne warunki do biegania.

Na pudło wskakują skutecznie: Rysiek Sawa i Grzegorz Powałka, oraz w niedowidzących Mariusz Gołąbek i waleczny jak zawsze Krzysiek Badowski, który skutecznie odpierał w tym biegu ataki Michała Majchrzaka. Po dekoracji i obiedzie zawodnicy rozjeżdżają się do swoich domów.

To początek maja a zawodnicy Achilles International Polska maja już za sobą sporo startów. Tak trzymać!    Mariusz  Gołąbek                                                                                                                                                                   

GDYNIA 9 Maja 2010     Bieg uliczny na 10 km

              Dosyć wymagająca nowa trasa biegu w Gdyni i tak nie przestraszyła 565 zawodników, którzy tego dnia stanęli na kresce startowej. Pogoda zmienna, ale dosyć ciepło i nie pada to najważniejsze. Atmosfera jak zawsze niesamowita. Wielu znakomitych biegaczy z Wybrzeża. To mój już kolejny start w tym mieście. Dynamicznie się rozwijającym i przyjaznym dla sportu wyczynowego i rekreacji. Dzięki pomiarowi czasu za pomocą chipów sprawnie przebiega podsumowanie biegu a herbata z cytryna to już stały punkt w harmonogramie tych zawodów. Pobiegłem w miarę swoich możliwości. Wspaniała atmosfera tylko tłoczno jest podczas samego startu. Ale jak dla mnie to trasa tego biegu nie powinna być zmieniona. Kapitalnie biegnie się nadmorskim bulwarem, przy szumie morza i pisku mew.

Zajmuje 69 miejsce.  Sporo biegających jeszcze na trasie. Ważne ze jest nas biegających coraz więcej!

69  GOŁĄBEK MARIUSZ  ACHILLES  POLSKA 1962 M40 czas 39:48

Jakuszyce Majówka Biegowa 1 Maja 2010

             Pierwszego maja w ramach treningu biegniemy ponad 8 kilometrów ze Szklarskiej poręby do Jakuszyc. Tam na polanie jest zakończenie sezonu narciarstwa biegowego. Świetna impreza rekreacyjna. Sporym problemem jest brak śniegu. Dla nas biegaczy to żaden problem, chętnie weźmiemy udział w tej zabawie biegowej wraz z narciarzami. W milej atmosferze spędzamy czas. Komandor biegu Piastów z Jakuszyc pan Julian Gozdowski jest pod sporym wrażeniem naszej grupy. Niewidomi i niedowidzący są razem z narciarzami. A byli tam: W. Miech, K. Badowski, S. Spolnik, Z. Świerczyński, M. Gołąbek. Ze swoja asystentka dobiegł R. Sawa i M. Dąbrowski. No i Piotrek Jankowski. Na plamie śniegu,swoje pierwsze kroki na nartach stawia Krzysiek Badowski i świetnie mu idzie. Większość z nas bierze pamiątkowe autografy od pana Lucjana. Czas biegnie szybko i pora pożegnać nowych znajomych biegaczy narciarskich. Po grillu i gorącej herbacie ruszamy w drogę powrotną. Wszyscy mamy pamiątkowe numery startowe oraz czapki z logo biegu Piastów. Przed nami kolejne, ponad 8 kilometrów treningu. Apetyt na pewno będzie nam dopisywał po takim treningu podczas obiadu.

Fajna przygoda i majówka pozostaną na długo w naszej pamięci. Mariusz Gołąbek                                                                                  

Obóz kondycyjny  25 Kwietnia – 04 Maja 2010

Szklarska Poręba  

Zawodnicy sumiennie przepracowali pobyt w górach Karkonoszach. Przebywaliśmy tam ponad tydzień. Codziennie aplikując sobie trudne treningi w górskim terenie. Już samo przebywanie na poziomie ponad 600 m.n.p.m. dawało się w pierwszych dniach we znaki.

W ramach naszego pobytu treningowo wybraliśmy się do Jakuszyc by wziąć udział w majówce biegowej. Jest to zakończenie sezonu narciarstwa biegowego. Nasza grupa wzrokowców zrobiła na komandorze tego biegu spore wrażenie. Po tym biegu, znowu treningowo pobiegliśmy do Szklarskiej. Treningi przeplataliśmy wycieczkami w góry. Po maratonie w Krakowie, dojechali do nas: Ryszard Sawa i Stanisław Spólnik, by popracować nad poprawą kondycji! Ależ Ci zawodnicy mają zacięcie do biegania! Tylko podziwiać!

Z zawodników Achilles International Polska na obozie tym byli: W. Miech, K. Badowski -wielokrotny medalista mistrzostw polski niedowidzących, M. Gołąbek również z grupy B2 trenował wspólnie z mistrzem niewidomych Z. Świerczyńskim. Wieloletni biegacz, nie do zdarcia, Piotr Jankowski zna te góry i ścieżki biegowe od wielu lat. Jest dla nas prawie jak przewodnik górski. Zna świetnie wszystkie ścieżki i skróty w tutejszym terenie. Znakomicie pracował nasz najmłodszy Maciej Dąbrowski wraz z Olą Karaś. Rysiek Sawa, to klasa sama w sobie, nigdy nie ma dosyć biegania. Trenował ze swoją asystentka Krysią Oleszczuk. Spólnik Stanisław również trenował w Szklarskiej mimo zmęczenia po maratonie w Krakowie nie odpuścił żadnego treningu.

Czas mijał szybko. Przed zawodnikami Achillesa sporo startów w zawodach i dopiero rozpoczętym sezonie 2010. obóz na pewno zaprocentuje w kolejnych startach.

Cóż pozdrawiamy jeszcze raz góry i jego ducha Karkonosza i wyjeżdżamy na niziny. Tam sprawdzimy formę.

Przesyłamy z gór pozdrowienia dla PRZYJACIÓŁ z innych ODDZIAŁÓW ACHILLES INTERNATIONAL            Mariusz Gołąbek

 

CRACOVIA MARATON 25.04.2010 

Trzech zawodników z „ACHILLESA” prosto z Mistrzostw Polski w biegu na 5 km, które rozegrane zostały w Łapach k. Białegostoku, pojechało na maraton do Krakowa.

Dwaj z nich: Ryszard Sawa i Stanisław Spólnik to niekwestionowani ambasadorzy naszego klubu. Wieloletni biegacze, wielokrotni mistrzowie Polski w biegach na różnych dystansach. Mający w nogach po sto kilkadziesiąt maratonów. Dołączył do nich Michał Majchrzak. Młody obiecujący zawodnik. Biegający od kilku lat.

Niestety, wiadomo było, że w tym roku nie przylecą do Polski, na ten maraton, nasi przyjaciele z Achillesa w USA. To twórcy tej szczytnej idei, czyli aktywizacji sportowej, rozszerzającej się wśród niepełnosprawnych na całym świecie. Wszystko mieli już załatwione. Niestety pył wulkaniczny nad Europą występujący w tym czasie spowodował rezygnację z ich przylotu.

Szkoda wielka, bo nasi koledzy liczyli bardzo na spotkanie ze sportowcami z Achilles USA. Z powodu ich absencji, tym większy ciężar i presja ciążyła na naszych zawodnikach. By godnie reprezentować Achilles International.

Pogoda w dniu maratonu niezbyt ciekawa. Ciepło, słonecznie bez wiatru. Temperatura rosła z godziny na godzinę. Jednak mimo tak trudnych warunków nasi zawodnicy ukończyli ten bieg. Sporym zmęczeniem, okupił ten maraton Staszek  Spólnik. Pomagał na trasie Ryśkowi Sawie i mimo złego samopoczucia kontynuował ten morderczy bieg.

Brawa i wielkie podziękowanie za tak sportową postawę wobec kolegi klubowego.

Również Michał Majchrzak wypadł na miarę swoich możliwości. W maratonie tym sklasyfikowano 2420 osób. Nasi zawodnicy zajęli czołowe miejsca w kat. niewidomi/niedowidzący

Miejmy nadzieję, że ten bieg nie wpłynie negatywnie na dalsze starty tych „trzech muszkieterów”    „Mario”

24.04.2010r.- Łapy

Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w biegu ulicznym 5 km

Do Łap położonych niedaleko  Białegostoku stawiła się grupa 12 zawodników ze Stowarzyszenia „Cross”/Achilles International Polska. W przeddzień zawodów, w piątek po kolacji, czterech zawodników udało się na lekki trening. Warunki w dniu biegu nie były łatwe. Chłód i zmienny wiatr przeszkadzały na trasie. Przed biegiem głównym, odbyły się biegi dla dzieci i młodzieży gimnazjalnej na krótszych dystansach. W biegu głównym wystartowało kilkudziesięciu zawodników. Wśród nich  biegacze Achillesa Polska: W. Miech. Zajął czwarte miejsce w mistrzostwach polski. Stanisław Spólnik po latach wskoczył na pudlo w kat. B2 niedowidzący zajął trzecie miejsce. Drugi w tej kategorii był Michał Majchrzak młody perspektywiczny zawodnik. Na pierwszym stopniu podium udało się stanąć Mariuszowi Gołąbek weteran biegania.

W grupie niewidomych z Achilles/Cross walczyła trójka zawodników. I tak pierwszy był Zbigniew Świerczyński w tym biegu ustanowił swoją życiówkę  20:01 min. drugi niezniszczalny i jak wino im starszy tym mocniejszy Ryszard Sawa. Trzeci dobiegł Grzesiek Powałka. Po południu spora grupa tych zawodników pojechała na obóz biegowy do Szklarskiej Poręby. Kilku zawodników zaraz po biegu wyjechało do Krakowa by tam rywalizować na trasie Cracovia Maratonu. Szkoda ze w tym roku nie spotkają się z przyjaciółmi z Achilles USA.

 Ze sportowym  pozdrowieniem  - Mariusz Gołąbek

18 kwietnia 2010r.

Maraton w Wiedniu

Do Wiednia wyruszyliśmy pociągiem w piątek . Na dworcu odebrał nas przyjaciel Wiesława. Pomógł nam kupić bilety na metro i zaprowadził do hotelu. Jak się okazało nasz hotel miał świetne położenie, gdyż był w odległości 100 metrów od Dunaju oraz około pół kilometra od linii startu maratonu! Po rozpakowaniu się poszliśmy całą grupą potruchtać sobie alejką biegnącą wzdłuż Dunaju. Mijaliśmy wielu biegaczy, widać było, że wszyscy tutaj żyją już zbliżającym się maratonem. Nazajutrz udaliśmy się wszyscy metrem do biura zawodów po odbiór pakietów startowych. Wszystko tam było dopięte na ostatni guzik więc nie mieliśmy żadnych problemów z odbiorem naszych rzeczy. Po sprawnym załatwieniu wszelkich spraw postanowiliśmy wykorzystać popołudnie na zwiedzenia Wiednia. Wieczorem kolacja w eleganckiej restauracji na tarasie nad Dunajem. Będąc w tym mieście nie można było nie spróbować tradycyjnych sznycli po wiedeńsku. Po kolacji niektórzy z nas poszli jeszcze na spacer do centrum a inni postanowili powrócić do pokoi hotelowych by tam wypocząć przed ciężkim dniem. Na strojach startowych każdy z nas postanowił sobie przypiąć czarną wstążkę na znak żałoby po katastrofie pod Smoleńskiem. W dniu startu mieliśmy śniadanie o 6, potem trzeba było się przebrać w stroje startowe, spakować niezbędne rzeczy i udaliśmy się pieszo na start maratonu.  Jak się okazało w maratonie tym wystartowało aż 30 000 biegaczy! A to dlatego, iż organizator postanowił połączyć maraton i półmaraton. Ostania rozgrzewka, wzajemne pozdrowienia i start! Przez pierwsze kilometry nie było praktycznie żadnej możliwości wyprzedzenia kogoś w tym tłumie. Myślałem że na punktach odżywczych będzie problem z odebraniem napojów izotonicznych ale moje obawy okazały się bezpodstawne, gdyż organizacja biegu była perfekcyjna. Na trasie było mnóstwo wspaniale dopingujących kibiców, zespołów tanecznych, orkiestr. Największe wrażenie na mnie wywarła jednak opera wiedeńska puszczana z olbrzymich głośników ustawionych co parę kilometrów wzdłuż trasy maratonu. Przy takiej oprawie biegło się naprawdę wspaniale. Trasa biegła wzdłuż najważniejszych ulic Wiednia. Meta była usytuowana na dworze cesarskim. Wszyscy ukończyliśmy bieg w znakomitych nastrojach z uśmiechem na ustach wśród wiwatujących kibiców z pięknym medalem na szyi. Odnaleźliśmy się w jednym umówionym wcześniej miejscu i zmęczeni ale szczęśliwi wróciliśmy do hotelu. Na wieczornej kolacji opowiadaliśmy sobie o wrażeniach z biegu Rankiem wczesne śniadanie, taksówkami dojechaliśmy na dworzec kolejowy i bezpiecznie powróciliśmy do domów. Dla każdego z nas był to udany weekend pełen niezapomnianych wrażeń.- Michał Majchrzak

20 marca 2010r.
„BIEG ZAŚLUBIN Z MORZEM” KOŁOBRZEG 20 MARCA 2010 DYSTANS - 15 kilometrów

Znakomite przygotowanie i formę zaprezentował w tym biegu zawodnik Cross/Achilles International Polska Zbigniew Świerczyński. Nasz zawodnik z przewodnikiem Kazimierzem Myszke, w niełatwych warunkach pogodowych, padał deszcz, było ślisko i sporo zakrętów na trasie biegu uzyskali bardzo dobry czas 1:06:15!
Wynik ten pozwolił Zbyszkowi na zajęcie 2 miejsca w kat. niepełnosprawni oraz 3 miejsca w kategorii 60 latków.
W klasyfikacji generalnej zajął on 143 miejsce na 520 osób sklasyfikowanych.

28 luty 2010r.
I ZIMOWE MISTRZOSTWA POLSKI NIEWIDOMYCH i SŁABOWIDZĄCYCH W PÓŁMARATONIE - WIĄZOWNA.

W sobotę 27 lutego, zawodnicy Stowarzyszenia „Cross”/Achilles International Polska z różnych części Polski docierali do Wiązownej koło Warszawy.
Tutaj, jutro będziemy rywalizować w I Zimowych Mistrzostwach Polski w Półmaratonie Niewidomych i Niedowidzących. Po sprawnym zakwaterowaniu i kolacji, koordynator zadania przedstawił obecnym, zarysy planu zawodów, oraz ogólne założenia i zmiany dla biegaczy, które prawdopodobni nastąpią w 2010r. Z rozmów z zawodnikami wynika, że wszyscy zostaliśmy ”wykopani ze śniegu”. Zima dopisała. Takiej ilości śniegu nie było od lat. Miało to duży wpływ, na przygotowanie zawodników do jutrzejszych zawodów. Kilku jest nieźle zaziębionych,ale nie „odpuszczają”. Jakieś leki na noc i jutro na start. W czasie biegu wypocić się solidnie i powinno być dobrze.
Potem większość z nas, z uwagą oglądała ostatnie starty polaków, na zimowych igrzyskach w Kanadzie. Złoty medal w narciarstwie biegowym J. Kowalczyk i brąz drużyny w łyżwiarstwie szybkim kobiet to piękne sukcesy. Zmagania olimpijskie dostarczyły nam wiele emocji i radości. Co za walka na finiszowych metrach!!! Nomen omen, nocujemy w hotelu „Wiktoria”, nie mogło być, więc inaczej? I nikt z nas, nie spodziewał się, że podobną walkę przyjdzie stoczyć miedzy sobą niektórym zawodnikom z naszego klubu.

Niedzielny poranek był słoneczny i rześki. Zaraz po siódmej rano, poszliśmy grupą odebrać nasze numery startowe. Wszystko przebiega bardzo sprawnie, uprzejmie. Wracamy do hotelu. Potem już rutynowo: lekkie śniadanie, krótki odpoczynek, ciuchy startowe na siebie i ruszamy na rozgrzewkę i start. Tam dołączy do nas reszta zawodników mieszkających w pobliżu Wiązowej.
Okazuje się ze w XXX Półmaratonie w Wiązowej wystartuje ponad 1000 zawodników!!!
Wśród zaproszonych gości są znani sportowcy: zapaśnik Andrzej Supron, oraz narciarz Józef Łuszczek.

Maciej Dąbrowski-uczestnik ubiegłorocznego „Biegu Szansy” w Nowym Jorku na dystansie 5 mil z asystentką O. Karaś, ze względów zdrowotnych wystartuje dzisiaj na pięć kilometrów.
Pozostali pobiegną półmaraton. Pogoda piękna, jest słonecznie, rześko i wieje wiatr. To chyba premia za te trudne śniegowe tygodnie. Punkt 12-ta start ostry. Przed nami 10,5 kilometra trasy pod wiatr (mordewind) potem nawrot i z wiatrem hajda do mety. Setki zawodników, coraz bardziej rozciągają się na trasie.. Po nawrocie widać jak wielu dzisiaj biegnie. Walczą z sobą, z czasem, ze zmęczeniem, z kolegą, rywalem. Biegną dla siebie. Pokonać ból, własne słabości, wytrwać i dobiec. Dla poprawy własnej kondycji, swojego ego! Po pamiątkowy, często pierwszy medal, dla wielu startujących z biegowego debiutu.. Który otrzymają po minięciu mety.
Po prawie trzech godzinach od startu, wszyscy nasi dotarli do mety. Czas na weryfikację wyników.
Najbardziej, bo do samej mety, rywalizowali w grupie B 2 Badowski Krzysztof i Majchrzak Michał. Różnica między nimi, na mecie wyniosła 1 sekundę! Proszę sobie wyobrazić dystans ponad 21 kilometrów i tak minimalną różnicę czasu.

Minęło jednak kolejne kilkanaście minut i okazało się, że obaj uzyskali taki sam czas netto 1:41:35, a różnica 1 sek. jest z czasu brutto, ze startu. Taka sytuacja wydarzyła się po raz pierwszy w historii naszych startów! To była walka na finiszu, podobna do tej, jaką oglądaliśmy poprzedniego dnia na olimpiadzie.
Swoje aspiracje do najwyższego stopnia podium w grupie B1/niewidomi/chciał potwierdzić Jerzy Płonka z przew. J. Pawlikowskim. Jednak tym razem wyprzedził go Z. Świerczyński z przew. F. Kąkolem. Dzielnie walczył jak zwykle Ryszard Sawa z przew. F. Platowskim 3 miejsce w kat. niewidomi. Stanisław Spólnik mimo kontuzji głowy, pomagał na trasie nowemu koledze Rafałowi Machnikowskiemu z Torunia. Z dystansem uporał się P. Jankowski i G. Powałka, któremu pomagał tym razem W. Miech.

Organizatorzy z Wiązowej wzorowo przeprowadzili organizację i przebieg tego biegu. I to przy rekordowej frekwencji. Zawody ukończyły 1034 osoby. Ze Stowarzyszenia „Cross” wystartowało 20 zawodników w półmaratonie i czworo na 5 km.. Cieszy fakt, że jest nas biegaczy coraz więcej!
Słowa uznania dla naszych.za ukończenie tego półmaratonu. Mimo trudnych warunków zimowych, w czasie przygotowania do sezonu (brak wybiegania i kilometrażu) oraz kłopotów zdrowotnych, niektórych z nas, bezpośrednio przed tymi zawodami! Świadczy o tym spora rozpiętość uzyskanych czasów od 1godz 29 min. do 2 godz. 54 minut.
Tak swoje przygotowania opisał niewidomy Z. Świerczyński: … na stadionie gdzie trenuję najczęściej, było mnóstwo śniegu. Rodzina i koledzy pomogli mi go trochę odgarnąć. I tak dookoła stadionu, powstała wąska ścieżka, po której jako-tako dało się biegać. Sporadycznie można było biegać w terenie.

Zwycięzcy poszczególnych kategorii, odebrali puchary z I Zimowych Mistrzostw Polski w Półmaratonie. Omawianie wyników i ożywiona dyskusja o zawodach trwała podczas obiadu, po którym zawodnicy rozjeżdżali się do swoich domów.

WYNIKI I ZIMOWYCH MISTRZOSTW POLSKI w PÓŁMARATONIE

GRUPA B1- NIEWIDOMI

1 Miejsce ŚWIERCZYŃSKI ZBIGNIEW –czas - 01:50:17
KĄKOL FRANCISZEK – przewodnik

2 Miejsce PŁONKA JERZY - czas - 01:48:21
PAWLIKOWSKI JACEK - przewodnik

3 miejsce SAWA RYSZARD –czas - 01:57:07
PLATOWSKI FELIKS – przewodnik

GRUPA B2- NIEDOWIDZACY
1 Miejsce GOŁĄBEK MARIUSZ czas - 01:29:06
2 Miejsce BADOWSKI KRZYSZTOF czas- 01:41:35
2 Miejsce MAJCHRZAK MICHAŁ czas - 01:41:35

Cieszy nas bardzo spora ilość nowych zawodników. Mam nadzieje ze połkną bakcyla biegania i w tym sezonie potwierdzą chęć przynależności do Achilles International Polska. A są to:
PŁONKA JERZY - czas - 01:48:21
SENIUK STANISŁAW czas 01:50:48
GRABIŃSKI MARCIN czas 01:53:34
MACHNIKOWSKI RAFAŁ czas 02:01:15
LESIK TOMASZ czas 02:52:53
LESIK JAN czas 02:53:57

Zapraszamy do obejrzenia galerii

Ze sportowym pozdrowieniem Mariusz

17 stycznia 2010r.
Chomiczówka 15 km.-Inauguracja sezonu
W trudnych zimowych warunkach trójka zawodników z Achillesa rozpoczęła tegoroczny sezon biegów ulicznych. Nie był to łatwy bieg. Przez kilka ostatnich bezśnieżnych prawie zim tegoroczna wyglądała zupełnie inaczej. Ślisko niebezpiecznie na trasie. Trzeba było uważać, bo zakrętów było sporo. Biegali zawodnicy na „zaciągniętym hamulcu ręcznym”. Osiągnięty czas nie był w tym starcie ważny. Liczyła się inauguracja sezonu i bezpieczeństwo zawodników. Mimo tak trudnych warunków
Niewidomy Rysiek Sawa, jego przewodnik Feliks Platowski i niedowidzący Wiesław Miech dotarli cali, zdrowi i zadowoleni po pokonaniu 15 kilometrowej trasy. Zawody te ukończyło 873 zawodników. Mimo tak trudnych styczniowych warunków padł rekord frekwencji.

VII Półmaraton Świętych Mikołajów, Toruń 6 grudnia 2009r.

 6 grudnia Toruń zmienił koloryt z pochmurnego szarego na radosny czerwony z białymi elementami. Po raz siódmy Mikołaj Kopernik był mocno zdziwiony widząc blisko 2 tyś Świętych Mikołajów czyli zawodników biorących udział w półmaratonie .

Organizatorzy zapewnili wszystkim uczestnikom czerwone mikołajkowe czapeczki i białe i czerwone szaliki.  Podczas Półmaratonu Św. Mikołajów prowadzona była akcja charytatywna pod nazwą "Biegacze Dzieciom". W jej ramach zbierano różne fanty i podarki dla potrzebujących dzieci z toruńskich domów dziecka. Akcja ta cieszyła się ogromnym  powodzeniem.

5 grudnia silna grupa pod wezwanie Stowarzyszenia Cross zameldowała się w toruńskim hotelu „Etap”.

W niedzielne  deszczowe przedpołudnie biegacze złożyli życzenia imieninowe Mikołajowi Kopernikowi i wyruszyli na liczącą 21 km  trasę która  prowadziła przez pierwsze 2 km ulicami Torunia w kierunku  Miasteczka Uniwersyteckiego, pozostała część to leśne dukty.

Sama trasa bardzo urozmaicona i fajna gdyby była sucha lub zmrożona a tak to była iście crossowska. Błoto, kałuże no i zbyt ślisko co dla  zawodników z dysfunkcją wzroku było dodatkowym utrudnieniem . Zbyszek Świerczyński zaliczając kolejną kałuże stwierdził, że miał zamiar się wykąpać bo biegu ale nie w trakcie. Było kilka spotkań z przydrożnymi drzewami, wystającymi korzeniami ale cóż dla prawdziwych facetów nie było to przeszkodą by dobiec na metę usytuowaną na stadionie miejskim. Tam każdy uczestnik otrzymał medal w postaci mikołajkowego dzwonka. Atmosfera na biegu była wyjątkowa. Trasę ukończyło 1387 mikołajów i pań mikołajowych. W rywalizacji mężczyzn wygrał  Błażej Brzeziński z czasem 1:08:39 a wśród kobiet Arleta Meloch, która w mikołajowej czapeczce i kusej, czerwonej mini-spódniczce zwyciężyła z czasem 1:18:45.

Zapraszamy do obejrzenia galerii

BIEG NIEPODLEGŁOŚCI GDYNIA 11.11.2009R   

Już jakiś czas temu zdecydowałem, że jeżeli mi zdrowie dopisze to wystartuję w gdyńskim biegu niepodległości. Mogłem tego dnia pobiec wraz z kolegami z Cross w Warszawie, też na biegu niepodległości. Jednak ostatni niedawny wyjazd na supermaraton do Wiednia nasycił mnie na dłuższy czas „przyjemnością pokonywania sporych odległości koleją”. Do Gdyni miałem znacznie bliżej. Stąd taka moja decyzja.

Pogoda rankiem jedenastego nie zapowiadała niczego dobrego. Drobny deszcz i mgła opanowały niebo na całym środkowym wybrzeżu. Wziąłem kilka wariantów odzieży do wyboru. Wszak bieg zaczynał się o 13-ej było, więc sporo czasu i pogoda mogła się zmienić.

Do biura zawodów dotarłem wraz z kolegami /biegaczami/ półtorej godziny przed startem. Okazało się, że był to „ostatni dzwonek” by spokojnie zapisać się do biegu. Już po chwili kolejka chętnych zwiększała się systematycznie. Z powodu bardzo wielu chętnych przesunięto start na godz. 13.20.

Po rozgrzewce ostatecznie zdecydowałem się pobiec w miarę lekko ubrany. Otóż na szczęście nie padało a wiatr był przeciwny tylko w połowie pętli, którą trzeba będzie pokonać trzykrotnie. Przed samym startem liczba startujących sięga prawie 900 osób!!! Zaskoczyło to kompletnie organizatorów. Wiadomo było ze trzeba będzie bardzo uważać na tłok, oraz w kilku niebezpiecznych miejscach, na które zwróciłem uwagę z kolegami podczas rozgrzewki! Kilka minut po starcie nadmorski bulwar dosłownie zapełnił się uczestnikami biegu niepodległości. Odczuwało się ducha rywalizacji, ale tez i święta narodowo-sportowego. Kapitalny widok, tylu biegaczy na 10 kilometrów jeszcze w Gdyni nie biegało!

W miarę swych możliwości pokonuje kolejne pętle i cały czas uważam na niebezpieczne miejsca na trasie. Na trzeciej pętli czuje już zmęczenie. Brak biegania i niedawne przeziębienie dają o sobie znać. Ale to nic, pięknie kończę sezon biegowy w 2009 roku. Wspaniała sportowa atmosfera,rekord frekwencji, moja 72 pozycja na 784 sklasyfikowanych uczestników biegu i mój czas 39.30 w pełni mnie zadowalają. Kilka miejsc za mną przybiegł Przemysław Miarczyński znany sopocki żeglarz i olimpijczyk! (Jemu pewnie ten przeciwny wiatr w biegu nie przeszkadzał?!)

Po biegu szybko przebieram się w suche ciuchy. Gorąca herbata. Kilka pamiątkowych fotek.

Biegiem tym zamykam cykl czterech biegów dziesięciokilometrowych /luty, maj, czerwiec, listopad/, które odbywały się tego roku w Gdyni. Po raz pierwszy Bralem udział we wszystkich tych biegach.Czas wracać do domu. Kolejny fajny bieg, w którym brałem udział jest już historią!

Zapraszam do obejrzenia zdjęć Fotki cztery pory roku                 Ze sportowym pozdrowieniem - mario

 

XXI Bieg Niepodległości w Warszawie – 11 listopada 2009r.

Zawodnicy z Klubu Achillesa jak co roku wzięli udział w XXI Biegu Niepodległości by upamiętnić odzyskania niepodległości przez Polskę w 1918 roku. Pogoda nie zachęcała do startu ale wszyscy zawodnicy byli bardzo ciekawi jak wyglądać będzie najdłuższa   biało-czerwona flaga narodowa. Organizatorzy bowiem rozdali w pakietach startowych po 3500 białych i czerwonych koszulek.  Zawodnicy zbierali się w gmachu Szkoły Głównej Handlowej, gdzie mieściło się biuro zawodów. Maciek Dąbrowski, Ola Karaś, Piotr Jankowski i Stanisław Spólnik udzielili wywiadu dla Radia Plus. Opowiadali jak to się biega osobom  słabowidzącym i jakie motywacje kierują zawodnikami by wystartować w takim biegu. Ola natomiast opowiedziała słuchaczom jaka jest rola przewodnika osoby z dysfunkcją wzroku podczas biegu

 Przed startem organizatorzy zrobili porządną rozgrzewkę a potem wszyscy odśpiewali głośno Mazurek Dąbrowskiego Równo o godz. 12.00 Irena Szewińska dała sygnał do startu. Pierwsi na trasę ruszyli rolkarze, wózkarze i zawodnicy w coraz bardziej popularnym Nordic Walking. Nowa, atestowana trasa, liczyła 10 km i prowadziła głównymi ulicami Warszawy: Aleją Niepodległości, Al. Jana Pawła II, Chałubińskiego, Anielewicza, Andersa, Marszałkowską, Koszykową. Zawodnicy opowiadali, że atmosfera na trasie była wyjątkowa i był to bieg pokojowy. Mimo że padał deszcz i już  po pierwszych metrach wszyscy mieli mokre buty i koszulki to nikt się tym nie przejmował bo biegnąc w morzu biało-czerwonych koszulek czuli się dumni , że są Polkami.

Bieg ukończyło 5244 zawodników. Zawodnicy niewidomi i słabowiądzy zrzeszeni w Achillesie  zajęli następujące miejsca :

Badowski Krzysztof z Bydgoszczy          00.44,52      577 miejsce

Szymczak Piotr z Łodzi                        00.47,12      1222 miejsce

Sawa Ryszard z Warszawy                    00.50,27      1463 miejsce

Miech Wiesław z Warszawy                   00.49,42      1600 miejsce

Wałega Edmund z Warszawy                00.53,52      2067 miejsce

Powałka Grzegorz z Warszawy              00.53,16      2092  miejsce       

Spólnik Stanisław z Krakowa                00.54,21      2768 miejsce                  

Jankowski Piotr z Warszawy                 01.00,09      3942 miejsce         

Dąbrowski Maciej z Warszawy              01.20,06      5168 miejsce         

19-23 października 2009r.
Supermaraton Wiedeń-Bratysława-Budapeszt

Informacje o pomyśle węgierskiej organizacji skupiającej osoby z dysfunkcją wzroku otrzymałem od kol. Sawy a on z PZN w Warszawie. Z Węgier otrzymałem wyczerpujące informacje. Trudna impreza biegowo. Miałem spore obawy czy dopasuję się do ekipy pod wzgl. sportowym? Pod koniec sierpnia skontaktowałem się z nimi i mając niewiele czasu zdecydowałem się na udział w tej imprezie. Decydujące znaczenie miał start w zamojskiej setce, świetna impreza, w której startuję od lat, ale niezmiernie trudna i wyczerpująca. Przeżyłem ten Zamość w dosyć dobrym samopoczuciu i „klamka zapadła”- jadę na supermaraton. Później okazało się, że z polski dokooptowano jeszcze dwóch biegaczy: Spólnk Stanisław i Majchrzak Michał. To sporo wyjaśniało, ale zagadką był pozostały skład naszej polsko węgierskiej sztafety. Mocnym i dobrym przetarciem był dla mnie maraton w Poznaniu w połowie października, czyli tydzień przed wyjazdem na Węgry.
Na Węgry jadę z moim przyjacielem Józkiem Mateją, też biegaczem (taki ostawiono mi warunek,powinienem biec z asystentem podczas zawodów). Do miejscowości Gyor docieramy z przygodami, bo jechaliśmy dookoła przez Wiedeń. Tam spotykamy i poznajemy pozostałych z naszej sztafety, Judith Gimbas, Sveda Gabora inicjatorów tego sportowego wyzwania. Węgrzy w poprzednich latach brali udział w tej imprezie jadąc na tandemach, tylko symbolicznie, bo nie ma tam żadnej klasyfikacji dla rowerów i tandemów. To pierwszy udział biegowej sztafety wzrokowców w tej imprezie!
Sporo czasu mija nam w biurze zawodów. Załatwianie rejestracji trwa, mało ludzi jak na ponad sto kilkanaście zgłoszonych sztafet i kilkudziesięciu zawodników indywidualnych. To moje pierwsze, jak się później okaże mylne wrażenie.
Wieczorem spotkanie organizacyjne i krotka odprawa techniczna. Węgrzy bardzo sympatyczni. Ale czas na sen, bo bardzo wcześnie jutro tj. 19 października zaczyna się „karuzela biegowa” Śniadanie o 4.30 I to ma być urlop!!!. Mam obawy, na ile będę odstawał od reszty naszej sztafety?! Mam prawie 25 km. do pokonania i zaczynam sporym podbiegiem! Postaram się jednak, by nie uznali mnie za zbędny „balast”…
Na skróconym bardzo planie wygląda to niewinnie i lekko

Day 1: Vienna-Bratislava             about    92 km
Day 2: Bratislava-Győr                 about 84 km
Day 3: Győr-Tata                           about 64 km
Day 4: Tata-Budakeszi                 about 60 km
Day 5: Budakeszi-Budapest        half marathon
Altogether:                        321 km

Accommodation: full board in dormitory
Costs: accommodation, full board and participation fee paid by LÁSS.
Travel costs: paid by the participants themselves

1.DZIEŃ- czas rano mija b. szybko. Rozpoczęcie na stadionie Ernsta Happela w Wiedniu robi wrażenie. Kilka pamiątkowych fotek i jedziemy na swój check-point, czyli punkt zmiany sztafety. Pogoda super do biegania jest rześko i lekki wietrzyk to nic nie przeszkadza. Na początek naszej zmiany mamy spory podbieg, o dziwo na mapce wyglądał znacznie groźniej! Chwała w tym momencie dla tych, co lubią biegać po górach i górkach. Potem kilometry fajnych widoczków, zadbane wioski, dojazdowe drogi asfaltowe na pola no i uprawy winorośli a w tle zarysy elektrowni wiatrowych. W biegu mijamy z moim asystentem Józkiem „punkt z dopingiem”. Gdzieś na poboczu pola wyrzucono winogronowy moszcz, po wyrobieniu wina. Zapach wina towarzyszy nam spory kawałek, och chciałoby się zatrzymać na dłużej, kiedy za chwilę mijamy kilka lokalnych wytwórni wina, aromaty, aromaty!!! Do punktu naszej zmiany docieramy w dobrym zdrowiu, ale nogi już mam trochę zaklepane. Spólnik rusza na trasę. Jego forma to wielka zagadka, zwł aszcza po maratonie w Poznaniu.
Po dobiegnięciu wszystkich do Bratysławy (meta na stadionie uczelni studenckiej), okazuje się ze lądujemy na 87 pozycji w rywalizacji sztafet. To sporo wyjaśnia. Mamy, co nadrabiać biegiem lub minami!

2 DZIEŃ– pobudka i śniadanie b. wcześnie. Dzisiaj biegniemy z asystentem na ostatniej zmianie, 27,3 km. do wytargania z Gabcikowa (niewielkie miasteczko na Słowacji) do Gyor, to już na terenie Węgier. Czas oczekiwania dłuży się niemiłosiernie. Mamy wrażenie ze „nasi” gdzieś zaginęli. Podziwiamy zawodników indywidualnie pokonujących cały supermaraton, ponad trzysta kilometrów w nogach przez 5 dni! Zabrany z domu termos okazuje się strzałem w 10-kę. Wydaje nam się,                 ze wszyscy już pobiegli. Nasze założenie to dobiec do mety zanim zupełnie się ściemni. Mizerne szanse żeby wyprzedzić jakieś sztafety na naszej zmianie. Po 15 km. mam małe problemy z przewodem pokarmowym. Pojedynczy krzak ratuje sytuacje w odkrytej przestrzeni. Zbieram się b. szybko i powoli wracam do normy. Do mety docieramy o widnemu. Udało się tez wyprzedzić kilka sztafet i „solistów”. Szybka kąpiel na hali przywraca nam świeżość i z ochotą wracamy do naszych. Sztafeta w komplecie i w dobrym samopoczuciu.
Nasza lokata 95- niestety spadliśmy.

3 DZIEŃ– Dzisiaj śniadanie później. Można dłużej odpocząć. Na dzisiaj 17 km. Pierwszą zmianę biegnie Robert Ocelka dobry biegacz. z Węgier. My zaczynamy w miasteczku Bony. Świetna atmosfera i doping młodzieży szkolnej przebranej w różne stroje i udekorowane miejsce startu robią na nas i pozostałych zawodnikach spore wrażenie. Spora grupa rywali to już nasi przyjaciele. Bo pozdrawiamy się miłymi gestami lub słowami. Nie zaszkodzi powiedzieć przed południem po węgiersku jereget a na trasie hojra hojra. Kilometraż powoli czuje się w nogach. Ale co tam, chciało się to się ma! Nasza 17-ka mija bez żadnych przygód. Po nas pobiegną Istvan Jeremtsuk,to niewidomy chłopak, debiutuje na ścieżkach biegowych z Eriką Szalai to już doświadczona biegaczka i świetny asystent dla Istvana! Po nich „krakus’, czyli Spólnik ze Svedem Gaborem. Na hali w Tacie oczekujemy na wszystkich zawodników. Jest sporo czasu na odpoczynek. Poznajemy Janickiego Jarka. To polski zawodnik wygrywa tu już od kilku lat, okazuje się ze tez biegał w tym roku w Zamościu. Pełen podziw i szacun dla „solistów”. Tyle klepania po asfalcie. Dla wielu z nich, to tylko walka z sobą i własnymi słabościami. Na hali napoje, piwo, można skorzystać z masażu…
Dzisiaj poprawiamy się i zajmujemy 85 miejsce.

4 DZIEŃ- „dzień prawdy” Droczyłem się z Gaborem przy ustalaniu, kto biegnie, na której zmianie sztafety. Z rozpiski wiadomo, że pierwsza zmiana ma typowo górski etap, piekielny podbieg „klocki w zęby”, a potem kilka kilometrów stromo z góry do mety. Nazwaliśmy go żartobliwie Mount Blanc. Teoretycznie podaję Gaborowi czas pokonania tej góry ok. 1godz30 minut. W duchu jednak już „paliłem się” do tego wyzwania. I dostaliśmy je. Rano z hotelu wyprowadzka. Po etapie będziemy zakwaterowani w Budapeszcie-nareszcie. Nasze tobołki zostawiamy w autokarze, ruszamy jako pierwsi. Dzisiaj na nikogo nie czekamy, mamy wszystkich z naszej zmiany od startu. Czuję się b. dobrze, ale zachowuję sporą rezerwę trudno przewidzieć, co będzie się działo na trasie. Zaczynamy z Józkiem spokojnie. W miarę przybywania kilometrów i coraz większym podbiegu czuję, że mój asystent ma kiepski dzień. Nie może zatrybić, ja zwalniam on ambitnie dobiega do mnie i tak kilkakrotnie. Wszystkie kolory czerwieni i purpury na jego t warzy a tu stromizna coraz większa. Niech żyje Szklarska i bieganie pod reglami i w górach, chciałoby się zakrzyknąć. W pewnym momencie biorę od asystenta nr. naszej sztafety i ustalamy, że ruszam do przodu a on spokojnie równym swoim tempem do mety. Podbieg robi się coraz bardziej stromy wije się zakrętami – jak droga do Jakuszyc- skąd ja to znam. Słyszę narastający doping i zakładam ze to pewnie szczyt wzniesienia. Nie mylę się, kibice dodają animuszu i ostro zbiegam w dół. Krótko przed metą jeszcze jedna chopka. Dobiegam do punktu zmiany. Gabor jest zaskoczony i „do rosołu”, bo przybiegłem sporo wcześniej niż zakładaliśmy w teorii. Rusza na swoją zmianę z Michałem. Po kilku minutach dociera Józek. Jest już Ok. Cieszymy się bardzo, bo najtrudniejszy etap mamy za sobą. Teraz odpoczynek i trzymanie kciuków za pozostałych z naszej sztafety! Dzisiaj nikt nie ma łatwo. Na mecie w Budakeszi mamy czas. Idziemy pokibicować zawodnikom z ostatniej zmiany. Okazuje się ze końcówka tego etapu jak i spora jego część też są b. trudne. To do pokonania ma Robert Ocelka.. Po tym etapie czuje się, że najgorsze mamy za sobą. Widać to po twarzach wielu zawodników. Jutro to prawie jak etap przyjaźni a rywalizacja dla tych, co jeszcze walczą. w Budapeszcie rozlokowali nas w hotelu. Jest dosyć późno idziemy z Józkiem połazić. Okazuje się, że jesteśmy oddaleni sporo od ciekawych miejsc stolicy i wędrujemy tylko po okolicy.
Po etapie lądujemy na 73 miejscu.

5 DZIEŃ- Półmaraton Budakeszi-Budapeszt. W nocy sporo padało ołowiane niebo wita nas o poranku. Kiepska pogoda na zakończenie rywalizacji. Trudno. Dzisiaj wg założeń biegniemy wszyscy razem, czyli nasza sztafeta węgiersko-polska z asystentami. O nic nie musimy walczyć. Niektórzy z nas są już mocno zmęczeni i nasze tempo biegu dopasujemy do najsłabszego. Wiadomo, że przez to sporo spadniemy,ale nie to jest najważniejsze. Chodzi o podkreślenie, że tworzymy zespół i grupą dotrzemy do mety gdzie zrobimy i tak spore wrażenie. Węgrzy z naszej sztafety udzielają wywiadów dla TV przed startem.
Trasa nie jest łatwa. Do ok. 8 km. podbieg pod gorę a potem sporo w dół i płasko do mety. Po 15 kilometrze uwidacznia się zmęczenie Istvana i każdego z nas w różnym stopniu. Pod jego możliwości przy aplauzie kibiców osiągamy metę. Nasz czas b. kiepski nie ma znaczenia. Wspólnie śpiewamy i cieszymy się z pokonanych trudności i zwycięstwa nawet symbolicznego, jakim jest pokonanie tego supermaratonu.
Ostatecznie lądujemy na 94 miejscu w klasyfikacji generalnej sztafet.
Pamiątkowy medal na piersi, uściski i gratulacje utrzymało się bez deszczu! Organizatorzy zmieniają plan zakończenia i wszystko odbywa się w pobliżu mety.
Potem na krótko wracamy do hotelu, kąpiel, pakowanie i kol. Leśniewski Marek z polski odwozi nas swoim samochodem- też pamięta mnie, bo biegał wielokrotnie w Zamościu -na dworzec Keleti. Dzięki Marek raz jeszcze. W domu odnajduję nas obu na zdjęciu jednego z etapów tegorocznej zamojskiej setki. Czyżby to zrządzenie losu. Krotko z krakusem i Michałem chodzimy po stolicy i o 20-ej ruszamy pociągiem do domu.
Tak kończy się nasz start i przygoda na Supermaratonie 2009!!!
Gratulacje dla wszystkich z naszej sztafety: OCELKA Robert, MAJCHRZAK Michał, , SPÓLNIK Stanisław, JEREMTSUK Istvan-to jego biegowy debiut, GOŁĄBEK Mariusz oraz dla naszych asystentów: Ivana, Gabora, Erici, Andrei i Józka
Są to moje subiektywne wrażenia z tych zawodów. Wiadomo że każdy z uczestników odbierał je indywidualnie..

Zapraszamy do obejrzenia galerii

Ze sportowym pozdrowieniem Mariusz Gołąbek

10-11 października 2009r.
Mistrzostwa Polski w maratonie- Poznań
W tym roku po raz pierwszy Mistrzostwa Polski w maratonie odbyły się jesienią podczas 10 maratonu poznańskiego. Były to wyjątkowo rekordowe zawody pod każdym względem. Do Poznania przyjechało 4614 zawodników (w tym 4230 biegaczy) z 21 państw. Na mecie zameldowało się 4014 biegaczy, 339 rolkarzy i 16 wózkarzy. Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących CROSS reprezentowało 21 zawodników i 4 przewodników z 7 klubów.
Informacja o naszych mistrzostwach oraz regulamin był dostępny na oficjalnej stronie maratonu poznańskiego. Nasi zawodnicy w dniu 10 października zostali zakwaterowani w hotelu orbisowskim „Polonez” w pokojach 2 – osobowych z pełnym węzłem sanitarnym. Każdy zawodnik otrzymał od koordynatora numer startowy, pamiątkową koszulkę i upominki od organizatorów. Wieczorem po kolacji odbyła się narada techniczna dotycząca zasad udziału w imprezach centralnych.
Wieczorem wszyscy prawie śledzili prognozę pogody. Na niedzielę synoptycy zapowiadali bardzo duże opady deszczu.
Niedzielny poranek przywitał nas sporym zachmurzeniem ale bez opadów. O 7 rano cała grupa zeszła na bardzo smaczne śniadanie specjalnie przygotowane dla biegaczy. Przygotowani do startu z numerami na piersiach cała grupa opuściła hotel by udać się na start, który znajdował się w okolicy jeziora Malta. Na strat trudno było nie trafić bo na każdej ulicy Poznania widać było biegaczy w charakterystycznych strojach. Po oddaniu rzeczy do szatni i dotarciu na linię startu wszyscy zawodnicy przystąpili do ogólnej rozgrzewki jaką zaproponowali organizatorzy. Dzięki uprzejmości naszych kolegów z Poznania mieliśmy zapewniony rower dla przewodniczki Grześka Powałki. Prezydent Poznania powitał w stroju biegowym wszystkich uczestników oznajmiając, że Poznań pobił rekord frekwencji i wszyscy startują w największym maratonie w Polsce. Po uroczystym starcie sam dołączył do grona biegaczy.
Na trasie, która biegła głównymi ulicami miasta zgromadziła się bardzo liczna widownia oraz dość duża liczba zespołów muzycznych. Wszyscy bardzo głośno dopingowali zawodników.
Meta maratonu znajdowała się nad samym jeziorem Malta. Podczas trwania zawodów kilkakrotnie były podawane informacje, że wśród biegaczy są osoby z dysfunkcją wzroku, które walczą o mistrzowskie tytuły. Po przekroczeniu mety każdy zawodnik otrzymał smsem swój wynik.
W tym roku po raz pierwszy na maratonie pokazała się młodzież w obu kategoriach detronizując poprzednich mistrzów.

W kat. B1
 
Zbigniew Świerczyński z Warszawy 4.09,10 - 2 miejsce
Ryszard Sawa z Warszawy 4.29,01 - 3 miejsce

W kat. B2

Mariusz Gołąbek z Gdańska 3.14,27 2 miejsce
Krzysztof Badowski z Bydgoszczy 3.20,15 3 miejsce.

Organizatorzy umożliwili nam dekorację naszych biegaczy na głównej scenie.
Po raz pierwszy od 9 lat Sławek Jeżowski zamienił najwyższe miejsce na podium na miejsce przy podium i to właśnie on wręczał puchary zawodnikom w kat. B1 i B2.
Pozostali uczestniczy mistrzostw otrzymali pamiątkowe szklane wygrawerowane medale.
Po obiedzie wszyscy zawodnicy rozjechali się do swoich miast. Gratulacje należą się wszystkim zawodnikom oraz ich przewodnikom.


Zapraszamy do obejrzenia galerii

Teresa Picheta

02-03 października 2009r.
14 Bieg Niepodległości – 10 km Skwilno
2 października zawodnicy Cross zostali zakwaterowani w zajeździe Kasztelan, by rano wziąć udział w 14 Biegu Niepodległości.
Na starcie o 12:30 przy Zespole Szkół w Skrwilnie stanęło 142 zawodników, którzy postanowili przebiec tego dnia 10 km . Organizatorzy po raz pierwszy utworzyli kategorię dla zawodników niewidomych i słabowidzących. Trasa była płaska i malownicza.
Każdy z zawodników otrzymał dyplom i pamiątkową koszulkę.
Oto wyniki naszych zawodników

Chmurzyński Tomasz 0.36,25
Miech Wiesław 0.47,35
Sawa Ryszard 0.49,57
Powałka Grzegorz 0.51,31
Dąbrowski Maciej 1.20,33
Karaś Olga 1.20,34


Zapraszamy do obejrzenia galerii

Teresa Picheta

20 października 2009r.
"Ramię w ramię”



27-30 sierpnia 2009r.
Po „zamojskiej setce”
Czteroetapowy Bieg Pokoju Pamięci Dzieci Zamojszczyzny

Ostatnia środa sierpnia to czas, kiedy cała czołówka polskich zawodników niepełnosprawnych i tych najbardziej wytrwałych, zahartowanych w bieganiu podąża na wschód do coraz piękniejszego Zamościa by po raz kolejny złożyć hołd Dzieciom Zamojszczyzny i przebiec 100 km w cztery dni.
Jest to impreza biegowa, która nie musi się reklamować. Reklamą są sami zawodnicy, którzy co rok zabierają nowych biegaczy, by i oni przeżyli przygodę swojego życia.
W czwartkowy poranek rejestracja, obiadek i słynny gwizdek ogłaszający zbiórkę wszystkich zawodników. Ogromna radość, bo znów sędzią głównym jest Pan Lucjan Ksykiewicz. Wielu biegaczy i nie tylko przyjechało do Zamościa również na spotkanie z Panem Lucjanem mimo, że zapowiadał zakończenie pracy sędziowskiej przy biegu. Jak co roku wszystkich uczestników przywitał dyrektor biegu Pan Tadeusz Lizut.
Tradycyjnie wszyscy zawodnicy zgromadzili się przed pomnikiem pomordowanych Dzieci Zamojszczyzny. Oficjalne powitanie przez Prezydenta Miasta Pana Marcina Zamoyskiego, Juliana Grudnia i Janusza Kawałko (pomysłodawcy biegu). Po złożeniu kwiatów wszyscy byli już myślami na zamojskiej starówce.
Na linii startu stanęło 15 wózkarzy, 8 zawodników słabowidzących i 2 niewidomych ze swoimi dzielnymi przewodniczkami jadącymi na rowerach, 9 rolkarzy i 101 biegaczy.
Trasa pierwszego etapu liczyła 35 km. Potworny upał, duchota i limit 4 godzin z którymi zawodnicy dodatkowo walczyli. Na szczęście na trasie są punkty odżywiania, ale i mieszkańcy wiosek podają wodę i owoce oraz biją brawa i zachęcają do dalszej walki. Tylko nielicznym zawodnikom udało się przybiec w momencie oberwania chmury w Zwierzyńcu. Do takich „szczęśliwców” należeli nasi zawodnicy którzy przybiegli na metę w następującej kolejności: Tomek Chmurzyński, Mariusz Gołąbek i po pasjonującym finiszu Krzysiek Badowski który o kilka sekund wyprzedził Sławka Jeżowskiego. W tym roku nie było dzieci, które wbiegały z zawodnikami na metę a zwierzyniecka kapela grała wyjątkowo opieszale. Rekord trasy pobił wózkarz Arek Skrzypiński, który ten bieg traktował jako trening przed nadchodzącymi mistrzostwami świata. Po raz pierwszy od kilku lat zwycięstwo etapowe przypadło naszemu rodakowi Jarkowi Janickiemu.
W Zamościu na wszystkich czekał gorący obiad i chłodny prysznic. Wieczorem kto miał siły poszedł na zamojską starówkę posłuchać koncertów jazzowych.
W piątkowy poranek ustalenie taktyki na kolejny 20- km etap, odpowiedni dobór odżywek i sprawdzanie prognozy pogody. Niestety znów upał. Przed II etapem w Zwierzyńcu ponownie delegacje złożyły wiązanki kwiatów pod obeliskiem pamięci upamiętniającym męczeńskie losy najsłabszych, niewinnych ofiar II wojny światowej – dzieci i przyszedł czas na start. Jak zwykle pierwsi wystartowali i na mecie w Krasnobrodzie byli wózkarze i rolkarze a później biegacze. Tym razem na linii mety przepięknie grała kapela „Wojtowianie”, odbywały się tradycyjne tańce na asfalcie a dyrektor i sędzia główny gratulowali wszystkim zawodnikom. Zawodnicy z Crossu przybiegli w tej samej kolejności. Wszyscy czekali na super finisz Januarego Stawiarza. Kiedy January szedł zmęczony i zobaczył w oddali metę włączał dopalacze i wielkimi krokami wbiegał na metę w asyście policji jadącej na sygnałach. Taki rytuał mieliśmy prawie na każdym etapie. Dekoracje najlepszych zawodników i tradycyjnie ogromny tort dla najstarszego biegacza 73 letniego Jana Morawca.
W sobotę rano organizatorzy zafundowali nam zwiedzanie Zamościa, pięknie odnowiony duży Rynek z najstarszą apteką w Polsce, mury okalające miasto, to właśnie tu znajduje się najstarsze ZOO w kraju. Potem szybki obiadek, znajomy gwizdek i szybciutkie zejście do autobusu, bo kto nie zdąży to tylko może liczyć na taxi. W Krasnobrodzie wita nas orkiestra dęta i znów wiązanki pod kolejnym pomnikiem i chwila zadumy.
Zawodnicy mają już w nogach 50 km a tu najcięższy etap - 30 km z licznymi i zróżnicowanymi podbiegami. Kto mocniejszy w górach ten idzie jak burza do przodu. Na trasie znów skwar i spiekota. Czołowa wózkarka Monika Pudlis znów ma przygodę z zamkniętym szlabanem kolejowym. Meta w Zamościu i czekający na zawodników kibice licznie zgromadzeni na rynku. Po przebiegnięciu mety tradycyjny kufelek piwa, dekoracje najlepszych i szybki powrót do hotelu, bo trzeba zregenerować siły na biegową biesiadę na którą zaprosili wszystkich organizatorzy biegu. „Składaczki” i „nietoperze” jak czule nazywają zawodników niepełnosprawnych oraz pozostali zawodnicy i pracownicy OSIRu bawili się super.
Po północy miła i sympatyczna atmosfera powoli dobiega końca bo rano msza św. i o 10;00 start do IV etapu, po ulicach Zamościa. 15 km dystans krótki w porównaniu do przebiegniętych 85 km, ale za to bardzo szybki i z długimi podbiegami.  I Znów rywalizacja jak na każdym etapie Tomka Chmurzyńskiego z Mariuszem Gołabkiem o dwa pierwsze miejsca. Pięknym 150 m sprintem bieg kończą Krzysiek Badowski i Sławek Jeżowski. Sławek niestety znów o ułamki sekund przegrywa miejsce na podium. Wiesiek Miech walczył o utrzymanie swego 5 miejsca z Edmundem Wałegą. Rysiek Sawa pokonuje Grześka Powałkę A nasz Piotr Jankowski zamyka stawkę w naszej kategorii.   Każdy otrzymuje pamiątkowy medal i już wie, że kolejną setkę ma w nogach. Oprócz medalu każdy otrzymał książkę - 3 część historii biegu zatytułowaną Moi Przyjaciele.
Po raz pierwszy od wielu lat bieg wygrał Polak Jarosław Janicki pokonując zawodników z Ukrainy. Wśród wózkarzy i niewidomych i niedowidzących kolejność na każdym etapie była taka sama.
1 miejsce - Tomek Chmurzyński,
2 miejsce - Mariusz Gołąbek,
3 miejsce - Krzysiek Badowski
4 miejsce – Sławek Jeżowski
5 miejsce – Wiesiek Miech
7 miejsce – Edmund Wałęga
8 miejsce – Rysiek Sawa z przewodnikiem Krysią Oleszczuk
9 miejsce – Grzesiek Powałka z przewodnikiem Danutą Kosoń
10 miejsce – Piotr Jankowski.
Szczególne gratulacje należą się zawodnikom niewidomym Grześkowi Powałce i Ryśkowi Sawie za trud pokonania tych 100 km w takim upale i skwarze. Dzielnie pomagały im ich przewodnicznki Danusia Kossoń i Krysia Oleszczuk.
Gratulacje też należą się Piotrowi Jankowskiemu, który zmieścił się w limicie czasowym I etapu. Pozostali nasi zawodnicy pobiegli na poziomie swoich możliwości. Każdy kto ukończył ten bieg był zwycięzcą, pokonał skwar, kurz, czasem deszcz a przede wszystkim własne słabości i każdy ukończył tą setkę pokazał że jest biegaczem z charakterem i należy mu się za to chwała.
Na uroczystym podsumowaniu biegu rozdano zwycięzcom nagrody pieniężne. Organizatorzy nie zapomnieli również o pozostałych zawodnikach i każdy wyjechał z nagrodą rzeczową. Pan Lucjan podziękował za sportową rywalizację a następnie wręczył koło 10 własnoręcznie zrobionych przez siebie albumach o życiu naszego papieża Jana Pawła II. Jeden z takich albumów również i my otrzymaliśmy.
Zawodnicy również wystawili organizatorom „5+” za wspaniałą organizację biegu.
Po 4 wspólnych dniach żal było odjeżdżać, ale już dziś jesteśmy wszyscy umówieni na następny rok.


Zapraszamy do obejrzenia galerii

Teresa Picheta

Międzynarodowy półmaraton z okazji 89 rocznicy Bitwy Warszawskiej

XVIII Bieg uliczny – Cud Nad Wisłą

Tradycyjnie 15 sierpnia zawodnicy z Warszawskiego Klubu Kultury Fizycznej Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących wczesnym rankiem zameldowali się na dworcu wileńskim by pojechać do miejscowości Radzymin na start półmaratonu z okazji 89 rocznicy Bitwy Warszawskiej. Pobraliśmy numery startowe i był czas na spotkania ze znajomymi zawodnikami z terenu całego kraju. Na stracie zameldowało się 587 zawodników a z naszego Klubu wystartowało w kat. B1- 3 zawodników z przewodnikami i 5 zawodników w kat. B-2.

Trasa : Radzymin, (ul. plac Tadeusza Kościuszki w Radzyminie, ul. Wołomińska) – Ciemne – Czarna – Wołomin, (ul. Geodetów, przejazd kolejowy, ul. Niepodległości) – Stare Lipiny – Majdan – Leśniakowizna – Ossów Pierwsi na trasę wyruszyli wózkarze a potem wszyscy biegacze. 

Z naszych zawodników jako pierwszy na metę przybiegł Zbyszek Świeczyński z przewodnikiem uzyskując czas 1.37.20.

Sławomir Jeżowski 1.41.08.
Stanisław Spólnik 1.45..24.
Wiesław Miech 1.45.30.
Stanisław Seniuk 1.45.56.
Ryszard Sawa 1.50.54.
Feliks Platowski j.w.
Tomasz Lesik 1.53.40.
Grzegorz Wawro 1.54.06.
Piotr Szymczak 1.55.48.
Edmund Wałęga 1.58.58.
Grzegorz Powałka 1.59.23.
Piotr Jankowski 2.16.14.

„UPALNY” XXX BIEG  W DRAWSKIM MŁYNIE

                 02  Sierpień 2009r.

      W upalne przedpołudnie 2 sierpnia,  na trasę 30-go jubileuszowego biegu im. Józefa Nojego  wyruszyło 191 zawodników. Wśród nich była też pięcioosobowa reprezentacja naszego stowarzyszenia „CROSS” P. Jankowski, W. Miech, Z. Świerczyński, R. Sawa, G. Powałka.                       

Bieg ten ma na celu upamiętnienie wybitnego polskiego biegacza uczestnika olimpiady w Berlinie w 1936r. który zginął w obozie w Oświęcimiu, oraz propagowanie kult. Fizycznej i zdrowego stylu życia.  Przed rozpoczęciem biegu złożono kwiaty pod obeliskiem bohatera, wypuszczono gołębie i odegrano hymn państwowy. Warto podkreślić że w naszej grupie pobiegł Miech Wiesław – paraolimpijczyk i medalista  maratonu w Seulu..

                      Trasa biegu płaska z niewielkimi odbiegami,  malowniczo wiła się od Drawskiego Młyna do Wielunia. Grupy kibiców na trasie , zapach koszonych akurat zbóż, oraz bardzo ważne punkty z wodą do picia i 2 prysznice na trasie /zawodnicy chętnie z nich korzystali/  chociaż trochę niwelowały trud 25 - cio kilometrowej trasy. Meta biegu znajdowała się na stadionie im. J. Nojego w Wieluniu. Tam też odbyło się wręczenie nagród dla zwycięzców . Tu prym wiedli zawodnicy z Ukrainy, których można spotkać na wielu imprezach biegowych w Polsce.

Nasi zawodnicy traktowali ten start jako etap przygotowań do drugiej części sezonu biegowego. Kilku z nich to prekursorzy biegania ulicznego wśród wzrokowców. R. Sawa ., P. Jankowski i W. Miech- to atletci z wielkim sercem i charakterem do biegania. Podobnie Z. Świerczyński mimo krótkiego stażu biegowego /tytan lub tytanik pracy/ z  ciekawym sposobem przygotowań o którym napiszę przy najbliższej okazji.

          Gratulacje dla wszystkich „naszych” za sportowy charakter i udział w tym jubileuszowym biegu.                               

                                                                 Ze sportowym pozdrowieniem   „mario’

„ Dycha w Klimontowie” 11 lipiec 2009 

MISTRZOSTWA POLSKI NIEWIDOMYCH/SŁABOWIDZĄCYCH  ULICZNE

         Tydzień po Ciechanowie, stawiamy się do biegu w mistrzostwach Polski „Cross” na dystansie 10 kilometrów w Klimontowie. To niewielka gminna wieś ok. 20 km. od Sandomierza. Jest tutaj kilka zabytków m. in. Kościoły z 16 i 17 wieku, barokowa kolegiata z17 w. obecnie kościół oraz klasztor z lat 1620-1623. Nie mamy jednak czasu na zwiedzanie, chociaż… ale o tym poniżej. Pogoda zmienna duszno, parno, chwilami lekkie chmurki i wietrzyk, wielki znak zapytania jak będzie podczas biegu? Organizatorzy elegancko rozpisali ten bieg w regulaminie i wynika z niego że dla wzrokowców mamy do wyboru 10 km. lub półmaraton . Upewniwszy się że tak jest, zapisujemy się do biegu. Rywalizacja wśród naszych jak ostatnio ostra, nikt nie odpuszcza. Poniżej wyniki grupy B1 i B2 w Mistrzostwach Polski „Cross”- można krótko podsumować kopia z Ciechanowa. Widać że przez tydzień nikt nie stracił zdrowia i „formy”. Gratulacje dla Łukasza Wieteckiego za zwycięstwo w open na 10-tkę i Tomka Chmurzyńskiego 4-ty w open /półmaraton. Nasze wyniki i lokaty to kopia z 4 lipca z Ciechanowa.

   w grupie niewidomych B1                           w grupie niedowidzących B2

1. Świerczyński Zbigniew C. W-wa                1. Wietecki Łukasz  C. Poznań

2. Sawa Ryszard                C. W-wa                2. Chmurzyński Tomasz C. Bydgoszcz

3. Powałka Grzegorz         C. W-wa                3. Gołąbek Mariusz   C. Gdańsk

                                                                               4. Badowski Krzysztof  C. Bydgoszcz

                                                                               5. Wawro Grzegorz  C. Kraków

   Po biegu ,bardzo długo czekamy na wyniki. Gdybyśmy to wiedzieli, to na pewno poszlibyśmy pozwiedzać wymienione powyżej zabytki. Nie dość tego, okazuje się że nasza kategoria zostaje pominięta. Niewypał organizatora (Polski Komitet Paraolimpijski) jest tym większy że bieg nosi nazwę integracyjnego. Cóż bywa i tak!        W biegach wystartowało  129 zawodników. Liczebnie znowu jest nas najwięcej! Gratulacje dla wszystkich zawodników i przewodników za wytrwałość w półmaratonie i siłę spokoju podczas i po dekoracji.

                                                            Ze sportowym pozdrowieniem „mario’    

  „CIECHANOWSKA 15 – STKA” -  4 Lipiec 2009

MISTRZOSTWA POLSKI  NIEWIDOMYCH I SŁABOWIDZACYCH 

               Po raz piąty „Crossowi” biegacze rywalizowali w Mistrzostwach Polski wzrokowców w Ciechanowie. Trasa niezmienna od kilku lat. Trudna do przewidzenia pogoda. Chwilami b. słonecznie, duszno, parno. Tuż przed startem chmurzy się i wieje lekki wiatr. Ulga , jak się póżniej okazało trwała godzinę z haczykiem, potem sauna czyli słońce i brak wiatru.. W biegu tym sklasyfikowano 153 osoby.

            Okazuje się, że jesteśmy najliczniej reprezentowanym klubem w tym biegu (razem z przewodnikami 18 osób ). Jest grupa nowych zawodników niedowidzących: Wietecki Łukasz-zawodnik 25letni z szerokiej kadry na paraolimpiadę w Pekinie 2008, Lesik Jan, Lesik Tomasz, Seniuk Stanisław, Grabiński marcin,  Majchrzak Michał, Wawro Grzegorz.. Tak jak  można było przypuszczać, rywalizacja w grupie niedowidzących rozegrała się głownie pomiędzy Wieteckim a Chmurzyńskim(czterokrotny uczestnik igrzysk paraolimpijskich,. Tym razem wygrała młodość. Wietecki wbiega na metę z czasem 54:02, Chmurzyński finiszuje z wynikiem 57:49 trzecie miejsce w B2 Gołąbek   1:01:00

W grupie B1 od kilku lat niezmiennie dominuje Świerczyński jego czas to 1:16:25, drugi niezłomny i nigdy nie poddający się Sawa 1:22:22 trzeci Powałka 1:25:31. Ta trójka od kilku lat niezmiennie rywalizuje w grupie B1 niewidomi. Z tej szerokiej frekwencji można wysnuć wniosek ze idzie zmiana pokoleń , starzy odchodzą w cień, ich czasy Miech -1:16:25, Spólnik- 1:15:46, Jankowski 1:34:05, gołąbek 1:01:00 a młodzi atakują Badowski – 1:04:25, Majchrzak – 1:11:30, Wawro- 1:06:35.oraz Kiku z”klanu” Lesików i oby starczyło im sil i determinacji przez wiele lat jak starszym.  

Końcowa klasyfikacja to:

 w grupie niewidomych B1                           w grupie niedowidzących B2

1. Świerczyński Zbigniew C. W-wa                1. Wietecki Łukasz  C. Poznań

2. Sawa Ryszard                C. W-wa                 2. Chmurzyński Tomasz C. Bydgoszcz

3. Powałka Grzegorz         C. W-wa                3. Gołąbek Mariusz   C. Gdańsk

                                                                               4. Badowski Krzysztof  C. Bydgoszcz

                                                                               5. Wawro Grzegorz  C. Kraków

Gratulacje dla wszystkich naszych zawodników, za rywalizacje w tych zawodach. 

Podziękowania dla wszystkich przewodników, za pomoc zawodnikom podczas biegu.                      

                                                                        Ze sportowym pozdrowieniem – „mario”

 21 czerwca 2009 r.
I Legionowska dycha
Na pierwszy bieg na dystansie 10 km zorganizowany w Legionowie zaprosił nas do siebie Piotr Jankowski. Bieg został zorganizowany dla uczczenia 90 rocznicy nadania nazwy Legionowo. Punktualnie o godz. 12 huk armatki wojskowej ogłosił sygnał do startu. Na trasę wyruszyło 410 zawodników. Biegacze mieli do pokonania dwie pętle po 5km. Na pierwszej każdy był zajęty biegiem a na drugiej zawodnicy mogli podziwiać piękne ulice legionowa. Start i meta znajdowała się przy nowo wybudowanym ratuszu. Pogoda dopisała i po raz pierwszy od dłuższego czasu nie padał deszcz.
Nasi zawodnicy uzyskali następujące czasy:
Jeżowski Sławomir 0.45,17
Miech Wiesław 0.48,11
Powałka Grzegorz 0.54,13 (przewodnik Danusia Kosoń)
Jankowski Piotr 0.57,01
Dąbrowski Maciej 1.25,58
Karaś Olga 1.25,58
Zawodnicy zostali uhonorowani nagrodami rzeczowymi a Sławek Jeżowski za zwycięstwo otrzymał również puchar. Natomiast Piotr Jankowski jako mieszkaniec Legionowa otrzymał pamiątkową nagrodę. Na szczególne uznanie zasługuje Maciej Dąbrowski, którego sędziowie skierowali za wcześnie na linię mety a on wrócił by z Olą Karaś przebiec pozostałe 5km. Dla Maćka był to sprawdzian przed biegiem w Nowym Jorku.


Zapraszamy do obejrzenia galerii

Teresa Picheta

czerwiec 2009 r.
Maciej Dąbrowski w Nowym Jorku – czerwiec 2009r.
25 Czerwca 2009 r. poleciałem do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej na Bieg Szansy w Centralnym Parku w Nowym Jorku. Z lotniska odebrał mnie Kolega Krzysztof Armatys i zaprosił do domu na obiad. Po południu pojechałem do hotelu gdzie mieszkałem. Następnego dnia poznałem Panią Halinę Koralewską która mi pokazywała Nowy Jork i nie myślałem, że wszystko jest takie duże a za razem piękne. 28 czerwca wstałem bardzo wcześnie o 3:30 rano żeby zdążyć na bieg który się rozpoczął o 4:00 rano bo później byśmy się ugotowali na słońcu. Ten dystans przebiegłem w czasie jedna godzina i osiemnaście minut. Jestem bardzo zadowolony z takiego wyniku. Po zakończeniu imprezy pojechałem odwiedzić swoja rodzinę która mieszka New Jersey. Co dziennie po południu były wycieczki po Stanach. Tam zobaczyłem Statuę Wolności, byłem także na safari. Tam jeździliśmy samochodem i oglądaliśmy zwierzęta na żywo i z bliska. Pływałem też w oceanie i nie myślałem, że woda tam jest tak mocno słona i niesmaczna. Również siedziałem na Harleyu co było moim marzeniem. Także oglądałem piękne limuzyny oraz byłem w amerykańskiej Częstochowie i widziałem rzeźbę Karola Wojtyły w czasów kiedy jeszcze nie został papieżem. Również byłem w oceanarium i oglądałem piękne ryby i delfiny. Jestem bardzo zadowolony z wycieczki do Stanów Zjednoczonych i mam nadzieje, ze jeszcze raz tam polecę.


Zapraszamy do obejrzenia galerii

Maciej Dąbrowski

09-10 maja 2009 r.
Mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w półmaratonie Ostrołęka 9-10 maja 2009r.
Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących Cross podczas XV Międzynarodowego Półmaratonu Kurpiowskiego zorganizowało Mistrzostwa Polski dla osób niewidomych i słabowidzących.
Biegacze 9 maja zostali zakwaterowani w hotelu MOSIRu w Ostrołęce w pokojach 2, 3 – osobowych z pełnym węzłem sanitarnym. Na niedzielnym śniadaniu koordynator biegu Wiesław Miech poinformował wszystkich zawodników o negocjacjach z organizatorem biegu o możliwość zwolnienia naszych zawodników z wpłaty wpisowego. Dzięki jego staraniom wpisowe zostało zmniejszone o 50%. Zawodnicy byli zdziwieni, że biorąc udział w imprezie o randze mistrzowskiej muszą z własnej kieszeni pokrywać wpisowe. Przedstawiciele MOSIR Ostrołęka dzięki swojej uprzejmości pozostawili do dyspozycji rower dla przewodnika Grzesia Powałki.
W Mistrzostwach udział wzięła rekordowa liczba zawodników. 10 maja 17 zawodników i 5 przewodników z pięciu klubów pobrało numery startowe i o godz. 11 wszyscy wystartowali na trasę liczącą 21,097 km. Trasa półmaratonu przebiegała ulicami miasta. Na linii startu i mety zgromadziła się liczna widownia by dopingować 168 zawodników. Pogoda w tym roku dopisała a słoneczko nie świeciło zbyt mocno ale wiał dość mocny zimny wiatr i pewnie, dlatego nikomu nie udało się poprawić rekordu trasy.
Organizatorzy i w tym roku ufundowali nagrody pieniężne dla pierwszych trzech zawodników w kat. B1 i B2. Tak więc rywalizacja stała się bardzo ciekawa, ponieważ w kat. B2 o główną nagrodę rywalizowało 2 paraolimpijczyków z Pekinu – Tomek Chmurzyński i Barysionak Ihar z Białorusi. Rywalizacja była zacięta ale Tomek nie pozwolił sobie odebrać zwycięstwa.
Mistrzami Polski zostali:

Kat. B2
I Miejsce Tomasz Chmurzyński 1.20,57 Bydgoszcz
II miejsce Mariusz Gołąbek 1.29,05 Gdańsk
III miejsce Krzysztof Badowski 1.32,54 Bydgoszcz


Kat. B1
I miejsce Zbigniew Świerczyński 1.38,45 Warszawa
II miejsce Grzegorz Powała 2.01,15 Warszawa
III miejsce Ryszard Sawa 2.05,43 Warszawa

Tym razem starsi koledzy nie dali się wyprzedzić „deptającej po piętach” naszej biegowej młodzieży.
Po ukończonym biegu 3 pierwszych zawodników w Kat. B1 i B2 zostało uhonorowanych nagrodami przez organizatorów. Dzięki dyrektorowi MOSIRU po dekoracji przy udziale licznie zgromadzonej publiczności wręczono naszym zawodnikom puchary za zdobycie tytułów Mistrza i Vice Mistrzów Polski w kat. B1 i B2.
Po powrocie do hotelu na wszystkich czekał gorący obiad. Zawodnicy wymieniali poglądy i wrażenia z trasy półmaratonu. Wszyscy uznali, że Mistrzostwa były udane a rywalizacja między zawodnikami była fair play.


Zapraszamy do obejrzenia galerii

Teresa Picheta

Maraton w Wiedniu

 17 kwietnia 2009r. sześciu zawodników ze Stowarzyszenia Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących Cross wyruszyło pociągiem z Warszawy do Wiednia  by wziąć udział w 26 maratonie.

Podróż minęła dość szybko co było w jakiejś mierze zasługą PKP, bo wagony były klimatyzowane a obiad w Warsie był smaczny i bardzo elegancko podany.

Dzięki naszemu koordynatorowi Wieśkowi Miechowi na dworcu czekał na zawodników „nasz człowiek w Wiedniu – Filip”, który zawiózł wszystkich do hotelu, pomógł w formalnościach meldunkowych i udzielił cennych wskazówek na temat poruszania się po Wiedniu.

Zamieszkaliśmy w hotelu 3 gwiazdkowym „DUNAJ”. Hotel położony był w pobliżu starej odnogi Dunaju i w pobliżu linii startu. Pokoje były przestronne z pełnym węzłem sanitarnym. Hotel pod każdym względem dostosowany do potrzeb osób niewidomych i poruszających się na wózkach.

W sobotni poranek o godz. 7 zawodnicy udali się na krótki trening. Wzdłuż brzegu Starego Dunaju była świetna ścieżka rowerowa i alejka do spacerowania i biegania. Na samym początku koledzy zafundowali sobie trening na dwóch energometrach ustawionych przy ścieżce spacerowej. Oprócz naszych zawodników o tak wczesnej porze sporo osób już biegało a nawet do treningu przystąpili zawodnicy z miejscowego klubu wioślarskiego. Po 6 km wszyscy byli zadowolenie z porannego joggingu.

Śniadanie w hotelu było w formie szwedzkiego stołu. Urozmaicenie potraw było ogromne, danie na ciepło, kilka gatunków wędlin, serów, past, ciast, owoców i warzyw więc  każdy mógł znaleźć coś dla siebie.  

Tuż po godz. 9 pojechaliśmy po numery startowe. Expo było w tym roku przeniesione do innej hali więc trochę się nachodziliśmy. Odbiór numerów nie sprawił nam większych problemów. Każdy mógł zrobić sobie zakupy i obejrzeć nowinki jakie pojawiają się w sporcie biegowym.

Expo znajdowało się w pobliżu stadionu narodowego więc wszyscy udali się zobaczyć z bliska ten piękny obiekt.

Koło godziny 14 część grupy wróciła do hotelu a część poszła zwiedzać miasto. Dostanie się do centrum miasta okazało się bardzo proste. Świetnie oznakowane stacje metra, windy na każdej stacji i informacja dla niewidomych. Zwiedzanie zaczęliśmy od palcu Szczepana na którym zlokalizowana jest katedra. Katedra jest zaznaczona na wszystkich folderach i mapach wiec poruszanie się po Wiedniu nie było trudne. W tym mieście mieszka bardzo wielu Polaków, więc słysząc nasz narodowy język można było o wszystko popytać naszych rodaków. Po powrocie do hotelu i krótkim odpoczynku  grupa udała się nad Stary Dunaj na kolację. Tam Niestety nie można było się objadać bo rano start w maratonie. W sobotni wieczór zrobiło się dość wietrznie i zmuszeni byliśmy usiąść w zasłoniętej część restauracji. Liczyliśmy po cichu, że temperatura nieco spadnie i będzie się lepiej biegało.

W niedzielę skromne śniadanko i wszyscy udaliśmy się na start by wziąć udział w 26 maratonie wiedeńskim. Start był zlokalizowany w pobliżu siedziby ONZ oraz naszego hotelu.  W tym dniu jednocześnie odbywał się maraton czyli 42,195 km, półmaraton, ćwierć maraton i bieg Coca-Coli na 1 km. Z Polski we wszystkich biegach wystartowało 186 osób a w samym maratonie  100 biegaczy. Przed startem ostatnie odżywki i pamiątkowe zdjęcia i czas zacząć trzeba było rozgrzewkę. Samochody na rzeczy były dobrze oznakowane więc wszyscy się umówiliśmy, że po maratonie przy naszym samochodzie  czekamy na ostatniego zawodnika i razem wracamy do hotelu. Przed samym startem rozległy się dźwięki słynnego walca Nad Starym Modrym Dunajem i spiker ogłosił pełną gotowość dla zawodników. Zawodnicy startowali po kolei. Na trasę jako ostatni ruszyli maratończycy. Na początek podbieg na most pod którym płynął Dunaj. Widok przepiękny.   Trasa maratonu i pozostałych biegów prowadziła głównymi ulicami Wiednia. Zawodnicy mogli zobaczyć największe zabytki Wiednia. Maratończycy przebiegali przy najstarszym w Europie wesołym miasteczku a od połowy maratonu biegli po parku przy stadionie i Expo. Zawodnicy, którzy byli na 28 kilometrze ze smutkiem w oczach i mała zazdrością patrzyli na równoległą ścieżkę, bo tam zawodnicy mieli już za sobą 38 km, ale kiedy tam właśnie się znaleźli współczuli tym zawodnikom z 28 km. Słonko nie szczędziło swych promieni i każdy kto ukończył maraton był pięknie opalony. Meta maratonu znajdowała się na starym mieście. Biegacze przebiegając  przez Łuk Tryumfalny mieli do pokonania po specjalnej niebieskiej nawierzchni jeszcze ok. 200 metrów by przekroczyć linię mety. Na mecie były robione zdjęcia i pomiar czasu każdego zawodnika. Nie każdy walczył z czasem i byli tacy zawodnicy, którzy przed trybunami robili pompki, akrobacje i kilka jeszcze wymyślnych figur. Niektórzy zawodnicy byli poprzebierani w barwne stroje. Nasi zawodnicy też byli zadowoleni z ukończenia maratonu i na metę wbiegali bijąc sobie brawo, lotem samolotu lub po prostu z uśmiechem na twarzy, że to już koniec i że znów udało się pokonać swe słabości.

Nasi zawodnicy pobiegli na poziomie czasów z początku sezonu biegowego. Każdy zawodnik otrzymał piękny zielony medal z datą i nazwą zawodów. Każdy medal był przyozdobiony 3 cyrkoniami. Ogółem we wszystkich biegach wystartowało 29054 osób a w maratonie 6338 zawodników z 66 krajów.

Z naszych zawodników najlepszy czas uzyskał Sławek Jeżowski, PiotrSzymczak, Wiesław Miech, Edmund Wałega i  Piotr Jankowski.

Po powrocie do hotelu zasłużona kąpiel i odpoczynek. Po 18 cała szóstka maratończyków wybiera się na zasłużoną kolację. Wieczór był piękny i w naszej restauracji prawie wszystkie miejsca zajęte. Udało się znaleźć miejsce na molo. Po kolacji krótki  spacer, by mięśnie nie zastygły. Wieczorem ostatnie spotkania i omówienie wrażeń biegowych  pakowanie, bo rano powrót do kraju.

W poniedziałek zaskoczyła nas pogoda. Była iście biegowa. Chłodno i wiał lekki wiaterek. Po śniadaniu ostatnie zakupy i przejazd metrem na dworzec. Po drodze widać było jak wiedeńczycy dbają o porządek i czystość swojego miasta. Na trawnikach wśród kolorowych kwiatów tabliczki z widokiem psiaka i informacja dla właścicieli zwierzaków, że należy po swych pupilach sprzątać bo kara jest wysoka i wynosi 36 euro. Widać skutkuje, bo po maratonie zawodnicy oblegali trawniki i nikomu nie przydarzyła się niemiła historia.

Atmosfera w grupie była bardzo fajna. Po raz pierwszy uczestniczył w wyjeździe nasz nowy kolega Piotr Szymczak  z Łodzi. Jako młody zawodnik uważnie słuchał cennych rad starszych kolegów dotyczących różnych form treningów i rozkładu sił na różnych etapach biegu. Reasumując wyjazd na maraton do Wiednia był bardzo udany.


Zapraszamy do obejrzenia galerii

29 marca 2009 r.
IV PÓŁMARATON WARSZAWSKI
29 marca 2009r. nasi zawodnicy wzięli udział w 4 Półmaratonie Warszawskim. Start do biegu został wyznaczony na placu Zamkowym. Potem zawodnicy biegli ulicami Warszawy by po 21 km wrócić na plac Zamkowy gdzie była meta. Ogółem w półmaratonie wystartowało 3942 zawodników.
Nasi zawodnicy uzyskali następujące czasy:
Powałka Grzegorz - 1.32,18
Sawa Ryszard - 1.35,32
Płatowski Feliks - 1.35,33
Lesik Tomasz - 1.37,03
Grzelak Zygmunt - 2.14,12
Michalik Jan - 2.14,13

Teresa Picheta

22 marca 2009 r.
MARATON W RZYMIE
 

                      „RZYMSKI FALSTART”

 Udział w tym maratonie był sfinansowany przez stowarzyszenie „CROSS”. Wzięli w nim udział następujący zawodnicy Sawa Ryszard, Sawa Jacek-przewodnik, Spólnik Stanisław, Miech Wiesław, Badowski Krzysztof, Gołąbek Mariusz

Piątek 20.03 Po przyjeździe do hotelu niedaleko Watykanu  i krótkim odpoczynku wspólnie postanawiamy pójść na plac św. Piotra. Mamy do pokonania ok. 500 metrów, czyli b. blisko.

Pierwsze wspólne zdjęcia zrobione w nocnej scenerii. Bazylika i pl. Św. Piotra spokojne wyciszone miejsce.

Sobota 21.03 Plan na dzisiaj to odbiór numerów startowych i targi sportowe z nim związane.

Mamy super przewodnika.Jacek  ma b. dobry wzrok i fotograf. Pamięć oraz orientacje w terenie. Szybko docieramy metrem, ale na miejscu okazuje się, że to jest oficjalne biuro maratonu a nie m-sce odbioru numerów (adres błędnie spisała siostra z Internetu gdzie mieszkamy. Trudno..Wracamy metrem na drugi koniec Rzymu i łatwo odnajdujemy zapisany adres. Łatwo odnajdujemy stanowisko odbioru nr. startowych dla zawodników niepełnosprawnych. Bardzo miła obsługa i porządek, bez żadnych problemów załatwiamy formalności. Jesteśmy zaskoczeni In plus bardzo dobrym oznakowaniem przewodnika Ryśka Sawy – pomarańczowa oznakowana  kamizelka + identyfikator są bardzo przydatne podczas biegu. Pamiątkowe zdjęcia kilka godzin mija nam na obejściu stoisk sportowo informacyjnych. Wszędzie porządek i żadnych problemów. Kolejna jazda metrem do hotelu. Krakus, Jacek i ja nie mamy jeszcze dosyć i ruszamy piechotą na wycieczkę. Docieramy do wielu ciekawych miejsc robimy sporo zdjęć i przed 22ga wracamy do hotelu. Nadal jest chłodno… Ciekawe jak będzie jutro? Siostra zakonna w naszym hotelu mówi nam ze niedziela powinna być już cieplejsza, bo w Rzymie od lat po św. Józefie jest kilka wietrznych dni i musi się wywietrzyć

Niedziela 22.03 Wczesnym rankiem jemy lekkie śniadanie to prawie rytuał przedmaratoński.

Sprawnie docieramy do metra sporo biegaczy i kibiców. I tu popełniamy błąd, wysiadamy przy Colosseum zamiast pojechać stację dalej. Jeszcze w metrze Jacek nam tak radził, ale my wysiedliśmy za innymi. Jest dosyć chłodno, rześko i odczuwa się wiatr. Czas szybko nam ucieka i szukamy depozytu z ciuchami! Niestety wszystko dookoła zastawione wysokim płotem i pilnowane przez org. Nie ma szans żeby zdążyć na czas startu. Docieramy w końcu do depozytu i już na spokojnie oddajemy ciuchy w depozyt. Mamy różne nr. startowe, gubimy z oczu Krzyśka i Staszka, ale to nic już tutaj sobie poradzą. My tworzymy dwie pary Rysiek  z Jackiem i Wiesiek ze mną. Start jest przy Colosseum- super widok i wrażenie. Kolejne pamiątkowe zdjęcia. Ruszamy na trasę maratonu z kilkunastominutowym spóźnieniem. Trudno, pełen luzik a  falstart niezależny od nas. Porządek musi być!

Pustymi ulicami zaczynamy maraton. Niesamowite wrażenie, cisza, spokój, żadnych zawodników na pierwszych kilometrach maratonu.. Chłód daje się we znaki. Dopiero ok.. 4 km. doganiamy pierwszych-ostatnich zawodników sporo z nich to pasjonaci nordic-walking i dziarsko maszerują na b. długi 42 kilometrowy marsz. Do piątki biegnę z Wieśkiem, coraz więcej biegnących przed nami. Tradycyjnie ściskamy łapy i umawiamy się na mecie  Teraz każdy pobiegnie swoim tempem.

Jest rześko i słonecznie. Kolorowy szpaler zawodników zaczyna się coraz bardziej rozrastać,zaczyna się mijanka zawodników. To tak jakbym biegł czasówkę bez względu na czas startu. Co chwile mijam zabytkowe budynki,place, ulice. Między 13-15 km przebiegamy przez pl.. św.. Piotra, 7 lat temu byłem tutaj na wycieczce –wszędzie szybko, bo wycieczka depta po pietach wycieczce to pozostawia duży niedosyt. Dzisiaj na sportowo zupełnie inne odczucie, jestem tutaj wśród prawie 12 tys. rzeszy sportowców. Punkty odżywcze bardzo dobrze zaopatrzone,punkty odświeżania przydają się coraz bardziej, bo jest coraz cieplej i tylko miejscami odczuwa się wiatr. Siostra miała rację! Późniejsze kilometry to spora ilość kostki brukowej daje się nieźle we znaki, ale za to, jakie widoki i miejsca hiszpańskie schody, fontanna di Trevi, Forum Romanum i wreszcie jest, pojawia się Colosseum. Trzeba je jeszcze obiec prawie dookoła i już jest niedaleko meta.… Wspaniała słoneczna pogoda i tysiące lat historii w pobliżu…

Wspaniały maraton za mną, spore zmęczenie i pamiątkowy medal na szyi.Wiem ze każdy z kolegów pokona ten maraton na miarę swoich możliwości…

W miarę sprawnie docieramy do hotelu. Kąpiel odpoczynek posiłek i  część z nas jedzie obejrzeć Rzym nocą bardzo fajna wędrówka na spokojnie, wielu turystów, wędrówkę kończymy przy Colosseum.

Z krótkich rozmów wynika, że każdy z nas jest bardzo zadowolony z dzisiejszego maratonu. Bardzo dobra pogoda, organizacja i nasze samopoczucie.

W dobrych nastrojach i zadowoleni wracamy w poniedziałek do domu.

„Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu” oby te słowa można było jeszcze przytoczyć w przyszłości                                                                                 

Mariusz Gołąbek 

Nasi koledzy uzyskali następujące czasy:
Gołąbek Mariusz 3.42,18
Badowski Krzysztof 3.58,11
Miech Wiesław 4.16,24
Spólnik Stanisław 4.25,29
Sawa Ryszard 5.42,23
Mariusz Gołąbek był 3 zawodnikiem w kategorii słabowidzących.


Zapraszamy do obejrzenia galerii

Teresa Picheta

1 marca 2009 r.
WIĄZOWNA
W niedziele odbył się bieg na dystansie 5km i 21,1km. z klubu warszawskiego wystartowało 13 zawodników. W biegu wystartowało ok 700 zawodników z różnych krajów. Nareszcie w tym roku pogoda dopisała zawodnikom. Było ciepło i nie padało. Nasi zawodnicy startowali w półmaratonie i zajęli następujące miejsca:
• Wiesiek Miech 1.50.05
• Sławek Jeżowski 1.50.06
• Edmund Wałęga 2.04.40
• Piotr Jankowski 2.11.53
• Rysiek Sawa 2.15.05
• Zygmunt Grzelak 0.38,08
• Jan Michalik 0.38.08
• Olga Karaś 0,42,45
• Maciek Dąbrowski 0,42.47

Teresa Picheta

18 stycznia 2009 r.
XXVI BIEG CHOMICZÓWKI
Jak co roku w tym biegu na 15 km wystartowali nasi zawodnicy:
• Piotr Jankowski 1.25,10
• Rysiek Sawa 1.31,00
• Grzesiek Powałka 1.32,19

Teresa Picheta

2 listopada 2008 r.
Maraton w Nowym Jorku
13 osobowa ekipa Achilles Trak Club Polska zrzeszająca biegaczy niewidomych i słabowidzących oraz wózkarzy 30 października 2008r. wyleciała z kraju do Nowego Jorku, by wziąć udział w najbardziej prestiżowym maratonie na świecie.
Lot z Warszawy minął bez żadnych zakłóceń natomiast ekipie wózkarzy lecącej z Berlina na lotnisku w Londynie zaginęły wózki startowe.
Wszyscy zostaliśmy zakwaterowani w hostelu przy Amsterdam 791 AV i 103. Sam obiekt wyglądał okazale ale pokoje były mniej przyjazne. Panowie zamieszkali w 10 osobowym pokoju z łóżkami piętrowymi a panie w pokoju 4 osobowym.
Na miejscu czekał już na nas Arek Skrzypiński, który tydzień wcześniej w Waszyngtonie zajął 2 miejsce w maratonie.
Rano wszyscy udali się na ekspo po numery startowe i odwiedzić stoisko Achillesa. Tam dostaliśmy koszulki klubowe i zaproszenie na uroczystą galę z okazji 25 – lecia założenia klubu.
O 14 czwórka naszych przedstawicieli wzięła udział w corocznej naradzie na temat rozpowszechniania idei działania Klubu Achillesa w ponad 100 oddziałach.
Wieczorem w New York Athletic Club odbyła gala dla wszystkich członków Achillesa. Zostało zaproszonych ponad 800 osób. To było prawdziwe amerykańskie show. Tytuł sportowca roku przyznano naszemu rodakowi Arkadiuszowi Skrzypińskiemu. Dostał szklaną misę od Tiffany’ego. Każdy z uczestników mógł zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie z Miss New York, która będzie reprezentować miasto podczas Miss America.
Tu nasi zawodnicy mogli spotkać swoich przewodników, którzy z naszymi zawodnikami słabowidzącycmi i niewidomymi mieli przebiec cała trasę maratonu. Po gali każdy mógł zobaczyć paradę, która przeszła ulicami Nowego Jorku z okazji Halloween.
1 listopada Wiesiek Miech, Mariusz Gołąbek i Sławek Jeżowski postanowili wziąć udział w biegu śniadaniowym którego organizatorem było ONZ.
16 tyś kolorowy korowód przebiegł trasę z pod siedziby ONZ, ulicami miasta do Central Parku, gdzie była meta maratonu.
Nasi zawodnicy biegli w narodowych strojach i z nasz flagą narodową. Po biegu spotkanie z kolejnymi przewodnikami.
Central park to ulubione miejsce biegaczy Nowego Jorku. Można tam zobaczyć młodych i starszych ludzi a nawet całe rodziny którzy o każdej porze dnia przychodzą sobie pobiegać. Dość częstym widokiem jest jedno z rodziców biegające i pchające wózek przed sobą.
Szybko wracaliśmy do hostelu by się przebrać i wziąć udział w lunchu z założycielem Klubu Achilles Dickiem Traumem i Polką Haliną Koralewski, która opiekowała się naszą ekipą. Były wspomnienia z 25 lat, drobne prezenty. Panowała świetna atmosfera. Na koniec pamiątkowe zdjęcia.
Po spotkaniu każdy ruszył na zwiedzanie miasta. Czasu było niedużo, bo rano najważniejsza impreza czyli maraton. Mariusz i Irena ciągle się martwili bo do startu mniej niż 24 godziny a po wózkach ani śladu. Niby są w Nowym Jorku i w jakimś hotelu ale nikt z obsługi lotniska nie potrafił powiedzieć gdzie je odstawiono. Dzięki uprzejmości naszego Kolegi Krzyśka Armatysa i jego biegłej znajomości języka wózki zostały odnalezione. Przed północą Krzysiek z Mariuszem przyjechali do właściwego hotelu wszyscy odetchnęli z ulgą, że nasi zawodnicy jednak rano wystartują.
Jak przystało na nietoperzy (żartobliwe określenie niewidomych) już o 1 w nocy zaczęli przygotowania do maratonu (6 godzin różnicy czasu). Mariusz Gołąbek podawał kawa i herbata na każde życzenie. Arkowi to nieco przeszkadzało więc niektóry jeszcze poszli spać. Przed 4 rano wózkarze już pakowali swoje pojazdy do podstawionych autobusów, które dowoziły wszystkich zawodników na miejsce zbiórki. Zawodnicy zostali przewiezieni na Staten Istatnd. Od godz. 6 wszyscy czekali na start. Strasznie zimno, silny wiatr, zero miejsca na rozgrzewkę ale naszczęście jest namiot Achillesa w którym można choćby na chwilę się schować.
Pierwsi na trasę wyruszyli wózkarze i na dzień dobry mieli do pokonania podjazd trzy kilometrowy pod gigantyczny most Verazzano, gdzie wiało potwornie. Potem wystartowały czołówka kobiet pół godziny później czołowi biegacze a o 9.40 wystartowali pozostali zawodnicy. Nasi zawodnicy biegli górnym poziomem mostu Verazzano .Trasa była urozmaicona, bardzo liczne podbiegi i zbiegi i przebiegała przez Brooklyn, Queens, wyspę Roosvelt Istatnd, Bronx, Harlem. Meta była zlokalizowana na Manhattanie w Central Parku. Na całej trasie tysiące ludzi dopingowało prawie 40-tysięczną armię biegnących sportowców. Szczególny doping wzmagał się, gdy na trasie pojawiali się zawodnicy niepełnosprawni (wózkarze, niewidomi, biegając na protezach) W tym kraju Ci ludzie są po prostu doceniani i szanowani.
2 listopada 2008r. to pamiętny dzień dla naszej ekipy. Pierwszy linię mety nowojorskiego przejechał nasz rodak Arek Skrzypiński.

A oto czasy naszych zawodników:
-Arek Skrzypiński - 1.35,26 (wózki)
-Mariusz Grygla - 1.56,46
-Robert Nowicki - 1.58,02
-Irena Pienio - 3.05,02
-Mariusz Gołąbek - 3.18,49 (słąbowidzący)
-Sławek Jeżowski - 3.30,48
-Wiesiek Miech - 4.11,58
-Rysiek Sawa - 5.00,55 (niewidomy)

Każdy z zawodników był szczęśliwy, że w tak dobrym czasie mógł pokonać tą trudną trasę maratonu. Prawdziwe uznanie należy się tym zawodnikom niepełnosprawnym, którzy pokonali trasę w 8 godzin pokonując zimno, silny wiatr a przede wszystkim własne słabości.
W pokoju Arek przyjmował zasłużone gratulacje.
W poniedziałkowy poranek już wypoczęci zawodnicy słabowidzący pojechali do Central parku bo zrobić pamiątkowe zdjęcia na mecie maratonu. Panował tam spory ruch, bo każdy z uczestników z całego świata chciał uwiecznić to miejsce na kliszy aparatu czy kamery. Potem wszyscy udaliśmy się na spotkanie z polskim konsulem. Na to spotkanie zostało zaproszonych 57 polskich zawodników startujących w maratonie nowojorskim. Konsul pogratulował wszystkim osiągniętych wyników i zniósł toast lampką szampana za wspólne spotkanie. Arek w dowód uznania dostał ogromną butelkę prawdziwego francuskiego szampana.
Tak więc wieczorem Mistrz nas zaprosił na degustację tego trunku.
We wtorek rano zawodnicy z grupy wzrokowców zostali zaproszenie przez Klub Achilles do kliniki okulistycznej na badanie wzroku. Dr. Koplin obejrzał dokładnie każdemu oczy i udzielił cennych wskazówek. W przypadku Sławka Jeżowskiego nawet pochwalił polską służbę zdrowia za fachowo przeprowadzone operacje.
Po tych oficjalnych spotkaniach ruszyliśmy na podbój Nowego Jorku. Odwiedziliśmy strefę zero czyli miejsce gdzie znajdowały się 2 wieże Word Trade Center Site, odwiedziliśmy słynnego byka przy nowojorskiej giełdzie na Wall Street Area, byliśmy w muzeum sportu oraz zobaczyliśmy wiele znanych budynków. Promem popłynęliśmy na Staten Istatnd by móc podziwiać Statuę Wolności i cały dolny Manhattan. Wieczorem przeszliśmy bajecznie kolorowymi ulicami i mogliśmy podziwiać takie budynki jak 320 metrowy Chrysler, 381 metrowy Empire State, Center Rockefeller gdzie czynne jest lodowisko i jak co roku stoi największa nowojorska choinka. Na wielkich telebimach NBC Studio mogliśmy oglądać wieczór wyborczy obu kandydatów na prezydenta USA. Po drodze widzieliśmy największą rozgłośnię radiową Radio City Music.
W środę postanowiliśmy odwiedzić Most Brooklyński, chińską dzielnicę Chinatown a wieczorem udaliśmy się na sportową ucztę czyli mecz koszykówki w Madison Square Garden. To hala sportowa w której odbywają się mecze koszykówki, hokeja, gale boksu (tu walczył Andrzej Gołota) i liczne muzyczne koncerty . Na meczu atmosfera i doping prawie 18-tyś widowni był oszałamiający.
W czwartek ostatnie spotkanie z Haliną Koralewski i pierwsze podsumowania naszego pobytu. Zawodnicy oceniali swoich przewodników i opowiadali co im się podobało bardzo lub mniej.
Po spotkaniu ostatni wypad na miasto. Wizyta na 86 piętrze Empire State, wizyta w sklepach i ostatni spacer z głową w chmurach i wyjazd na lotnisko.
Nowy Jork to przepiękne miasto pod względem architektonicznym. Mają świetnie rozwiązaną komunikację. Metro jest lokalne i ekspresowe. Część stacji jest dostępnych dla osób na wózkach. Natomiast autobusy są znakomicie dostosowane dla tych osób. Kierowca osobiście pilnuje, by wózek wjechał do autobusu i osoba siedząca na wózku była prawidłowa przypięta pasami.
Mieliśmy okazję spróbować ich tradycyjnych potraw. Na śniadanie w hostelu można było zjeść bułkę opiekaną z kilkoma plastrami szynki, pieczonym bekonem, jajecznicą i plastrem sera. Tam dużo pije się kawy, soków i je świeżych owoców, które można kupić na licznych straganach lub w sklepie. Mają też znakomitą pizze. Chyba nawet lepszą niż we Włoszech. No i słynne amerykańskie steki. Usmażone według życzenia i podawane z sałatkami i pieczonym ziemniakiem i bagietką czosnkową.
Reasumując wyjazd do Nowego Jorku był pod każdym względem udany. Każdy z naszych zawodników ukończył maraton w dobrym , zwiedziliśmy miasto i poznaliśmy wielu ciekawych ludzi. Przedstawiciel Achillesa Halina Koralewski przekazała naszym zawodnikom oficjalne stroje Achillesa i już teraz zaprosiła zawodników do przyjazdu na kolejny maraton za rok.
Zapraszamy do obejrzenia galerii

Teresa Picheta

15 października 2008 r.
BERLIN MARATHON 26-29.09. 2008-10-15 ŚLADEM REKORDZISTY ŚWIATA !!!
Na tegoroczny maraton w Berlinie wyjechaliśmy w 7-mio osobowym składzie: Sawa Ryszard jego przewodnik Sawa Jacek, Wałęga Edmund, Jankowski Piotr, Miech Wiesław, Badowski Krzysztof i Gołąbek Mariusz. Z przygodami ale sprawnie docieramy do naszego hostelu. Plan już znamy sobota i niedziela wypełnione niemalże całkowicie. SOBOTA Wyruszamy na frustick lauf czyli bieg śniadaniowy. Tysiące różnobarwnych biegaczy truchta swobodnie w stronę stadionu olimpijskiego ,tam jest usytuowana meta tego krótkiego 5-cio kilometrowego biegu. biegu. Szybciutko po biegu robimy pamiątkowe zdjęcia i po odnalezieniu Jacka i Ryśka ruszamy po odbiór naszych numerów startowych. Znów przekonujemy się jak wielkim ułatwieniem jest tutejsze metro i jak dobrze byłoby wreszcie posiadać takie stadiony jak w Berlinie. Jacka oczy i orientacja bardzo nam się przydają w lot łapie wszystkie ważne kwestie i tym samym sporo czasu oszczędzamy na niepotrzebnym szukaniu i dopytywaniu. Tysiące ludzi , bez przesady jest na miejscu odbioru numerów startowych. Tu znowu organizacyjnie bardzo sprawnie je odbieramy i ruszamy nacieszyć oczy nowinkami ze sprzętu biegowego. Jest tego całe mnóstwo feria kolorów ,firm i modeli. Niektórzy z nas robią zakupy część dla siebie coś dla bliskich. Przy wyjściu słyszę że ktoś wola moje nazwisko lekko je zniekształcając. Uszy mam nie od parady i po chwili poznaje ten głos nie może należeć do kogo innego tylko do MARY (to prawa ręka Dicka Trauma założyciela Achilles Track Club) z ACHILLESA w USA. Tak jest rzeczywiście!!! Cóż za spotkanie !!! Okazuje się ze przyleciała z kilkoma wózkarzami na maraton w Berlinie. Po serdecznym powitaniu, obowiązkowo robimy pamiątkowe zdjęcia i po krótkiej rozmowie z atletami ze stanów zjednoczonych i wolontariuszami z Niemiec ruszamy dalej Jest już dobrze po południu i trzeba dać wypocząć nogom…jutro czeka je bardzo ciężka praca i przygotować się do startu. Czas mija bardzo szybko w sportowym zbiorowisku biegaczy, ale udaje nam się dosyć składnie wszystko sklarować i czas na sen.

NIEDZIELA- Poranek jest rześki i pogodny ale to dopiero 7 rano kiedy ruszamy po lekkim śniadaniu do metra. Praktycznie jadą prawie sami biegacze. Wielobarwny ,wielotysięczny korowód ludzi wysypuje się na Hauptbahnhoff . Stąd mamy bardzo blisko do depozytu który pomieści prawie 40 tysięcy bagaży czyli rzeczy zostawionych w przechowalni, do odbioru po biegu. Tłum gęstnieje z każdym krokiem .Szybko musimy się przebrać i ruszać w stronę startu. Zostało niewiele czasu ,ustalamy jeszcze że do godz 14ej zbieramy się w pobliżu naszych depozytów i razem będziemy wracali do hotelu. To bardzo dobry pomysł. Pogoda poprawia się z każdą godzina jest coraz więcej słońca ale rześko. Będziemy walczyć na trasie maratonu przez kilka godzin i każdy jak zwykle chlonie swoje osobiste odczucia. Wiemy że głównym pretendentem do zwycięstwa jest Etiopczyk Haile Gebsalasie ubiegłoroczny triumfator i rekordzista świata w maratonie. Jest więc kogo gonić a tak na poważnie biegniemy jego śladami . mija trochę ponad 2 godziny i już podają krótkie komunikaty nowy rekord świata ustanowiony w tym roku w Berlinie 2:03:59 !!! dla nas to odległy kosmos. Trasa szybka prosta , setki wolontariuszy na trasie tysiące tysięcy kibiców zespoły instrumentalne i taneczne na trasie maratonu. Bodźców jest tak wiele. Skupiamy się tylko na niektórych w danej chwili a tu jeszcze własne ciało upomina się o zwrócenie na nie uwagi… im więcej kilometrów w nogach tym wyraźniej się upomina!!! Ale to nic tak jest zawsze nic nie przychodzi w tym biegu łatwo ALE DAMY RADĘ- ileż to już razy to hasełko pomagało nam dobiec do mety. Jest wreszcie w oddali brama brandenburska , za nią niecałe dwieście metrów i pamiątkowy medal zawieszony na szyi każdego biegacza. Czas wreszcie na zwolnienie oddechu, uzupełnienie wypoconej wody każdy z nas jest parę kilogramów lżejszy po takim biegu. I odpoczynek dla nóg Uff wreszcie…! Pogoda sprzyja nadal . Część z nas ma czas na odpoczynek przed budynkiem reichstagu jest tam sporo zieleni i wielu maratończyków korzysta z tego sposobu regeneracji. Dosyć sprawnie i w okolicy umówionej godziny udaje nam się zebrać i razem po kolejnej sesji foto ruszamy do hostelu. Wieczorem jak przystało na prawdziwych twardnieli trójka z nas jak delegacja postanawia pojechać na runners party cos w rodzaju dyskoteki da maratończyków i pozostałych chętnych. Wiemy też ze będzie tam prezentacja ok. 23 ej zwycięzców tegorocznego maratonu! Szkoda przegapić taką okazję. Wracamy dobrze po północy ale z fajnymi wrażeniami i spora ilością zrobionych zdjęć głównym bohaterom BERLIN MARATHON 2008!!! Mamy już poniedziałkowe wydanie „Morgen Post” ze specjalną wkładka o maratonie Rano po wspólnym śniadaniu sprawnie się pakujemy wysyłamy kilka kartek do rodzin i znajomych wracamy do Polski. Kolejny udany ze wszech stron wyjazd na bieg maratoński. Zmęczony duch, zmęczone ciało … mamy załadowane pozytywnie akumulatory na wiele następnych tygodni.!
Zapraszamy do obejrzenia galerii

Mariusz Gołąbek

16 września 2008 r.
Uzupełniono notki biograficzne zawodników.
Zapraszamy do działu "Zawodnicy"

28-31 sierpnia 2008 r.
XXII Czteroetapowy Bieg Pokoju Pamięci Dzieci Zamojszczyzny Zamość – Zwierzyniec – Krasnobród – Zamość
27 sierpnia biegacze z całej Polski i z zaprzyjaźnionych sąsiednich państw przyjechali do Zamościa, by po raz XXII wziąć udział w 4 etapowym biegu poświęconym pamięci Dzieci Zamojszczyzny. Trasa biegu podzielona była na 4 etapy. Pierwszy etap z Zamościa od Zwierzyńca liczy 35 km, drugi ze Zwierzyńca do Krasnobrodu – 20 km, trzeci etap to „etap prawdy” z Krasnobrodu do Zamościa – 30 km i ostatni etap po ulicach Zamościa liczy już tylko 15 km. Tak, więc zawodnicy mieli do przebiegnięcia równiutko 100 km. Biegacze zostali zakwaterowani w budynku OSIRU, który jest dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych i w domkach campingowych. Tam panowała wspaniała atmosfera. Miejsca medalowe były jak zawsze zarezerwowane dla biegaczy ze wschodu, bo polscy biegacze długodystansowi omija Zamość. Impreza mimo tego nie traci nic na swojej atrakcyjności. Spotkania w Zamościu integrują miłośników biegania z całego kraju oraz tych, którzy odległość 100 km pokonują na specjalistycznych wózkach napędzanych siłą własnych rąk lub na rolkach. To właśnie na tym biegu można spotkać uczestników i medalistów Igrzysk Olimpijskich i Paraolimpijskich. Jak co roku przyjeżdża tu też Mistrz Świata bezdomnych w maratonie. Wszyscy są pełni podziwu dla biegaczy mających ponad 70 lat, którzy na metę nie przybiegają wcale ostatni. Jadąc do Zamościa większość zawodników zastanawiała się czy sędzią głównym zawodów będzie nadal nasz tak lubiany Pan Lucjan Ksykiewicz. Wszyscy wiedzieliśmy o jego problemach zdrowotnych. Dla Pana Lucjana miał to być jego jubileuszowy 20 bieg. Kiedy usłyszeliśmy głośny gwizdek wszystko było już jasne! Pan Lucjan jest z nami. Okazało się, żeby się z nami spotkać uciekł ze szpitala po przebytym zawale serca. Przed startem zostały ustalone trzy drużyny CROSS WARSZAWA . W I drużynie znaleźli się: Sławek Jeżowski z Crossu Warszawa, Mariusz Gołąbek z Crossu Gdańsk i Krzysiek Badowski z Crossu Bygdoszcz, II drużynę tworzyli zawodnicy z Cross Warszawa – Wiesiek Miech, Zbyszek Świerczyński i Franciszek Kąkol a w III drużynie znaleźli się pozostali zawodnicy z Crossu Warszawa czyli Piotr Jankowski, Edmund Wałęga i Rysiek Sawa. W oczekiwaniu na godzinę „0” nasi chłopcy przed każdym startem zaczęli układać strategię etapu. Każdy pytał na ile kto biegnie i w jakiej grupce zawodników należy się trzymać. Niektóre propozycje były zabawne i wszyscy wychodzili w dobrych nastrojach. Jakby nie było w grupie siła! 28 sierpnia o godz. 13.30 odbyła się odprawa techniczna i bieg został oficjalnie otwarty. Tradycyjnie wszyscy zawodnicy ubrani w czerwone koszulki z tegorocznego biegu udali się pod pomnik poświęcony Dzieciom Zamojszczyzny by złożyć tam kwiaty. Pod pomnikiem nastąpiło uroczyste otwarcie naszego biegu. Prezydent Zamościa Pan Marcin Zamojski powitał wszystkich uczestników i życzył sukcesów w tym trudnym biegu. Punktualnie o 14.30 na trasę wyruszyli wózkarze i rolkarze a minutę później po głośnym odliczaniu wystartowali pozostali zawodnicy i na trasie było 146 osób. Pogoda „dopisała” i było aż za bardzo ciepło. Czasem słonko jakby w hołdzie biegaczom dawało od siebie odpocząć i chowało się za chmurki. Pierwszy na metę przyjechał Arek Skrzypiński, który uzyskał znaczną przewagę nad drugim zawodnikiem Bogdanem Królem i Zbyszkiem Wandachowiczem. Potem na mecie zaczęli pojawiać się rolkarze. Pierwszy na metę przybiegł zawodnik z Ukrainy. My z niecierpliwością czekaliśmy na naszych zawodników z kategorii niewidomi i niedowidzących oraz naszych przyjaciół. Pierwszy zameldował się Sławek Jeżowski. Wszyscy czekaliśmy, kto będzie drugi i z jaką przewagą czasową jutro wystartują. Drugi linię mety przekroczył Mariusz Gołąbek a trzeci Wiesiek Miech. Najlepszym finiszem na tym etapie popisał się nasz kolega z Poznania January Stawiarz, Na ostatniej prostej razem z koleżanką z Warszawy szedł szybkim krokiem. Kiedy spiker zawodów zagrzewał ich do przebiegnięcia jeszcze kilkudziesięciu metrów January wziął Luizę na ręce i tak razem przekroczyli linię mety. Dyrektor Tadeusz Lizut stwierdził, że przybiegli po wyznaczonym czasie a January oznajmił, że nie mógł przybiec wcześniej, bo na odprawie technicznej organizatorzy biegu podkreślali żeby sobie pomagać a on w potrzebie nie mógł zostawić swojej uroczej koleżanki ze staży miejskiej w Warszawie. Powrót z pierwszego etapu dla niektórych zawodników był trudny. Były omdlenia i kłopoty żołądkowe, ale każdy się zarzekał, że jutro i tak stanie ma starcie do kolejnego etapu. W piątek rano zapadła decyzja organizatorów biegu, że wydłużono czas pierwszego etapu ze względu na warunki atmosferyczne i wszyscy zawodnicy mogli przystąpić do 2 etapu. Nikt się nie spodziewał, że i ten etap będzie miał taki niecodzienny przebiegł. Po złożeniu kwiatów pod pomnikiem i przekazaniu Panu Burmistrzowi Zwierzyńca kolejnej kolekcji o tym regionie opracowanej przez Pana Lucjana zawodnicy mogli zacząć rozgrzewkę przed kolejnym 20 km etapem. Po starcie wszyscy musieli przebiec przez przejazd kolejowy. Pierwsi zrobili to wózkarze i rolkarze. Kiedy do przejazdu zbliżała się na wózku Ania Szafratowicz zaczęły pulsować światła ostrzegawcze i przejazd został zamknięty. Jakie było to zaskoczenie dla czołówki biegu kiedy zawodnicy musieli nagle „wychamować” prędkość a przewaga uzyskana przez 1,5 km spadła do zera. Fakt, iż linia kolejowa, którą przejeżdżał pociąg jest rzadko uczęszczana od zakończenia wojny, tym większe było zdumienie i zakłopotanie organizatorów. Po przejeździe pociągu towarowego sędziowie postanowili jeszcze raz wystartować wszystkich zawodników. Z bocznej flanki wybiegł przed czołówkę nasz zawodnik Edmund Wałęga. Tak chciał nadrobić kilka minut nad swoim rywalem Wieśkiem Miechem, że nie słyszał sygnału policyjnego samochodu, żeby zawrócił. Po kilkunastu sekundach udało się zatrzymać zawodnika i wszyscy po głośnym odliczaniu mogli już bez przeszkód ruszyć na trasę biegu do Krasnobrodu. 20 km szybko minęło i na mecie meldowali się kolejni zawodnicy. Jak co roku w na rynku przybiegającym biegaczom towarzyszył zespół ludowy. W naszej kategorii tym razem na najwyższym miejscu na podium stanął Mariusz Gołabek, drugi był Sławek Jeżowski a trzeci Edmund Wałega. Na mecie dyrektor biegu zrozumiał dlaczego Edmund tak bardzo się spieszył na przejeździe kolejowym bo koniecznie chciał wskoczyć na podium. Tradycyjnie były też tańce i tort dla zawodniczki „za wcześnie” urodzonej zawodniczki. Pogoda wstrzymywała swe łzy smutku by można było skończyć dekorację zawodników. Kiedy ostatnia zawodniczka otrzymała zasłużoną nagrodę Krasnobród pożegnał nas potworną ulewą. Za to w Zamościu czekała na nas bardzo gorąca fasolowa i drugie danie. Niektórzy zawodnicy w ramach relaksu skorzystali z sauny i masażu. Byli też tacy, którzy wyskoczyli na zamojską starówkę, która wieczorem wygląda ślicznie. Przygotowania do trzeciego etapu były poprzedzone wycieczką z przewodnikiem po tym pięknym starym Zamościu. W Krasnobrodzie czekała na nas orkiestra dęta i w rytm marszu udaliśmy się pod kolejny pomnik, by złożyć hołd pomordowanym dzieciom zamojszczyzny. Natomiast na Sławka czekał trener od tańca sportowego który specjalnie przyjechał na start by zdopingować go do utrzymania pierwszego miejsca. Ten 30 km etap zwany „etapem prawdy” był najcięższy, to tutaj jeszcze można, co nieco nadrobić bądź też wiele stracić. Meta znajdowała się na rynku w Zamościu. Na mecie czekał na wszystkich biegaczy Prezydent Zamościa Pan Marcin Zamojski, który również dekorował zwycięzców 3 etapu. Na ostatnich metrach naszych zawodników dopingowała nasza para trenerska Marcin i Dorotka Błażejewscy. Tym razem wygrał znów Sławek, Mariusz był drugi a trzeci był Edmund. Po zakończeniu etapu dyrektor biegu zaprosił wszystkich na uroczystą biesiadę. A potem to już zabawa do samego rana dla wszystkich chętnych, którzy mieli jeszcze siłę w nogach przed ostatnimi 15-toma km. Wieczorem w pokojach rozgorzała dyskusja, kto ile zyskał a kto ile stracił. Liczyła się każda sekunda przewagi. Ostatni etap po ulicach Zamościa jak zawsze jest kojarzony z podbiegiem ulicą Królowej Jadwigi, który trzeba pokonać 5 razy. Tu swoją klasę pokazał Mariusz, który od początku biegł razem z zawodniczką z Ukrainy, która metę przekroczyła jako pierwsza kobieta. Na trasie była ostra rywalizacja między Sławkiem a Mariuszem o pierwszą pozycję i między Wieśkiem a Edmundem o trzecią lokatę. Na każdym okrążeniu chłopacy otrzymywali informację jak daleko jego przeciwnik jest przed nim lub za nim. Na mecie wszystko było już jasne. Nastąpiły przetasowania w klasyfikacjach i to nie tylko w naszej kategorii. Niestety Sławkowi nie udało się obronić pierwszego miejsca w klasyfikacji generalnej a mimo to na mecie panowie się wyściskali i pogratulowali sobie nawzajem. I to jest piękne, żadnej złości a wręcz uznanie klasy przeciwnika. Nie we wszystkich kategoriach było tak sympatycznie. Natomiast 3 miejsce obronił Edmund Wałęga mimo, że 4 etap wygrał z nim Wiesiek Miech. Każdy na mecie otrzymał pamiątkowy medal. Miał on swoją wagę, ale radość noszenia go na piersiach była wielka. W tym roku na pełne słowa uznania zasłużyli dwaj nasi zawodnicy. Krzysiek Badowski z Crossu Bydgoszcz, który przebiegł ponad 90 km z kontuzją nogi oraz Zbyszek Świerczyński z Crossu Warszawa, który przez dwa etapy walczył z kontuzją kręgosłupa. Mimo ogromnego bólu żadnemu z nich nie przyszło na myśl, żeby zejść z trasy. Na mecie ostatniego etapu otrzymali od kibiców zgromadzonych na zamojskim rynku ogromne brawa za hart ducha i waleczność, Na uroczystym zakończeniu dyrektor biegu i zaproszeni goście dekorowali zwycięzców oraz każdy zawodnik otrzymał zasłużony prezent. Nasi zawodnicy Wiesiek Miech, Piotr Jankowski i Sławek Jeżowski zostali uhonorowani statuetkami za udział po raz 10 w tym biegu. Po raz pierwszy w historii tego biegu drużyna Cross III wyprzedziła drużynę Cross II. Na tą sytuację miały miejsca kontuzje naszych zawodników ale i świetne wyniki osiągane przez Piotra Jankowskiego, Edmunda Wałegę i Ryśka Sawę. Na zakończenie uroczystości dyrektor i zawodnicy podziękowali sędziemu głównemu Panu Lucjanowi Ksykiewiczowi za 20 lat pracy podczas biegu oraz Panu Tadeuszowi Wyszyńskiemu za 18 lat noszenia stoperów i dokładnego pomiaru wszystkich czasów. Dyrektor biegu już teraz zaprosił wszystkich biegaczy do udziału w następnym biegu za rok. Bieg w Zamościu nie potrzebuje wielkiej medialnej reklamy, bo wiadomości o tym biegu rozchodzą się lotem błyskawicy i co rok przybywają tu nowi zawodnicy. Wszyscy chwalą organizację, wspaniałą obsługę oraz atmosferę w miejscu zakwaterowania, a na szczególne podkreślenie zasługuje przemyślane wyżywienie wszystkich uczestników. Atmosfera panująca tutaj jest taka, że kończąc tą imprezę wielu z nas ma łzy w oczach. Jedno jest pewne, jeśli tylko zdrowie dopisze to na pewno zdecydowana większość zawodników wróci tutaj za rok.
Zapraszamy do obejrzenia galerii

Teresa Picheta

15 sierpnia 2008 r.
Międzynarodowy półmaraton z okazji 88 rocznicy Bitwy Warszawskiej. XVII Bieg uliczny – Cud Nad Wisłą. Ossów – Radzymin.
Tradycyjnie 15 sierpnia zawodnicy z Warszawskiego Klubu Kultury Fizycznej Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących wczesnym rankiem zameldowali się na dworcu wileńskim by pojechać do miejscowości Ossów na start półmaratonu z okazji 88 rocznicy Bitwy Warszawskiej. Po 5 km marszu wszyscy dotarli na linię startu. Pobraliśmy numery startowe i był czas na spotkania ze znajomymi zawodnikami z terenu całego kraju. Na stracie zameldowało się 361 zawodników a z naszego Klubu wystartowało w kat. B1- 2 zawodników z przewodnikami i 4 zawodników w kat. B-2. Punktualnie o godz. 9:00 Starosta Powiatu Wołomińskiego dał znak do startu. Trasa liczyła 21,100 km. Pierwsi na trasę wyruszyli wózkarze a potem wszyscy biegacze. Niektórych zawodników na trasie spotkała niemiła niespodzianka. Zamknięty przejazd kolejowy. Co prawda sędziowie odliczali czas postoju ale zatrzymani zawodnicy stracili wypracowaną przewagę nad rywalami. W Ossowie na starcie świeciło piękne słoneczko i nic nie zapowiadało, że na mecie w Radzyminie zawodników powita obfity deszcz. Tradycyjnie na metę pierwsi przyjechali wózkarze. Tak się bardzo spieszyli, że byli szybsi od sędziego zawodów. Pierwsi na mecie zameldowali się dwaj Kenijczycy. Różnica między nimi wynosiła zaledwie 3 setne sekundy. W oczekiwaniu na pozostałych zawodników podawane były wieści z olimpiady. Było już wiadomo, że Polacy zdobędą srebro w szermierce. Ta informacja była najlepszym podziękowaniem za ukończenie biegu w strugach deszczu. Z naszych zawodników jako pierwszy na metę przybiegł Sławek Jeżowski. Z czasem 1.33,53 w ogólnej klasyfikacji zajął 79 miejsce. Drugi był Wiesiek Miech, trzeci Edmund Wałęga. Czwarty na mecie w kat. B2 zameldował się Piotr Jankowski. Natomiast w kat. B1 pierwszy przybiegł Rysiek Sawa a drugi był Grzegorz Powałka. Po ukończeniu biegu zawodnicy zostali zaproszeni przez organizatorów do remizy strażackiej na ciepły posiłek. Tam też każdy uczestnik biegu otrzymał pamiątkową koszulkę i piękny medal. W strugach deszczu organizatorzy rozpoczęli dekorację najlepszych zawodników. Na podium organizatorzy zaprosili wszystkich zawodników z dysfunkcją wzroku. Każdy z nich otrzymał nagrodę a za zwycięstwo w kategorii Sławek Jeżowski dodatkowo otrzymał puchar. Organizatorzy zaprosili wszystkich zawodników do Radzymina za rok na start XIX biegu cudu nad Wisłą.
Zapraszamy do obejrzenia galerii

Teresa Picheta

25-27 lipiec 2008 r.
Mistrzostwa Polski w maratonie. Strzelno – Puck.
Lipiec to miesiąc w którym zawodnicy zrzeszeni w Stowarzyszeniu Cross wyruszają na północ kraju, by wziąć udział w kolejnych Mistrzostwach Polski w maratonie. W tym roku wszyscy spotkali się nad Zatoką Pucką w pięknym mieście Pucku. Po przyjeździe w piątek zamieszkaliśmy w pobliżu dworca w kwaterach prywatnych. Okazało się, że w grupie mamy solenizanta Krzysztofa Badowskiego, więc odśpiewaliśmy mu sto lat i złożyliśmy życzenia. Obiadokolacja była serwowana przez właścicielkę pensjonatu. Jak tradycja każe a byliśmy nad morzem to podano nam chrupiącą rybkę z suróweczką i inne smakołyki. Wieczór był ciepły więc o 21 spacerkiem udaliśmy się do biura maratonu. Po otrzymaniu numerów startowych i pamiątkowych koszulek mogliśmy iść na puckie molo by podziwiać zachód słońca i pięknie oświetlony brzeg zatoki. Silny i przenikliwy wiatr szybko nas wygonił z molo, ale za to napędzał do pracy cały zespół wiatraków usytuowanych tuż przy brzegu. Wiesiu Miech po śniadaniu rozdał wszystkim zawodnikom zestaw odżywek. Czekając na godzinę 12 wszyscy zaczęli ustalać taktykę biegu. Jakie odżywki zabrać ze sobą a jakie zażyć przed startem. Wiadomo było, że będzie bardzo gorąco, więc każdy podawał przybliżone czasy jakie chce osiągnąć. Część chłopaków przed wyjściem chłodziła ciało zimnym prysznicem, inni spali a Rysiek Sawa z Krystyną poszli na plażę. O godzinie 13 organizatorzy zaprosili 194 zawodników do luksusowych autokarów, które miały nas zawieźć do Strzelna na start do XXV jubileuszowego maratonu puckiego. Część trasy, którą jechaliśmy pokazywała co czeka zawodników w drodze powrotnej. Były góry i góreczki oraz ostre spadki. I kto by pomyślał, że jadać nad morze można spotkać aż takie duże wzniesienia. Klimatyzacja sprawiła, że zawodnicy niechętnie wysiadali z autokaru by spotkać się z buchającym na zewnątrz gorącym powietrzem. Sławek w ramach koncentracji przedbiegowej zapadł w mocny głęboki sen. Punktualnie o godz. 14 przy dźwiękach orkiestry dętej i potwornie głośno wyjącej syreny strażackiej wszyscy ruszyli na trasę. Jak zawsze na początku wystartowali wózkarze a później pozostali zawodnicy. Wszyscy mieli do pokonania 42,195 km. Trasa była malownicza i przebiegała ze Strzelna przez Jastrzębią Górę – Karwię – Krokową- Starzyno – Zdradę – Połczyno. Meta znajdowała się w Pucku na miejskim stadionie gdzie zawodnicy mieli do pokonania honoro we okrążenie by przekroczyć linię mety i otrzymać piękny pamiątkowy medal w kształcie nadmorskiej muszli. Tuż po starcie zawodnicy zrobili honorową pętlę po ulicach Strzelna. Na prowadzeniu był Mariusz Gołąbek. Tak więc rywalizacja zapowiadała się ciekawie. Na mecie pierwsi zameldowali się wózkarze. Z ich opowieści wynikało, że oprócz upału walczyli z silnie wiejącym w twarz wiatrem. Pierwszy zawodnik, który przybiegł na metę miał zdecydowanie gorszy czas niż dotychczasowe rekordy trasy. Stało się jasne. Na trasie wcale nie było lekko. Spiker co jakiś czas ogłaszał, że podczas trwającego maratonu rozgrywane są Mistrzostwa Polski osób niewidomych i słabowidzących. Chętnie czytał notki biograficzne naszych zawodników. Jak na każdych zawodach wszyscy byli zdziwieni, że wśród biegaczy jest też Mistrz Polski w tańcu sportowym. Minęło 3 godziny i 25 min a na mecie nie było jeszcze naszego zawodnika. Wszystkim zaczęły udzielać się wielkie emocje. W kategorii B2 do tego tytułu było 3 pretendentów. Sławek Jeżowski, Mariusz Gołąbek i Krzysiek Badowski . Spiker z mikrofonem czekał na naszego Mistrza. Głośno się zastanawiał czy tytuł ten po raz 9 z rzędu zdobędzie Sławek czy po raz pierwszy ktoś inny. Na zegarze wybiło 3 godz i 27 minut, kiedy na ostatniej prostej prowadzącej do stadionu pokazała się znajoma sylwetka. Czarnokrucze włosy i znajomy biało-czerwony strój Stowarzyszenia Cross i wszystko było już jasne. Sławek Jeżowski znów był najszybszym człowiekiem w swej kategorii. Przy burzy oklasków licznie zgromadzonej widowni zrobił ostatnią rundę wokół stadionu i klaszcząc sobie w podziękowaniu za swój trud przebiegł linię mety. Jego stoper zatrzymał się i już było wiadomo 3,29,24. Taki czas uzyskał Mistrz Polski w kat. B2, co dało mu 35 miejsce w klasyfikacji generalnej. Po przekroczeniu mety Sławek otrzymał medal i od razu udzielił wywiadu. Opowiedział, z jakimi trudnościami walczył na trasie, mówił też o swoich pasjach sportowych. Dowiedzieliśmy się, że po raz pierwszy od niepamiętnych czasów to Sławek prowadził przez prawie całą trasę maratonu. W ubiegłych latach do 35-37 km to on zawsze gonił Mariusza a potem dopingował go do dalszego wysiłku. Na koniec pogratulował wszystkim zawodnikom i stwierdził , że każdy jest zwycięzcą kto ukończy ten maraton. Jak tradycja każe zaraz rozdzwoniły się telefony i za pomocą smsów wszyscy znajomi wiedzieli o kolejnym 9 tytule Mistrza Polski. Bądź co bądź to jest to ogromny sukces Sławka Jeżowskiego i pewnie długo nie będzie takiego zawodnika, który w swoich dyscyplinach sportowych , które uprawia na tyle zdobytych z rzędu tytułów mistrzowskich. Po 10 minutach drugi na metę przybiegł Mariusz Gołąbek , trzeci Krzysiek Badowski. W kategorii B1 tytuł Mistrza po raz kolejny zdobył Zbyszek Świerczyński uzyskując czas 4.06.02. Drugi był Piotr Jankowski a trzeci Rysiek Sawa. Edmund Wałęga zajął 2 miejsce w klasyfikacji wiekowej. Pozostali nasi zawodnicy uzyskali czasy na swoim poziomie. Po przybiegnięciu do mety na każdego zawodnika czekał gorący posiłek. Był wyjątkowo obfity: zupka, ryba z surówkami, parówka z bułką a na osłodę świeżutki pączek. Każdy też otrzymał 2 puszki rybne a w 3 była niespodzianka czyli morskie powietrze, piasek z nadmorskich plaż ze specjalnym prezentem dla panów . Czytając instrukcję otwierania poszczególnych puszek każdy mógł się uśmiać do łez. Po zakończeniu dekoracji zwycięzców maratonu zaproszono na podium naszych zawodników. Przy dźwiękach głośnych fanfar wręczono piękne puchary ufundowane przez Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących CROSS. Po maratonie właścicielka pensjonatu gratulowała każdemu zawodnikowi i zapraszała na gorący posiłek. Zmęczenie było jednak tak duże, że nikt nie miał ochoty iść na plażę na koncert zespołu FILL. Mieliśmy przyjemność mieszkać z członkami tego zespołu w jednym pensjonacie. Wieczór jednak upłynął wszystkim w miłej atmosferze. Rano wszyscy rozjechali się do swoich miejscowości by znów rozpocząć cykl treningowy przed najdłuższym biegiem 100 km w Zamościu.
Zapraszamy do obejrzenia galerii

Teresa Picheta

5 lipiec 2008 r.
"CIECHANOWSKA 15-STKA". Mistrzostwa Polski Stowarzyszenia Niewidomych i Niedowidzących „ CROSS „
PIĄTEK 4 LIPIEC
Jak co roku (od kilku już lat) w ramach biegu w Ciechanowie, rywalizowaliśmy o miejsca na pudle zarówno w grupie B1 - niewidomi i B2 – niedowidzący. Frekwencja wśród naszych dopisała. Przyjechali właściwie wszyscy, zabrakło jedynie Sławka Jeżowskiego, który nie mógł być obecny na tych zawodach. Bydgoszcz wzmocniona nowym zawodnikiem Przemkiem Musiałem, to wielokrotny reprezentant i medalista mistrzostw Polski z bieżni. Dojechaliśmy do Ciechanowa już w piątek pod wieczór a zawody zostały rozegrane w sobotę. Pogoda w piątek była zmienna: ciepło ,chwilami padało a nawet grzmiało i była burza. Na niebie pokazała się tęcza. To dobry znak. Mieliśmy okazję pogadać z kolegami, i pogratulować Tomkowi Chmurzyńskiemu zakwalifikowania się na paraolimpiadę do Pekinu. To jego czwarta olimpiada, dla wielu z nas temat zamknięty już od wielu lat z różnych przyczyn. Powspominał tez o poprzednich igrzyskach, to kawał sportowej kariery. Poziomem biegania jest poza naszym zasięgiem i był murowanym faworytem do zwycięstwa w grupie b2 i do zajęcia czołowego w klasyfikacji generalnej. Mamy też w naszej grupie kol Wiesława Miecha też reprezentanta polski i medalistę paraolimpijskiego w maratonie. To także kawał historii sportowej i walczak przez wiele ostatnich sezonów. Trzeba będzie o tym szerzej napisać przy najbliższej okazji.
SOBOTA 5 LIPIEC
Poranek powitał nas słoneczny i pogodny. Nockę mieliśmy umiloną dancingiem odbywającym się w restauracji ale muzyka łagodzi obyczaje i myślę że nikomu specjalnie to nie przeszkadzało. Już podczas śniadania zanosiło się że będzie ciepły dzień, byle tylko nie było za gorąco. Chociaż na 15 km. za bardzo to nie przeszkadza. Sprawnie załatwiliśmy odbiór numerów startowych i po 10- ej wyjechaliśmy autokarami na miejsce startu. Pogoda w tym czasie lekko się zmieniała, pojawiły się chmury i lekko pokropił deszcz. Dobra pogoda do biegania. Na starcie stanęło prawie 130 biegaczy. Rywalizację w grupie B1 wygrał Świerczyński Zbyszek, drugi był Sawa Ryszard a trzeci Powałka Grzegorz. Grupa B2 pierwszy Chmurzyński Tomasz, drugi Musiał Przemysław trzeci Gołąbek Mariusz. Po raz pierwszy, mieliśmy zaszczyt odbierać pamiątkowe puchary i statuetki z rąk medalisty paraolimpijskiego w maratonie Wiesława Miecha. W dobrej kondycji i samopoczuciu wszyscy nasi zawodnicy z „CROSS” dobiegli do mety. Warto jeszcze napisać o bardzo udanym występie naszego kolegi JANKOWSKIEGO PIOTRA z Warszawy który zmienił metody przygotowania się do biegów i treningów i dobiegł w bardzo dobrym czasie porównując go do kilku poprzednich lat. Brawo Piotrek. Kolejnym sukcesem był też start kol. DĄBROWSKIEGO MACIEJA i jego przewodnika OLI KARAŚ. Otóż Maciej pokonał ten dystans wraz z Olą dając dowód, że wieloletnia rehabilitacja, jego upór,charakter pozwalają na tak śmiałe i udane występy. Brawo Maciej. Ola zajęła nagradzane miejsce w klasyfikacji generalnej kobiet, mimo tego, że biegła razem z Maćkiem. Brawo Ola.
Zapraszamy do obejrzenia galerii

Teresa Picheta

czerwiec 2008 r.
Biegaj z głową, a marzenia się spełnią, czyli relacja z biegu 24-godzinnego w Krakowie
Sławek Jeżowski jadąc na bieg wierzył, że spełni swoje ogromne marzenie i w ciągu 24 godzin przebiegnie swoje upragnione 160 km. Jak to powtarzał od 2000 roku gdzie w Zamościu przebiegł 134 km miał sam z sobą rachunki do wyrównania i bardzo chciał wskoczyć do pierwszej 10 biegających amatorów.
Bieganie to nasza pasja - zmaganie się z dystansem, czasem, własną słabością - to wyzwania, którym chcemy sprostać.
Kiedy dotarła do naszych zawodników informacja, że w czerwcu w Krakowie organizowany jest bieg 24 godzinny Sławek Jeżowski i Wiesiek Miech z Warszawskiego Klubu Niewidomych i Słabowidzących CROSS wiedzieli w jednej chwili, że w nim wystartują. Zaczęły się żmudne przygotowania. Codzienne treningi i liczenie kilometrów. W miesiącu ma być ich aż 400, więc trening wieczorem a jak się nie dało już biegać to się dokręcało o 5 rano.
Czas biegł bardzo szybko i zanim człowiek się obejrzał było już 6 czerwca. Po przyjeździe do Krakowa zamieszkaliśmy w domu studenckim „Żaczek”, który mieści się tuż tuż przy Krakowskich Błoniach . Lokalizacja nie była przypadkowa, ponieważ tam właśnie znajdowała się linia startu do I Mistrzostw Polski w biegu 24 godzinnym (dla zawodników z licencją) oraz II Biegu 24-godzinnego o Puchar Lajkonika (amatorzy i kobiety). Kilka minut przed godziną „W” zaproszono wszystkich zawodników do pamiątkowego zdjęcia przy Skale Papieskiej. Napis tam widniejący „Ty jesteś skałą” odzwierciedlał doskonale charakter startujących zawodników. Spiker zawodów przedstawił wszystkich 74 zawodników. Każdy z nich miał swoje oznakowane Nr startowym krzesełko, na którym można było zostawić swoje rzeczy i prywatne odżywki.
Punktualnie o godz. 11 sędzia dał znak do startu i włączył się licznik. Czas był znany – to 24 godziny, ale odległości, jaką uda się pokonać biegaczom nikt nie potrafił przewidzieć. Wszyscy zaczęli równo, ale każdy z zawodników miał swoją strategię. Wolno bez szaleństw, bo siły trzeba było rozłożyć na całą dobę. Organizatorzy zagwarantowali na bieżąco gorące napoje, owoce, ciastka, czekoladę no i przede wszystkim odżywki. Pogoda też zrobiła niespodziankę, bo było ciepło, ale bez żaru lejącego się z nieba. Od czasu do czasu pokropiło drobnymi kropelkami deszczu.
Prowadzący z przyjemnością opowiadał o osiągnięciach sportowych startujących biegaczy. Kiedy koło sędziów przebiegał Wiesiek Miech można było usłyszeć, że jest olimpijczykiem z Seulu, Vice Mistrzem Europy z Moskwy na trasie maratonu oraz to że przez 14 lat jego rekord trasy podczas maratonu bostońskiego w kategorii zawodników słabowidzących był nie do pobicia. Podczas prezentacji Sławka wszyscy byli zaskoczeni, kiedy się okazało, że na trasie jest Mistrz Polski w tańcu sportowym w stylu standard i łacina. Zenek co chwila ogłaszał, że biegnie tańczący biegacz i do tego 8 krotny Mistrz Polski w maratonie w kategorii osób słabowidzących.
Pierwszy z trasy niestety zszedł nasz zawodnik Wiesiek Miech. Odnowiona kontuzja stawu uniemożliwiła jego dalszy start. Z czasem stawka zawodników coraz bardziej się rozciągała. Biegacze mieli do zaliczenia pętelkę wokół błoń liczącą sobie 3,530 km. Sędziowie odhaczali pełne pętle i to było podstawą klasyfikacji.
Po godzinie 18 Wiesiek w Sławka wmusił ogromnego schabowego, kazał popić ekstra kawusią i pędzić dalej. W tak sielskiej atmosferze wszyscy doczekali do godz. 20, kiedy to podano ciepły posiłek, czyli miseczkę gorącego rosołu z makaronem lub ryżu do wyboru. Sławek postanowił koło 21 zrobić sobie przerwę. Miał już przebiegnięte prawie 86 km. Szybka decyzja - masaż. Sławek miał szczęście, bo spotkał znajomego masażystę, który akurat rozpoczynał swój dyżur. Potem gorąca kąpiel i ciepłe łóżeczko w hotelu. Zawsze to lepsze niż nocleg na materacu. Po bardzo króciutkim śnie czas dłużył się potwornie a więc szybka decyzja gorąca kawusia i na trasę. Właśnie minęła północ.
O dziwo na trasie był spory ruch. Tylko nieliczna część zawodników zapadła w błogi sen. Trasa była nawet dobrze oświetlona a w miejscu gdzie nie było światła ustawione były ogromne znicze. Powoli zmęczenie dawało znać o sobie i Sławek postanowił pospać biegnąc. Trwało to dobrą chwilę, ale utrata równowagi kazała wrócić do rzeczywistości. Większość zawodników w trakcie sesji nocnej przeszło do szybkiego marszu. Każdy oszczędzał siły na poranek. Ptaki budziły się do życia i gratisowo dały przepiękny koncert jakby chciały przeprosić zawodników za nocne opady deszczu.
Koło godziny czwartej nastały tzw egipskie ciemności. Zgasło światło na ulicach a niebo było jeszcze w chmurach. Trzeba było dobrze wytężyć wzrok, żeby biec po wyznaczonej trasie. Sławek niestety z rozpędu biegł dalej ale czujni inny koledzy korygowali jego poczynania.
O 5 rano zaserwowano najwytrwalszym gorący posiłek. Makaron z warzywami i kawałkami kurczaka.
Większość zawodników miało na trasie swoich własnych serwisantów. Biegaczom towarzyszyły całe rodziny, które dbały , żeby zawodnikowi niczego nie brakowało. Klasyfikacja zawodników była ogłaszana co 2 godziny.
Po 22 godzin trwania biegu okazało się, że Sławek ma przebiegniętych tylko 40 okrążeń, czyli 141,20 km. Pomiar czasu 1 okrążenia i szok – 32 minuty. Szybko w głowach uruchomiły się kalkulatory i rachunek był prosty – NIEUDA SIĘ!. Ale nie! Sławek nie przyjmował tego do wiadomości. Na trasie pytał bardziej doświadczonych biegaczy czy ma szanse na przebiegnięcie prawie 20 km w niecałe 2 godziny. W normalnych warunkach pewnie nie było by z tym problemu, ale po 22 godzinach wydawało się to nierealne.
I nagle zaświtała myśl jak to mnie się nie uda! Nie spełnię swojego marzenia, to jest po prostu niemożliwe. Jakim cudem zaczął poprawiać czasy okrążeń to zostanie jego tajemnicą! Najpierw 5 minut udało się nadrobić, potem urwał jeszcze troszkę i 3,530 km biegł już po 22 minuty. Ponieważ sporo osób mu kibicowało do czego gorąco zachęcał spiker Sławek na każdym okrążeniu miał podawane odżywki i to co tylko chciał. Nawet koszulkę zmieniał w biegu. W tak dobrej kondycji i przy burzy oklasków minął 45 okrążenie i do upragnionego rekordu zostało do przebiegnięcia już tylko i aż 1, 150 km . Na to miał zaledwie 13 minut.
Na mecie wszyscy wstrzymali oddech czy mu się uda. Rozdzwoniły się telefony od Krzysia Gębskiego, Piotra Jankowskiego i Mariusza Gołąbka, którzy bardzo interesowali się wynikiem Sławka. A on był już po przeciwległej stronie Krakowskich Błoń. Syn Andrzeja – górnika ze Śląska podbiegł do Sławka i zapytał czy jego tata może biec razem z nim. Sławek nieco zwolnił i kiedy rozległ się upragniony gwizdek ogłaszający koniec biegu Panowie zatrzymali się dokładnie w tym samym miejscu. Sędziowie zrobili pomiar odległości i oni już widzieli. Młody przybiegł na metę i oznajmił wszystkim, że Sławkowi zabrakło do rekordu 2 metrów. Ale kiedy zobaczył żal w oczach wykrzyczał, że Pan Sławek i jego tata przebiegli razem 161,302 km. A więc padł rekord a nawet został przekroczony o 1,302 km. Była ogromna radość i wzruszenie. Telefon grzał się do czerwoności i w ciągu kilku minut pół sportowej Polski wiedziało o wspaniałym wyczynie. Tak, więc marzenie się spełniło i Sławek wśród amatorów zajął 7 miejsce a więc był w pierwszej dziesiątce!!!!!!! Jeszcze nikt w Polsce z osób słabowidzących nie przebiegł aż tylu kilometrów w tak krótkim czasie.
Na uznanie zasłużyło sobie wielu zawodników. Waldemar Pędzich przebiegł 243km 621m i pobił rekord Polski! Z tej okazji spiker umył sobie nogi. Drugie miejsce zajął Tadeusz Ruta z wynikiem 234km 801m. Był to jego 2 bieg a wynik poprawił tylko ciut ciut bo o całe 102 km !!!
Na uznanie zasłużyły sobie też Panie. Pierwsze miejsce zajęła Irina Reutovich która przebiegła 210km 620m , druga była Alicja Banasiak z wynikiem 182km 084m.
Zaraz po zakończeniu biegu najlepsi zawodnicy udzieli wywiadów. Sławek najdłużej opowiadał o swoich przeżyciach z biegu i o swoich sukcesach tanecznych. Spikerowi nawet zakręciła się łza w oku.
Podczas biegu 24 godzinnego cały czas biegała po błoniach sztafeta Biegu Kwietnego, która poświęcona była hołdowi Janowi Pawłowi II.
Zapraszamy do obejrzenia galerii

Teresa Picheta

10-11 maja 2008 r.
Mistrzostwa Polski w półmaratonie – Ostrołęka 2008
Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących Cross podczas XIV Międzynarodowego Półmaratonu Kurpiowskiego zorganizowało Mistrzostwa Polski dla osób niewidomych i słabowidzących.
Biegacze 10 maja zostali zakwaterowani w hotelu Energetyk w Ostrołęce.
11 maja w godzinach porannych 12 zawodników i 3 przewodników pobrało numery startowe i o 11 wszyscy wystartowali na trasę liczącą 21,097 km. Trasa półmaratonu przebiegała ulicami miasta. Na linii startu i mety zgromadziła się liczna widownia by dopingować 122 zawodników.
Organizatorzy spisali się na medal i dzięki ich uprzejmości nasi niewidomi zawodnicy mieli do dyspozycji 2 rowery.
Pogoda w tym roku dopisała a słoneczko świeciło zbyt mocno. Pewnie, dlatego nikomu nie udało się poprawić rekordu trasy.
Każdy zawodnik otrzymał od organizatorów półmaratonu pamiątkową koszulkę, medal i metalową plakietkę.
Mistrzem Polski w kat. B1 został Zbigniew Świerczyński –1.40,33
II miejsce zajął Ryszard Sawa 2.16,12
III miejsce Grzegorz Powałka - 2.18,39
Wszyscy Ci zawodnicy reprezentowali klub Cross Warszawa
Mistrzem Polski w kat. B2 został Mariusz Gołąbek z Cross Gdańsk – 1.29,34
II miejsce zajął Sławomir Jeżowski z Cross Warszawa – 1.31,06
III miejsce zajął Krzysztof Bacowski z Cross Bydgoszcz – 1.38,46
Po raz pierwszy organizatorzy ufundowali nagrody pieniężne dla pierwszych trzech zawodników w kat. B1 i B2.
Dzięki dyrektorowi MOSIRU po dekoracji przy udziale licznie zgromadzonej publiczności wręczono naszym zawodnikom puchary za zdobycie tytułów Mistrza i Vice Mistrzów Polski w kat. B1 i B2 a pozostali zawodnicy otrzymali pamiątkowe statuetki.
Zapraszamy do obejrzenia galerii

Teresa Picheta

4 maja 2008 r.
KRAKÓW MARATON "DESZCZOWE 42 KM"
Nic nie zapowiadało wcześniej naszego startu w tym maratonie. To dzięki otwartości wypowiedzi i uporowi kol. Ryśka ujęto naszą grupę w regulaminie na równych prawach jak wózkarzy . Koledzy którzy startowali w maranie wiedeńskim zarzekali się, że na pewno nie przyjadą bo nikt rozsądny „nie biega co tydzień maratonu- znamy to stwierdzenie od wielu lat. Wiemy że to sztuka dla sztuki, nie oszuka się nóg bo to kolejne 42 na asfalcie. Jednak wszyscy, czyli „krezole” decydują się na start w Krakowie. Wiemy z informacji jakie do nas dotarły że będzie też grupa atletów z ACHILLESA z USA.
Nasza grupa wzrokowców z ACILLES TRACK CLUB POLSKA to: Jeżowski Sławomir, Świerczyński Zbyszek, Kąkol Franciszek, Sawa Ryszard, Spólnik Stanisław, Gołąbek Mariusz Badowski Krzysztof.
SOBOTA 03.05 – wszyscy dojeżdżają do Krakowa. Dopiero po 18-ej docieramy do biura zawodów. To dla nas najważniejsze załatwić formalności związane ze startem. Spotykamy Sławka (przyjechał prosto z zawodów tanecznych z Piotrkowa Trybunalskiego z pakietem sukcesów i nagród ) i Krakusa. Zajmuje to trochę czasu, ale zdążymy jeszcze na błonia tam jest pasta makaronowa dla zawodników. Trafiamy akurat na końcówkę wykładu dr. Żołędzia o wpływu odżywiania na wynik w maratonie. Jest tłoczno wszak to autorytet w swojej dziedzinie. Nie ma gdzie tyłka zawiesić, okulary zaparowane, zero widoczności. Udaje się gdzieś przysiąść i chłeptamy makaron z sosem. Coraz bardziej czujemy zmęczenie i jak najszybciej chcemy dotrzeć do miejsca noclegu. Na szczęście nie jest to daleko, wystarczy w poprzek przejść przez błonia. Pogoda jest w miarę, ale nie wiemy, co będzie jutro. W miarę sprawnie „klarujemy” się do startu i można odpocząć...
NIEDZIELA 04.05 – Jak zwykle budzimy się z dużym zapasem czasu. Poranna toaleta, lekkie śniadanie. To są niektóre b. ważne cegiełki przedstartowe a trzeba ich sporo by na tej 42 km trasie czuć się jak najbardziej komfortowo.
Nocka w hotelu była chłodna i było otwarte kilka okien, co jeszcze bardzie potęgowało chłód. Sławek, co chwilę kichał, co jest tego wydatnym dowodem. Powoli ubieramy się jak do startu, bo nie mamy daleko. Pogoda nie jest zbyt ciekawa jest chłodno i zaczyna padać deszcz. Truchtem docieramy do depozytu ciuchów i miejsc startu. Deszcz nasila się chwilami, ale cóż.. Ostatnie decyzje, w czym pobiec na krótko czy w długich ciuchach każdy już podejmuje decyzję samodzielnie.
Nie ma zmiłuj !!! 9.30 RUSZAMY !!!
Sporo ludzi prawie dwa tys. ludzi nareszcie w Polsce biegi zaczynają przybierać na liczebności i tak niech się dzieje przez następne lata. Kompletnie pogubiliśmy się przed startem z kolegami z klubu. Na pierwszych kilometrach jest sporo biegnących i nie jest tak bardzo zimno. Kilku kolegów ma w nogach maraton Wiedeński z przed tygodnia. Mario mija świerszcza z frankiem – krótkie słowa otuchy. Za jakiś czas Sławo, mówi ze biegnie spokojnie, ale to walczak z charakterem nigdy nie odpuszcza, i jego liczne sukcesy w biegach nie biorą się z niczego, a to przecież dopiero początek zabawy. W miarę upływu czasu nie zwracamy uwagi na deszcz, specjalnie nie przeszkadza tylko nie mamy wycieraczek do szyb okularowych, trochę chroni je daszek od czapki. Kałuże też trafiają mi się coraz częściej, bo przybywa ich na trasie. Coraz bardziej wydłuża się stawka biegaczy, kłopoty z oznakowaniem km na asfalcie tylko niektóre są jeszcze do zlokalizowania. Grubo po 20 km słyszę jak jedna ze stojących na chodniku czy przystanku osób mówi do kogoś ze stojących „ PATRZ ILU CHORYCH LUDZI !!!... „ i wszystko jasne, ma sporo racji (jednym zdaniem załatwia temat- przypada nam to zdanie do gustu) a my klepiemy po tych kałużach niemiłosiernie przemoczeni i zmordowani. Szkoda że jest taka pogoda bo trasa tego biegu jest naprawdę w sporej części ciekawa miasto zabytków i historii jak je podziwiać w deszczu. I tak mija ponad trzy godziny zmagań. Pod koniec, jest nam już coraz chłodniej w ręce i plecy. Docieramy do błoń. Brakuje nam kilku km do mety ale okazuje się że jest przed metą lekkie odbicie w prawo i jeszcze raz trzeba obiec całe błonia i potem dopiero finisz. To wyjaśnia sprawę. Dobija nas moment gdy przebiegamy obok hostelu gdzie spaliśmy- suche ciuchy buty skarpety herbata itp. wszystko jest tuz po lewej tylko skręcić i już… ale nie ma takiej opcji ! Doczłapiemy jeszcze te kilka kilometrów i wreszcie na mecie otrzymam pamiątkowy medal z CRACOVIA MARATON 2008. Wreszcie jest META –medal- chwile satysfakcji i radości. Zmykamy jednak po chwili do depozytu, nie ma co. Wracamy do hotelu- kąpiel, gorąca herbata, suche ciuchy, trochę żarcia-to jest to! Pierwsze wrażenia kolegów: siąpiący deszcz, kłopoty z fizjologią itp. to tylko minimum wrażeń na gorąco.
Razem idziemy na dekorację, znamy swoje czasy, ale nie wiemy jak pobiegli pozostali wzrokowcy - to się okaże.
Przez chwile pomagamy wózkarzom przy ich dekoracji, jest ich sporo, pani Halina mówi że amerykanie zmarzli niemiłosiernie podczas maratonu i czekania na dekorację. Rozmawiamy tylko chwilkę i oni zmykają do hotelu żeby się nie rozchorować. Krótkie pożegnanie i już ich nie ma.
Zadowoleni po dekoracji, zaczynamy się rozchodzić, bo każdy ma spory kawał drogi przed sobą. Maraton zakończony. Nie ma jednak czasu na odpoczynek, bo za tydzień kolejny start, w półmaratonie w Ostrołęce.
Zapraszamy do obejrzenia galerii

Teresa Picheta

25-28 kwietnia 2008 r.
25 MARATON W WIEDNIU
25.04. PIĄTEK –Wczesnym rankiem wyjeżdżamy z W-wy do Wiednia. Mamy jasno wyznaczony cel „ powtórzyć odsiecz wiedeńską „.. Jedno jest pewne, powalczymy nie orężem lecz siłą woli i charakterów na trasie maratonu. Już w pociągu okazuje się że życie skorygowało u niektórych zmiany w przygotowaniach do sezonu. Mamy okazję o tym pogadać bo spotkaliśmy się po sporym czasie „5 wspaniałych” to: kołcz –Miech Wiesław, świerszcz - Świerczyński Zbyszek jego przewodnik Kąkol Franek, kolarz – Badowski Krzysztof i mario – Gołąbek Mariusz .
W Wiedniu odbiera nas na dworcu Filip b. sympatyczny kolega mieszkający od lat w Wiedniu. Pomaga nam dotrzeć do hotelu daje sporo potrzebnych wskazówek. Dzięki FILIP !!! Ja jak zawsze cieszę się że będziemy radzić dalej sobie sami. To jest dopiero rehabilitacja i wyzwanie.
Po krótkim rozpakowaniu się wyruszamy do biura zawodów odebrać nasze numery startowe. Sprawnie docieramy tramwajem w okolice Messe Vienn.
Nie ma jeszcze tłoku więc wszystko przebiega sprawnie i mamy trochę czasu pochodzić po stoiskach ze sprzętem sportowym. Nie jest tego zbyt dużo i uwijamy się dosyć szybko. Wracamy do hotelu , wszak jesteśmy na nogach od wczesnego ranka.
26.04. SOBOTA – Dzisiejszy przedstartowy dzień zaczynamy rano 0 6.30 lekkim treningiem. Mieszkamy w pobliżu starego Dunaju i jest tu bardzo ładny odcinek alejek asfaltowych do spacerów i biegania. Roztruchanie ok. 6 km. i potem trochę gimnastyki rozciągającej, wystarczy przed maratonem.
Po śniadaniu jedziemy na Stephen Plaz i tu rozpoczynamy kilkugodzinny spacer po starówce.
Piękne zabytkowe budynki , urokliwe uliczki po których krążą dorożki z turystami. Czas mija bardzo szybko i po kilku godzinach są sygnały do powrotu, juto czeka nas maraton.
Chcieliśmy jeszcze pojechać na Praterstern i zobaczyć park kultury i wypoczynku wielu wiedeńczyków, oraz stadion Ernsta Hampela przecież tu polscy piłkarze niedługo będą grali w Euro 2008. Zwycięża zdrowy rozsądek. Trzeba wypocząć ile się da i przygotować się do startu. Wracamy metrem do stacji Alte Donau (stary Dunaj). Nad rzeką widać że sezon został rozpoczęty, sporo tu sprzętu wodnego, barów , kawiarenek i restauracji a wszystko w otoczeniu zieleni i leniwie płynącego Dunaju.
27.04. NIEDZIELA - Śniadanie od 6.15, nie ma zmiłuj , trzeba zjeść coś lekkiego i nie za dużo bo o 9 ej start 25 VIENNA CITY MARATHON.
Już wczesnym rankiem widać że będzie ładny słoneczny dzień . Poprzednie dwa były chłodnawe i nawet trochę padało ale dzisiaj nic z tego. Ale niech jest pogoda, zawsze to lepiej dla kibiców którzy chętniej będą nas dopingować na trasie. Do miejsca startu mamy jakieś pół kilometra więc prawie na gotowo wychodzimy z hotelu i wolnym krokiem z wieloma innymi biegaczami kierujemy się w stronę startu.
Słonko grzeje coraz mocniej. Postanawiamy oddać ciuchy do depozytu i już na gotowo zrobić rozgrzewkę. Ustalamy m-sce zbiórki po maratonie w okolicy samochodu z ciuchami. Tak zawsze jest łatwiej, bo dopiero póżniej widać, jak wielu biegaczy startowało w tym maratonie. Krótkie uściski rąk i słowa otuchy, na chwilę przed startem. Udalo nam się zaistnieć na kilku zdjęciach przed startem to już niezła gradka!
9.00 ruszamy … do ponownego napisania za 42km. z haczykiem czyli dalszej relacji już po kilku godzinach od startu.
Wśród wielu tysięcy biegaczy jesteśmy też my. Zgubiłam się gdzieś kolarz pewnie szukając swojego sektora startowego ale to nic. Trzeba wziąć poprawkę na sporą część biegnących ponieważ biegną oni półmaraton i ich tempo może być mylące. Pogoda nas nie rozpieszcza i jest coraz cieplej. Trasa biegu malownicza na sporych odcinkach można szukać odrobiny cienia pod drzewami uff chociaz tyle. Po kilku godzinach osiągamy linię mety. W tym roku ostatni odcinek jest wyłożony trawą i ma nawiązywać do EURO 2008 ach!!! Jaka ulga dla zmęczonych nóg kawałek boiska i finiszowy baner.
Razem wracamy z umówionego miejsca. Pierwsze wrażenia, na gorąco mimo sporego zmęczenia . Szybko robimy geszeft i nabywamy pamiątkowe kurtki posłuża pewnie spory czas. Uzupełniamy wypocone litry wody i mamy wielką satysfakcję „odsiecz wiedeńska” zakończona. Idziemy do metra. Uff jeszcze te schody do pokonania
Umawiamy się w hotelu że na kolacje idziemy o 18-tej. Mobilizuję się i postanawiam po krótkiej kąpieli pojechać zobaczyć stadion i miasteczko wypoczynku na Praterze. Bardzo sprawnie dojeżdżam do stadionu ale niestety jest zamknięty pozostaje mi tylko zrobić kilka zdjęć obejść dookoła … co tu będzie się działo w czerwcu tysiące kibiców piłki nożnej emocje i pewnie jak to w sporcie bywa, łzy radości i smutku, nie ma innej opcji w piłce nożnej. Jestem blisko EURO 2008 a jednocześnie tak daleko.
Niewielki kawałek drogi jadę tramwajem i już jestem w wesołym miasteczku. Na kredce robię kilka zdjęc , tłumy ludzi – ogrom zabawy i uciechy .
W drodze powrotnej, już w pobliżu hotelu gdzie mieszkamy nad starym Dunajem spotykam czołówkę dzisiejszego maratonu Kenijczyków
Żałuję że nie ma żadnego z kolegów ale tak bywa może to „premia” za pokonanie zmęczenia.
Docieram od razu do restauracji ,jest piękny niedzielny wieczór, wielu gości i niewinnie prezentujące się UNO city miejsce porannego startu z zachodzącym słońcem.
Apetyty dopisują, każdy pałaszuje aż milo. Sznycel wiedeński i żeberka z grilla znikają w mig. Powoli leniwie wracamy do hotelu. Jeszcze długi czas rozmawiamy o naszej wyprawie i sportowym zmaganiu ,ale trzeba się spakować. Jutro wyjazd do domu.
Poniedziałek rano wyruszamy z hotelu. Mijamy most na Dunaju
Kupujemy kilka widokówek na pamiątkę i zaczynamy podróż powrotną.
Dojeżdżamy do Warszawy centralnej w godz. Popołudniowych i rozjeżdżamy się do domów.
Wyjazd na 25 VIENNA CITY MARATHON ze wszech miar udany.

Tekst i własne przemyślenia (Mario)

6 kwietnia 2008 r.
Maraton w Paryżu
6 kwietnia 2008 r. odbył się 32 maraton w Paryżu. W tym roku swój udział zapisał na kartach historii tego biegu Sławek Jeżowski. A o to jego relacja:
„Po przylocie do Paryża zaczęły się przygody na lotnisku z kupieniem biletu na metro. Po 30 min udało się kupić bilety i po godzinie byłem już w hotelu. Hotel położony w północnej dzielnicy Paryża ze świetną lokalizacją. W odległości 400 m 2 stacje metra. Już w czwartek organizatorzy rozpoczęli wydawanie numerów startowych, więc z mapą Paryża ruszyłem w poszukiwaniu Expo. Nie było żadnego problemu ze znalezieniem tego miejsca, bo kolejka spragnionych biegania wyznaczała cel mojej wizyty. Po otrzymaniu numeru startowego 3705 mogłem obejrzeć trasę maratonu z ostatniej platformy wieży Eiffela. Mimo długiej kolejki warto pokonać wysokość 320 metrów, żeby zobaczyć przepiękną panoramę Paryża. Widoczność ekstra. Zadziwiające jest to , że z góry dachy Paryża wyglądają jak białe plamki. W drodze do hotelu zdążyłem zobaczyć słynny Plac Pigall na którym nie rosną kasztany i słynny czerwony wiatrak w którym się mieści kabaret Mulin Rouge. Następnego dnia postanowiłem odwiedzić Disneyland. Polecam. Kolejki górskie, lot kosmiczny i inne ciekawe miejsca to super zabawa nie tylko dla dzieci.
W sobotni poranek ubrany w barwy narodowe wziąłem udział w biegu śniadaniowym. Kolorowe flagi i świąteczna atmosfera towarzyszyła biegaczom przez 5 km. Na mecie czekało na wszystkich śniadanko, czyli babeczki, ciasteczka, banany, kawa woda. Przybiegającym zawodnikom grała damska orkiestra jazzowa. Po biegu zwiedzanie Paryża. Dzielnica XXI wieku La Deffense, Luwr, Katedra Notde Dame oraz stadion de France.
W niedzielny nieco chłodny poranek wszystkie drogi prowadziły pod Łuk Tryumfalny na Placu Charles de Gaulle. Start odbył się na Polach elizejskich a meta była na Alei Focha. Trasa maratonu przebiegała wśród licznych zabytków Paryża przy dźwiękach orkiestr, bębnów, piszczałek i kołatek. Trasa była znakomicie przygotowana. Dobrze zaopatrzone punkty odżywcze, toalety na trasie i punkty medyczne.
Organizatorom jedynie nie udało się opanować publiczności. Trasa maratonu to szerokie aleje i ulice ale biegliśmy coraz w węższych uliczkach ponieważ każdy chciał zobaczyć czołówkę biegaczy świata lub swoich znajomych. Doping, który był na trasie dodawał nam sił. Mnie udało się pokonać tą trasę w 3 godz. 18 min 55 sekund. Dało mi to ogółem 3317 miejsce na 35 tyś startujących. Mogę być zadowolony z wyniku. Organizatorzy na swojej stronie WWW.parismarathon.com zamieścili filmiki z moim udziałem wystarczy wpisać mój Nr 3705 lub moje nazwisko. Wszystkim polecam ten maraton i pewnie chętnie bym tam jeszcze raz pojechał. Pamiętajcie w Paryżu na lotnisku trzeba mieć monety lub kartę kredytową, żeby można było się z niego wydostać kolejką REB B. Weźcie też pod uwagę w planowaniu podróży, że pociągi mogą w ogóle nie przyjechać , choć są na rozkładzie jazdy. Tak było w moim przypadku i dlatego drugi maraton pokonałem biegnąc przez 2 terminale by zdążyć na samolot. Paryż przywitał mnie wiosennie a pożegnał mnie śniegiem i mrozem.”
Zapraszamy do obejrzenia galerii

Teresa Picheta

25 czerwca 2007 r.
Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących w Maratonie 15-17 czerwca Wejherowo-Lębork
Zakończyły się Mistrzostwa Polski w półmaratonie, więc czas było zacząć przygotowania do maratonu. Rezerwacja domków w motelu TINA w Lęborku, załatwione rowery dla przewodników i kupione na piątek bilety do Lęborka.
W środę przed wyjazdem tradycyjne kolejne potwierdzenie rezerwacji i podanie godziny przyjazdu. A tu proszę – przykra niespodzianka. Pani w motelu oznajmiła, że rowery oczywiście są dla nas przygotowane, ale nici z noclegów dla 14 osób. Szok i zdenerwowanie sięgnęło zenitu. Pani nawet nie raczyła nas poinformować, że sprzedała nasze domki innym osobom. Zaczęło się nerwowe szukanie noclegów. Niestety w Lęborku i okolicy niczego nie znaleźliśmy, więc zostało najbliżej położone Wejherowo. Tak więc biegacze z przewodnikami 15 czerwca zostali zakwaterowani w hotelu Bliza w Wejherowie. Pokoje były 2 osobowe z łazienką.
W sobotę rano po śniadaniu wyruszyliśmy na dworzec w nadziei, że uda się nam w miarę szybko dotrzeć do Lęborka. Roboty na torach kolejowych zdecydowanie utrudniały komunikację między tymi miastami.
Po godzinie zameldowaliśmy się w biurze zawodów. Okazało się, że lekarz dopiero zacznie przyjmować od, godz.12 więc Sławek Jeżowski i Olga Karaś pojechali odebrać rowery. W trasie powrotnej dzielnie stawili czoło potwornej burzy ale jeszcze przed południem dotarli do biura. Sławek miał pamiątkę po ulewie kolorowe skarpetki od zafarbowanych sandałków. Oj długo mył nóżki.
Organizatorzy obiecali nam przechować rowery. Po godzinnej wędrówce do internatu i z powrotem nasze rowery wylądowały wreszcie w piwnicy pod kluczem a my z numerami wróciliśmy do hotelu na obiad.
17 czerwca podczas XVI Międzynarodowego Maratonu Ekologicznego pamięci Tomasza Hopffera zostały zorganizowane Mistrzostwa Polski Niewidomych i Słabowidzących zorganizowane przez Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących Cross. Zawodnicy otrzymali nowe stroje z logo Stowarzyszenia.
W niedzielny poranek autobusami dotarliśmy na linie startu. Punktualnie o 9.00 - 150 osób w tym 11 naszych zawodników i 3 przewodników wystartowało na trasę maratonu by pokonać 42,195 km. Trasa maratonu była wyjątkowo ciężka. Długie i strome podbiegi a potem raptowne zbieganie dawało dodatkowe zmęczenie. Na trasie świeciło słonko, ale wiał też chłodny orzeźwiający wiatr. Na linii startu i mety oraz na trasie zgromadziła się liczna widownia by dopingować wszystkich zawodników. Podczas całego maratonu jak i po jego zakończeniu robione były zdjęcia. Organizatorzy w tym roku obiecali, że każdy z zawodników otrzyma 1 pamiątkowe zdjęcie.
Podobnie jak w latach poprzednich nie został pobity rekord trasy.
Miłym dla nas zaskoczeniem była ekipa Telewizji Polskiej programu 1, która kręciła materiał filmowy o zawodnikach niepełnosprawnych dla programu „Pełnosprawni”. Były przeprowadzane były wywiady z wózkarzami oraz z naszymi zawodnikami tj. Sławkiem Jeżowskim i Mariuszem Gołąbkiem.
O wielkim pechu może mówić Rysiek Sawa. Z pożyczonego roweru urwał się pedał i nastąpił mały wypadek. Przewodniczka miała zdarte kolano i była poobijana. Od 30 km trasę maratonu oboje pokonywali na pieszo. Kiedy dochodzili do mety trwała dekoracja najlepszych zawodników. Spiker przerwał tą uroczystość i wszyscy zebrani oklaskami nagrodzili naszą dzielną parę. Służby medyczne od razu zajęły się opatrywaniem ran.
W oczekiwaniu na naszą dekorację zaczął padać ulewny deszcz, ale to nie przeszkodziło organizatorom w dekoracji. Były dyplomy, nagrody finansowe dla 4 pierwszych zawodników w kategorii niepełnosprawi, tj. Sławka Jeżowskiego, Mariusza Gołąbka, Krzyśka Bacowskiego i Zbyszka Świerczyńskiego. Oczywiście grane na trąbkach fanfary.

Mistrzem Polski w kat. B1 został Zbigniew Świerczyński (w ogólnej klasyfikacji zajął 93 miejsce – 3,55.54)
II miejsce zajął Ryszard Sawa
III miejsce Grzegorz Powałka
Wszyscy Ci zawodnicy reprezentowali klub Cross Warszawa

Mistrzem Polski w kat. B2 został Sławomir Jeżowski z Cross Warszawa (w ogólnej klasyfikacji zajął 42 miejsce – 3,24.32)
II miejsce zajął Mariusz Gołąbek z Cross Gdańsk
III miejsce zajął Krzysztof Badowski z Cross Bydgoszcz.

Pozostali zawodnicy pobiegli na swoim poziomie.
Po ukończonym biegu w hotelu wręczono naszym zawodnikom puchary za zdobycie tytułów Mistrza i Vice Mistrzów Polski w kat. B1 i B2.
Zapraszamy do obejrzenia galerii

Teresa Picheta

13 maja 2007 r.
Ostrołęka - Mistrzostwa Polski „CROSS” w półmaratonie
Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Sportu i Turystyki Niewidomych i Słabowidzących Cross podczas XIII Miezynarodowego Półmaratonu Kurpiowskiego zorganizowało Mistrzostwa Polski dla osób niewidomych i słabowidzących.
Biegacze 11 maja zostali zakwaterowani w hotelu MOSIRu w Ostrołęce.
W sobotę można było się zapoznać z nową trasą półmaratonu.
13 maja w godzinach porannych 11 zawodników i 3 przewodników pobrało numery startowe i o 11 wszyscy wystartowali na trasę liczącą 21,097 km. Trasa półmaratonu przebiegała ulicami miasta. Na linii startu i mety zgromadziła się liczna widownia by dopingować 116 zawodników.
Miłym dla nas zaskoczeniem była ekipa Telewizji Polskiej programu 1, która kręciła materiał filmowy o zawodnikach niewidomych i słabowidzących. Były robione ujęcia na trasie półmaratonu, a także przeprowadzane były wywiady z każdym zawodnikiem, który ukończył bieg.
Mistrzem Polski w kat. B1 został Zbigniew Świerczyński – 1.38,34
II miejsce zajął Ryszard Sawa - 2.06,35
III miejsce Grzegorz Powałka - 2.11,42
Wszyscy Ci zawodnicy reprezentowali klub Cross Warszawa
W kategorii B-2 było już ciaśniej, bo wystartowało 8 zawodników, a 4 miało ochotę na zdobycie medalu. Rywalizacja na trasie była zacięta. Na pierwszym i drugim okrążeniu trzeci był Sławek Jeżowski, a tuż tuż za nim Krzysiek Badowski. Na trzecim i czwartym okrążeniu przewaga Sławka wzrastała z minuty na minutę i na mecie wynosiła 5.20 minutki. Tak więc to Krzysiek tym razem był bez medalu.
Mistrzem Polski w kat. B2 został Tomasz Chmurzyński z Cross Bydgoszcz – 1.19,51 zajmując w ogólnej klasyfikacji 18 miejsce.
II miejsce zajął Mariusz Gołąbek z Cross Gdańsk – 1.26,46
III miejsce zajął Sławomir Jeżowski z Cross Warszawa – 1.31,38.
Po ukończonym biegu 3 pierwszych zawodników czyli Tomasz Chmurzyński, Mariusz Gołąbek i Sławomir Jeżowski zostali uhonorowani nagrodami przez organizatorów. Dzięki dyrektorowi MOSIRU po dekoracji przy udziale licznie zgromadzonej publiczności wręczono naszym zawodnikom puchary za zdobycie tytułów Mistrza i Vice Mistrzów Polski w kat. B1 i B2.
Zapraszamy do obejrzenia galerii

Teresa Picheta

6 maja 2007 r.
VI Cracovia Maraton
Wczesnym rankiem obudził nas deszcz bębniący o dach i szyby! Pogoda raczej niesprzyjająca bieganiu, bo był jeszcze wiatr.
Cała trójka Piotrek, Krzysztof i Mariusz dzielnie postanowiła wystartować w maratonie.
Jednak po pokonaniu 8 kilometrów na trasie pozostał tylko Krzysiek. Ja z Piotrkiem ze względu na zmęczenie treningami w górach i czekające nas za tydzień, Mistrzostwa Polski niewidomych/niedowidzących w półmaratonie postanowiliśmy zejść z trasy. Truchtem wróciliśmy na „błonia” gdzie ukończyliśmy mini maraton.
Pozostało nam trzymać kciuki za naszego kolegę i pozostałych zawodników z ACHILLESS TRACK CLUB.
Na pewno pokonamy cały dystans tego ciekawego maratonu w przyszłości!
Zapraszamy do obejrzenia galerii

Mariusz „Mario” Gołąbek

5 maja 2007 r.
Kraków - Spotkanie z Dickiem Traumem
W dniu 5 maja 2007, wyznaczona grupa zawodników: Jankowski Piotr, Gołąbek Mariusz wraz z wolontariuszem Armatys Krzysztofem pojechała ze Szklarskiej Poręby do Krakowa na spotkanie z prezesem Achilles Track Club w USA - Dickiem Traumem. Jest to pomysłodawca powstawania klubów i aktywizacji niepełnosprawnych przez sport.
W spotkaniu uczestniczyła też Pani Koralewska Halina, pomagająca sportowcom polskim przy Achilles Track Club USA.
Z okazji tego spotkania przekazaliśmy pamiątkowy puchar od ATC Polska dla Dicka Trauma, zadeklarowaliśmy chęć dalszej współpracy między naszymi klubami.
W miłej atmosferze pożegnaliśmy się do ranka dnia następnego, czyli startu w CRACOVIA MARATON.

Mariusz „Mario” Gołąbek

maj 2007 r.
Bieg na Polanie Jakuszyckiej
W ramach wielkiej majówki odbył się bieg, który był zamknięciem sezonu narciarskiego w Jakuszycach. Ze względu na brak śniegu na pol. jakuszyckiej, postanowiono zorganizować go w formie przyjacielskiego truchtu na ok. 2 km. Dla części z nas była to okazja do połączenia treningu z luźną zabawą biegową. Biegliśmy więc ze Szklarskiej na pol. jakuszycką, a po biegu i odpoczynku z powrotem. Na starcie stanęło kilkudziesięciu entuzjastów aktywnego odpoczynku. Od nas byli Wiesiek, dwaj Krzyśkowie i Mariusz. Podczas i po biegu pamiątkowe zdjęcia z P. Luljanem Gozdowskim i innymi gośćmi.
MOŻE UDA NAM SIĘ W PRZYSZŁYM ROKU WYSTARTOWAĆ I POKONAĆ NA BIEGÓWKACH TRASĘ BIEGU PIASTÓW ! OBY !!!
Zapraszamy do obejrzenia galerii

Mariusz „Mario” Gołąbek

26 kwietnia 2007 r.
Szklaraska Poręba - Obóz kondycyjny wiosna 2007
W dniach od 26 kwietnia do 6 maja mieliśmy zgrupowanie biegaczy naszego klubu przed sezonem startowym. Szklarska Poręba to „mekka” dla wielu czołowych biegaczy zarówno pod względem klimatycznym jak i położeniem w górach. Są tu znakomite warunki do ciężkich treningów na wysokości 600 do 1300 m.n.p.m. Wielu z biegaczy wie, gdzie droga pod reglami, do granicy i na „zakręt śmierci”.
Tak też było z nami. Codziennie długie wybieganie na dystansie 20 – 30 km, plus drugi lekki trening po południu. Co kilka dni odnowa biologiczna – basen, sauna, jaccuzi.
W ramach odpoczynku poszliśmy też na wycieczkę w góry - Szklarska Poręba – schronisko pod Łabskim Szczytem – Szklarska Poręba.
Słoneczne długie dni i znakomita pogoda sprzyjały podczas obozu. Każdy z nas po jego zakończeniu miał już sporo kilometrów w nogach.
Szklarska żegnała nas słońcem i płatami śniegu wysoko w górach. Czas wracać do domu i sezonu biegowego 2007.
Zapraszamy do obejrzenia galerii

Mariusz „Mario” Gołąbek

24 marca 2007 r.
Zaczynamy !! 24 marca 2007 r. ruszyła strona klubu. Na razie tylko jako "strona w budowie", ale mamy nadzieję to wkrótce zmienić.

Sebastian Miech

17 marca 2007 r.
Pechowa "13" w Rzymie
17 marca 2007 r. w godzinach porannych zawodnicy słabowidzący i niewidomi zrzeszeni w Stowarzyszeniu „CROSS” zameldowali na lotnisku w Łodzi, by udać się na trzynasty maraton w Rzymie. W maratonie m.in. udział wzięli: Wiesiek Miech, Sławek Jeżowski, Krzysiek Badowski i niewidomi Zbyszek Świerczyński, Rysiek Sawa oraz Olga Karaś.
Nasze pechowe przygody zaczęły się już na lotnisku, kiedy jednemu z naszych uczestników zmieniono nazwisko, ale udało się przejść przez kontrolę paszportową. Niestety celnicy zarekwirowali nasze odżywki, czyli dżemik i truskaweczki. Po 1.50 godz. wylądowaliśmy szczęśliwie w Rzymie. Prawie godzinę czekaliśmy na nasze bagaże, bo jak biegać bez strojów i dobrych butów. Zakwaterowani zostaliśmy u sióstr Palatynek w pobliżu Watykanu. Po krótkim odpoczynku wyruszyliśmy po odbiór naszych numerów startowych i tu znów pech nas dopadł. Sławkowi Jeżowskiemu zmieniono nazwisko na Owski Awomir. Dzięki temu, że nasi rodacy są wszędzie z pomocą Zbyszka udało się tą sprawę wyjaśnić. Niestety okazało się, że potrzebne są certyfikaty zdrowia. Na żadnym maratonie nikt tego nie żądał, a tu chcą. Zaczęła się akcja –„Telefon do Polski”. Po 5 godzinach udało się nam nareszcie odebrać numery. Włoska pizza i spaghetti to była nasza kolacja.
Rano w dobrych nastrojach wyruszyliśmy pod Koloseum, gdzie był usytuowany start do 13 maratonu. Pogoda dopisała i ludzie też. W maratonie wzięło udział 15 tys. osób. Równolegle do maratonu wystartował bieg na 4 km. Po zakończeniu sesji zdjęciowej udaliśmy się na linie startu, a nasz reporter na trasę maratonu. Okazało się, że stacje metra linii B zostały chwilowo zamknięte i trzeba było biec na linię A. Na plac św. Piotra nie było już szans, więc został 30 km. Tu udało się zrobić tylko 1 zdjęcie. Zapadła decyzja - bieg na plac św. Paula. Ustawiona kamera, oczekiwanie i wreszcie są. I w tym momencie ktoś odpina zamek plecaka i próbuje wyciągnąć kurtkę. Tak, to nasz rodak chciał mieć coś polskiego. Kurtka ocalona, ale nasi chłopcy zostali bez pamiątkowego filmu.
Trasa maratonu przebiegała przez najpiękniejsze zakątki Rzymu. Można było zobaczyć największe zabytki wiecznego miasta. Meta usytuowana była również przy Koloseum. Najlepszy czas uzyskał Krzysiek Badowski - 3.22. Pozostali zawodnicy pobiegli bardziej treningowo. Zbyt dużą część trasy trzeba było przebiec po kostce, bo starożytny Rzym jest wybrukowany. Nogi dostały za swoje. Po zakończeniu maratonu podziwialiśmy uroki Forum Romanum. Szczęśliwi dotarliśmy do metra. I tu znów przykra niespodzianka ze strony naszych rodaków. Krzyśkowi w metrze ukradziono telefon. Zadzwoniliśmy na jego numer i usłyszeliśmy „kwiecistą swojską wiązankę”.
Po kolacji udaliśmy się na plac św. Piotra. Przez moment udało się nam zobaczyć wnętrze bazyliki św. Piotra.
Rano bazylikę mogliśmy zwiedzić już bez przeszkód. Naprawdę robi ogromne wrażenie. To cud architektury i konstrukcji, a także przepięknej sztuki. Dzięki pomocy polskich zakonnic udało się nam odwiedzić grób naszego papieża. Była 7 rano, więc ludzi jeszcze nie było. W spokoju można było się pomodlić. Wzruszenie było tak duże, że łzy same spływały po policzkach. Dwa najważniejsze cele wyprawy zostały zrealizowane. Przebiegnięcie 42.195 km i odwiedzenie grobu naszego papieża.
O 10 pożegnaliśmy Rzym i udaliśmy się na lotnisko. Stwierdziliśmy, że jak przejdzie osoba ze zmienionym nazwiskiem to już nic złego nas nie dopadnie. Udało się, więc byliśmy szczęśliwi, że wszyscy wracamy do kraju. Niestety nie było, czym wracać. Samolotu ani widu ani słychu. Patrzyliśmy tylko jak zmienia się godzina odlotu. Pierwsza informacja z lotniska w Łodzi to taka, że strajkują włoscy kontrolerzy. Jak to możliwe, skoro wszystkie samoloty odleciały o czasie, potem dotarła informacja, że samolot ma awarię i nie wiadomo kiedy nastąpi nasz odlot. Zaczął padać deszcz a nasze bagaże mokły z każdą godziną. Również dach na lotnisku zaczął przeciekać i mieliśmy spore kałuże. Ze znudzenia pospaliśmy na podłodze, policzyliśmy ilość płytek przy wyjściu do bramek paszportowych, jeszcze kilka szalonych rzeczy. Po 7,5 godzinach podstawiono nam DC 8 prywatnych linii austriackich. Szczęśliwi wsiedliśmy do samolotu. Na pokład razem z nami wsiadł też ojciec Hejmo. Boską opiekę mieliśmy już zapewnioną, więc lot był spokojny mimo bardzo licznych turbulencji. O 22 rozległy się gromkie brawa. Samolot nasz szczęśliwie dotknął naszej polskiej ziemi.
I tak zakończyła się wyprawa na 13 maraton w Rzymie. I jak tu mówić, że 13 nie jest pechowa. Ale to nic, już nasi zawodnicy myślą o następnych maratonach zagranicznych, które opiszę w kolejnych relacjach.
Zapraszamy do obejrzenia galerii

Teresa Picheta

30 sierpnia 2006 r.
XX Bieg Pokoju Pamięci Dzieci Zamojszczyzny - Zamość 30.08-3.09.2006 r.
30 sierpnia 2006 r. organizatorzy Jubileuszowego XX Biegu Pamięci Dzieci Zamojszczyzny powitali na starcie rekordową ilość uczestników. 180 zawodników stanęło na linii startu aby w 4 dni pokonać 100 km. Wśród startujących zawodników byli m.in. niewidomi i słabowidzący, wózkarze i rolkarze. Z naszego Klubu wystartowali : Sławek Jeżowski, Wiesiek Miech, Piotr Jankowski, Grzesiek Powałka i Edmund Wałęga. Do rywalizacji w naszej kategorii dołączyli jeszcze Krzysiek Badowski z Bydgoszczy i Mariusz Gołąbek z Gdańska.
Przy odbiorze numerów startowych każdy zawodnik otrzymał pamiątkową koszulkę i czapeczkę oraz opracowaną przez sędziego głównego zawodów Pana Lucjana Ksykiewicza książkę poświęconą zawodnikom biorącym udział w XX biegach. W książce tej znalazły się zdjęcia i opis każdego zawodnika oraz specjalne podziękowania dla uczestników tego biegu oraz ogólny zarys historii losów Dzieci Zamojszczyzny.
I etap tradycyjnie zaczął się od uroczystego powitania wszystkich uczestników przez Prezydenta miasta Zamościa i złożeniu kwiatów przy pomniku. Zawodnicy wystartowali na zamojskiej starówce by pokonać trasę liczącą 35 km i zameldować się na mecie w Zwierzyńcu. W tym roku trasa została nieco zmieniona, a i meta została przeniesiona pod Urząd Gminy w Zwierzyńcu. Pogoda nie dopisywała zawodnikom. Było chłodno i wiał prosto w twarz zimny, porywisty wiatr. Na mecie o dziwo zameldował się pierwszy rolkarz, a nie wózkarz, co było małą sensacją tych zawodów. Pierwszy na linię mety przybiegł Sławek Jeżowski, 15 sekund za nim był Mariusz Gołąbek, a trzeci Krzysiek Badowski. Potem był Wiesiek Miech, Edmund Wałęga, Piotr Jankowski i Grześ Powałka. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania i natychmiast po przekroczeniu mety odbyła się dekoracja i zawodnicy mogli pojechać do Zamościa na cieplutką kolację.
II etap długości 20 km rozpoczął się od zwiedzenia wystawy w kościele w Zwierzyńcu poświęconej martyrologii Dzieci Zamojszczyzny. Kwiaty pod pomnikiem i start do Krasnobrodu. Na mecie tym razem pierwszy przyjechał wózkarz, a potem rolkarz. Z naszych zawodników pierwszy na metę przybiegł Mariusz, drugi był Sławek, a trzeci Krzysiek. Następny przybiegł Wiesiek, Edmund i Grzesiek. Piotr na ostatnich metrach właczył dopalacze i wyprzedził dwóch zawodników. Dobiegającym do mety przygrywał zespół ludowy, a dyrektor i sędzia główny każdego zawodnika witał uściskiem dłoni. W tym roku zmienił się wygląd rynku w Krasnobrodzie i zawodnicy tradycyjne tańce na zakończenie drugiego etapu przenieśli z ulicy na duży przestronny plac. W tym roku tańczyli również wózkarze, czyli Ania z Edziem. Tradycyjnie ogromny tort jako jedna z nagród trafił do najstarszej uczestniczki jubileuszowego biegu.
1 września wieczorem wszyscy zawodnicy udali się na wieczornicę do rotundy. Prezydent Zamościa wygłosił przemówienie, zostały złożone wieńce i kwiaty, a wojsko oddało salwy honorowe.
Trzeciego dnia rano Pan Lucjan Ksykiewicz zaprosił wszystkich na wystawę poświęconą Papieżowi Janowi Pawłowi II. Jakież było zaskoczenie, kiedy okazało się, że wszystkie zgromadzone materiały zostały zebrane przez Pana Lucjana. Zbiory liczyły aż 118 tomów. Były tam wycinki z gazet od czasu pierwszego dnia pontyfikatu i dotyczyły pielgrzymek, cudów, nauk i cierpienia naszego Papieża. Pan Lucjan zgromadził również niezliczoną ilość książek, czasopism i albumów poświęconych Janowi Pawłowi II. Było to prawdziwe przeżycie duchowe. W sobotnie przedpołudnie zawodnicy zostali oprowadzeni przez przewodnika po zamojskiej starówce.
Tradycyjnie w Krasnobrodzie można było spotkać parę młodych i weselny orszak. Jakie było zdziwienie i wzruszenie nowożeńców kiedy na drogę weszło ponad sto osób zrobić bramę weselną. Przy akompaniamencie orkiestry dętej wszyscy odśpiewali młodej parze tradycyjne sto lat i udali się złożyć kwiaty pod pomnikiem. Zawodnicy mieli do pokonania 30 km po górkach i górach. Trasa ta prowadziła na rynek w Zamościu. Pierwszy przybiegł Mariusz, drugi był Sławek, a trzeci Krzysiek. Tym razem Edmund był przed Wieśkiem, a Grześ pokonał Piotra.
W sobotnie popołudnie swoją obecnością na rynku zamojskim zaszczycił nas Prezes Stowarzyszenia "Cross" Piotr Dukaczewski.
Tego dnia w Zamościu ślub brali nasi trenerzy taneczni czyli Dorotka i Marcin. Pierwsza trójka naszych zawodników tuż po dekaracji szybciutko udała się do kościoła złożyć życzenia nowożeńcom.
Po kolacji w sali Osiru odbył się wieczór wspomnień. Były zdjęcia, opowieści zawodników najdłużej biegających w tym biegu no i oczywiście tańce do 2 w nocy.
W niedzielny poranek czwartego dnia biegacze mieli do pokonania ostatnie 15 km po ulicach Zamościa. Pogoda dopisała, bo było ciepło. W tym roku trasa na tym etapie też była nieco zmieniona. Na mecie na każdego zawodnika czekał pamiątkowy medal, wręczany przez prezydenta Zamościa i przedstawicieli Dzieci Zamojszczyzny. Na rynku był festyn, więc było wesoło i kolorowo. Swoją obecnością zaszczycili nas znajomi z Warszawy.
Po obiedzie była dekoracja IV etapu i podsumowanie całego biegu. Każdy zawodnik otrzymał nagrodę, a najlepsi zostali uhonorowani nagrodami pieniężnymi. Były podziękowania dla zawodników i organizatorów.
Wszyscy czekali na ostatnie przemówienie naszego sędziego, ponieważ miał to być ostatni bieg sędziowany przez Pana Lucjana. Jaka była radość na sali, kiedy Pan Lucjan oświadczył, że widząc tak wspaniałych zawodników nie może się z nimi rozstać i o ile mu zdrowie pozwoli za rok znów nas powita na starcie.

Nasi zawodnicy zakończyli rywalizację z następującymi czasami:

  • Mariusz Gołąbek 7.16.46
  • Sławek Jeżówki 7.23.18
  • Krzysiek Badowski 7.42.45
  • Wiesiek Miech 9.17.00
  • Edmund Wałęga 9.43.16
  • Grzesiek Powałka 11.56.25
  • Piotr Jankowski 12.08.58

Jest to jedyny bieg, na którym dyrektor zawodów gratuluje wszystkim biegnącym zawodnikom, po ukończeniu poszczególnych etapów.
Tak jak co roku, na tych zawodach poznaje się nowych, wspaniałych ludzi. Ostatni wieczór spędziliśmy w towarzystwie naszych znajomych wózkarzy Ani, Małgosi i Edzia. Było wiele śmiechu, zdjęcia i obietnice, że za rok znów tu się wszyscy spotkamy.
Rano nasi zawodnicy udali się na obóz sportowy w Szklarskiej Porębie, by pobiegać sobie przed maratonem w Berlinie.
Zapraszamy do obejrzenia galerii

Teresa Picheta